Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Na Górze Spotkania

Dodano: 11/04/2014 - Numer 786 - 11.04.2014
fot.Stefan Czerniecki/ Gazeta Polska
fot.Stefan Czerniecki/ Gazeta Polska
„Trzeciego dnia rano rozległy się grzmoty z błyskawicami, a gęsty obłok rozpostarł się nad górą i rozległ się głos potężnej trąby, tak że cały lud przebywający w obozie drżał ze strachu. Mojżesz wyprowadził lud z obozu naprzeciw Boga i ustawił u stóp góry… …Góra zaś Synaj była cała spowita dymem, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu i uniósł się dym z niej jakby z pieca, i cała góra bardzo się trzęsła. Głos trąby się przeciągał i stawał się coraz donośniejszy. Mojżesz mówił, a Bóg odpowiadał mu wśród grzmotów” (Wj 19, 16–19). Tak to się zaczyna. Tak wygląda opis Spotkania. Spotkania wyjątkowego, bo nieznanego dotąd w dziejach świata. Spotkania Boga z człowiekiem. To tutaj, jak podaje Biblia, Bóg przekazał człowiekowi wypisane na dwóch kamiennych tablicach przykazania. To u jej podnóży ukazał się Mojżeszowi w płonącym krzewie. To tutaj schronił się prorok Eliasz ścigany przez królową Izebel. Góra Gebel Musa, góra Synaj. Niektórzy nazywają ją jeszcze górą Horeb, inni górą Jahwe. Jeszcze inni Górą Prawdziwego Boga. Góra niezwykła. Dla każdego wierzącego. Dla Mojżesza dodatkowo także z bardziej przyziemnego powodu. To przecież właśnie w jej pobliżu po raz pierwszy spotkał swoją przyszłą żonę Seforę. Czy to rzeczywiście tutaj zgromadzili się Żydzi oczekujący na znak od Pana? Tego nie wiemy. Sceptycy twierdzą, że topografia podnóża góry nie pozwoliłaby na zgromadzenie się takiej liczby ludzi. Wskazują więc na miejsce położone 40 km na północny zachód, pod górą Dżabal Sirba. Pozostając jednak wiernymi tradycji, spróbujmy wyobrazić sobie, jak mogła wyglądać wtedy góra Synaj? Mamy XIII wiek przed Chrystusem. Nad górą Horeb widać coś na kształt dymu unoszącego się z krateru wulkanu. Pojawiają się coraz to głośniejsze grzmoty. Jeden! I zaraz po nim kolejny! Na dodatek zrywa się porywisty wiatr. Nie ma żartów. Większość prowadzonych przez Mojżesza Żydów chroni się w namiotach. Na zewnątrz zostaje tylko on. Prawdziwy dowódca. Spogląda z lękiem na szczyt. Wreszcie rusza na Spotkanie. Nie idzie sam. Bierze ze sobą stado. To samo, które – jak głoszą podania – napoi w połowie góry. Przy źródle zwanym dziś „Mayet Musa”, co znaczy „Woda Mojżeszowa”. Po krótkim odpoczynku ruszy dalej. Będzie szedł dobre 4 godz., może więcej. Dziś po jego drodze (tzw. drodze Mojżesza) mamy ustawione 3,7 tys. schodków. Ponoć 300 z nich własnoręcznie ułożył pewien mnich jako spełnienie ślubowania. Całość pokonuje się w blisko 3 godz. Mojżesz nie miał tak łatwej drogi. Musiał sobie radzić bez udogodnień. Na miejsce Spotkania jednak dotarł – do tzw. Bramy Wiary. Jeszcze do niedawna pielgrzymi zdejmowali w tym miejscu sandały, aby boso dojść do miejsca, gdzie człowiek spotkał się z Bogiem. Docierali tu wyłącznie oczyszczeni. Kilkaset metrów niżej pod tzw. Bramą Spiżową spowiadali się u mieszkającego tam pustelnika. Ten przepuszczał na szczyt jedynie wyspowiadanych. To przecież wyjątkowe miejsce. Dziś także, choć o spowiedzi u pustelnika nikt już tu nie myśli. Raczej o odgonieniu namolnych Arabów. – Pani da rękę. Pomogę – zwraca się do starszej około siedemdziesięcioletniej kobiety idący również na górę ciemno opalony mężczyzna. – A dziękuję, kochany, dziękuję – odpowiada zmęczona, gdy docierają na szczyt. Będą tak szli razem aż do szczytu. Część skusi się na idące obok pielgrzymiej karawany wielbłądy. Ci przynajmniej wiedzą, że to kosztuje. Ale ta pani? Ona wciąż myśli, że to z dobroci serca. Przecież ten człowiek też szedł na górę. Zupełnie jak ona. – A pieniądze? Money! Money! – wydziera się Beduin, gdy kobieta z uśmiechem dziękuje mu za pomoc. Podobnych scen na Górze Jahwe jest więcej. Krzyk panuje nad milczeniem. Zgiełk nad ciszą fascynacji. A ta byłaby w tej chwili zupełnie na miejscu. Oto zza okolicznych wzgórz wychodzi ciepła, żółto-pomarańczowa łuna. Wschód słońca na górze Synaj. Każdego dnia przychodzi go obejrzeć kilkaset osób. Piaskowosinawy kolor stromej ściany staje się coraz jaśniejszy. Prawie świeci. Zaczyna się spektakl. Kto wie? Może choć w części podobny do tego, co obserwował tu Mojżesz?
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze