Strach przed taśmami sparaliżował rząd

Dodano: 25/06/2014 - Numer 846 - 25.06.2014
fot.Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska
fot.Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska
POLITYKA \ Politycy PO zgodnie umywają ręce w sprawie afery podsłuchowej: obecnie trzeba „przetrwać trudny czas” i poczekać, aż taśmy wybrzmią do końca. – Trudno wyobrazić sobie sytuację, że premier będzie podejmował decyzje personalne co poniedziałek. To niepoważnie świadczyłoby o państwie – powiedział wczoraj Grzegorz Schetyna. W rozmowie z dziennikarzami Schetyna stwierdził także, że skoro mają się pojawić kolejne taśmy, to lepiej poczekać z decyzjami. – Tak rozumiem zachowanie premiera, że woli poczekać z decyzjami politycznymi, personalnymi do zakończenia tej afery – stwierdził. – Trudny czas trzeba przetrwać, zacisnąć zęby, poczekać, aż wszystko się wyleje, nawet jeżeli miałoby to boleć czy niezbyt ładnie pachnieć – dodał. Z kolei koalicjant PO – PSL nie wyklucza zmian na stanowisku premiera, ale jak przyznał prezes partii Janusz Piechociński w „Kontrwywiadzie RMF FM”, mogłoby tak się stać w sytuacji, gdy z takim pomysłem wystąpi sam premier. – Do tego musiałaby być przekonana PO. W tej chwili polska polityka jest sparaliżowana. Serce mnie boli i jest mi wstyd – powiedział. Zarazem dodał, że część opozycji usiłuje wepchnąć jego partię w formuł? ?albo g?osujecie z?nami, albo chcecie zamie?? spraw? pod dywan?. ę „albo głosujecie z nami, albo chcecie zamieść sprawę pod dywan”. Były poseł PO Jacek Żalek, obecnie Polska Razem Jarosława Gowina, stwierdza, że ten, kto wypuścił taśmy i straszy, że mogą pojawić się nowe, trzyma w szachu praktycznie całą PO. – Nie wiadomo bowiem, kto jeszcze mógł zostać nagrany. Także to, że np. taśmy Bieńkowskiej nie zostały ujawnione, utrudnia premierowi sytuację: nie mógł odwołać Sienkiewicza, bo gdyby okazało się, że na pozostałych taśmach jest coś jeszcze gorszego, to wtedy musiałby poodwoływać wszystkich – zauważa polityk. Jednak jak mówią nasi informatorzy, PO rozważała wyjścia awaryjne. – W PO po ujawnieniu pierwszych taśm zapanowała panika. Wówczas to powstał pomysł, by Elżbietę Bieńkowską wysłać do UE w charakterze komisarza. Przy okazji zachowana zostałaby wówczas linia promującej kobiety polityki premiera – informuje nasze źródło. – Jeden z przyjaciół Cezarego Grabarczyka rozpuszcza pogłoskę, że jeśli tak by się stało, to wówczas właśnie Grabarczyk miałby się zająć infrastrukturą. Jest to bowiem jedna z nielicznych osób, którym Tusk jeszcze może ufać w tym sensie, że nie zostały podsłuchane. Grabarczyk spotkania odbywa bowiem we własnym gabinecie i nie uprawia polityki kawiarnianej – dodaje nasz rozmówca. – Nie słyszałem o tym, ale jeśli tak by się stało, to oznacza, że premier wciąż miesza w tym samym kotle, chce uspokajać poszczególne frakcje w Platformie – ocenia poseł PiS-u Jerzy Szmit z sejmowej komisji infrastruktury. – Do tej pory odczuwamy skutki polityki, jaką prowadził Grabarczyk; mam na myśli np. sytuację na kolei czy nadal w części niezaspokojone roszczenia podwykonawców w związku z Euro 2012. Poza tym jeśli wróciłby Grabarczyk, to być może do GDDKiA wróciłby Lech Witecki. A to byłoby fatalne – ocenia. Cezary Grabarczyk zapytany przez nas, czy informacje o jego powrocie są prawdziwe, skomentował to jednym słowem: „Bzdura”.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze