Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

OPOWIADANIE \ MAREK NOWAKOWSKI Genius loci

Dodano: 20/06/2014 - Numer 842 - 20.06.2014
fot.Marcin Pegaz/ Gazeta Polska
fot.Marcin Pegaz/ Gazeta Polska
Przyjeżdża tutaj kilka razy w tygodniu zaraz po robocie. Przystaje przed bramą pod numerem dziesiątym. Stara to kamienica. Na frontonie wyczytasz: Rok 1912. Zabytek. Nie raz tak myślał. Studnia mrocznego podwórza, majaczą w głębi oficyny. Opiera się plecami o mur. W murze dziury po pociskach. Ślady wojny. Sporo ich zostało. Wyłącza komórkę. Żeby żona go nie ścigała z obiadem. Znajdzie jakąś wymówkę. Awaria, fucha po godzinach. Samotnie długo nie postoi. Pokazał się Bogusiak, kierowca tira. Akurat ma wolne. Wyszedł na papierosa, w kapciach i dresie. W mieszkaniu obowiązuje go zakaz palenia. Opowiada o sąsiadach. Pogotowie przyjechało po krawca. Zawał. Julka, najmłodsza córka Zawilskich, wychodzi za mąż. W Anglii. Za Anglika. Słucha chciwie. Pamięta wszystkich. Cieć jeszcze żyje, choć nie jest już cieciem. – Na razie spokój – powiada cieć. Prześladuje go widmo spadkobierców przedwojennego właściciela kamienicy, którzy pojawią się nagle, podwyższą czynsz i zaczną wywalać ludzi. Wzdychają obaj. Wchodzi na podwórze. Dwa okna na trzecim piętrze. Zasłonięte firankami. Dawne jego mieszkanie. Podwórze było placem zabaw. Trzepak pozostał. Drzwi do piwnicy zamknięte na kłódkę. W piwnicy bawili się w poszukiwaczy skarbów. Znaleźli karabin bez zamka. Przymyka oczy. Widzi ludzi, których dawno już nie ma. Wracają do niego. Coś mówią, śmieją się, gestykulują. Odchodzą w stronę przystanku tramwajowego. Obejrzał się i popatrzył jeszcze raz na kamienicę, która stała się jego opoką.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze