OPOWIADANIE \ Marek Nowakowski Dzieciaki

Dodano: 08/07/2014 - Numer 857 - 08.07.2014
fot.Filip Błażejowski/Gazeta Polska
fot.Filip Błażejowski/Gazeta Polska
Na oddziale dla małolatków dawnej Gęsiówki celowy Ząbek nazywał współwięźniów dzieciakami. – Masz, zajarz szluga, dzieciaku! – Kopsnij konia na dół, dzieciaku! Sam był w ich wieku, ale najbardziej uhonorowany. Zaliczył najwięcej odsiadek. Był za ojca na niby. Spotykali się później w innych więzieniach na kryminalnym szlaku i witali niezmiennie. – Sie masz, dzieciaku! Sztum, Iława, Wronki, Siedlce, Goleniów. To były stacje ich podróży. Z latami dzieciaki stały się już sterane, posiwiałe. Bywało i tak, że na wolności spotykali się czasem. Stateczni panowie, w okularach, brzuchaci. Jeden prowadzi warsztat, drugi firmę budowlaną. Trzeci nadal od odsiadki do odsiadki, tradycyjny złodziej. Mimo tych różnic łączyła dzieciaków trwała więź od czasu, kiedy celowy Ząbek tak ich ponazywał. Wychodził starszy pan z wytwornej restauracji. Z nim młoda dama w kosztownym futrze. Starszego pana potrącił pijaczek na rozchybotanych nogach. Popatrzyli na siebie wrogo. Załzawione, wypłukane oczy pijaczka rozbłysły żywym blaskiem. Objął serdecznie starszego pana i coś zabełkotał. Tamten rozgniewany poufałością chciał odepchnąć natręta. Powstrzymał się nagle. – Gęsiówka? – zapytał. – Dzieciaku! – zachrypiał pijaczek. Być może to spotkały się ostatnie dzieciaki.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze