Armenia – kraj paradoksów

ŚWIAT \ PROROSYJSCY MIŁOŚNICY WOLNOŚCI

Numer 1005 - 03.01.2015Publicystyka

Armenia to kraj paradoksów. Z jednej strony to najstarsze państwo, które przyjęło chrześcijaństwo – religię zrodzoną w Europie, z drugiej zaś geograficznie leży szmat drogi od tejże Europy (choć niektórzy geografowie mają w tej kwestii inne zdanie). Zamieszkuje ją naród o bardzo długiej historii, ale też o bardzo krótkim bycie państwowym w najnowszych dziejach. Paradoksy można mnożyć. Ormianie są wielkimi patriotami, a jednocześnie większość tego narodu mieszka poza ojczyzną. Armenia jest bardzo biednym państwem, ale na ulicach jej stolicy Erywania widać głównie drogie samochody. Ormianie kochają niepodległość i wolność, a jednocześnie pozwalają od zawsze na pobyt na własnym terytorium wojsk rosyjskich. Ormianie są gotowi umierać – to nie slogan – za swoje państwo, ale jakoś nie przeszkadza im, że dwie z ich pięciu granic są „strzeżone” przez Rosję. Armenia zajmuje trzecie miejsce na świecie, jeśli chodzi o procent budżetu przeznaczany na obronność, a jednocześnie budżet na armię sąsiedniego Azerbejdżanu jest większy niż cały budżet państwa Ormian.
Kawały Radia Erewań
Owe paradoksy są częścią ormiańskiej historii. Za Związku Sowieckiego mimo reglamentacji towarów i nieustających braków w sklepach na terytorium całego ZSRS, w Armenii można było kupić wszystko, ale też, jak mówi seria dowcipów, Ormianin
w Moskwie też mógł wszystko kupić, sprzedać i załatwić. Świadczy o tym chętnie opowiadany przez samych Ormian dowcip, mający pokazywać wyższość mieszkańców Armenii nad Gruzinami w dziedzinie handlu. Ormiaszka radzi Gruzinowi, jak i co najlepiej sprzedać w Moskwie. „Wykupisz połowę miejsc w samolocie z Tibilisi do Moskwy i na miejscach dla pasażerów poukładasz owoce południowe, kwiaty – to, czego w stolicy nie ma. Po przylocie sprzedasz wszystko na pniu na bazarze, potem pójdziesz kupić bilet na wieczorne przedstawienie w Teatrze Bolszoj, za zarobione pieniądze kupisz futro dla żony w specjalnym sklepie z futrami i jeszcze przed przedstawieniem w teatrze zdążysz pójść do Mauzoleum Lenina”. Po powrocie Gruzin opowiada Ormianinowi: „Wykupiłem pół samolotu, przewiozłem, sprzedałem, miałeś rację – bardzo dużo zarobiłem. Ale w Teatrze Bolszoj nie było żadnych biletów, w sklepie z futrami na wystawie były tylko dwie czapki ze sztucznego futra, więc nic nie kupiłem, wreszcie na końcu okazało się, że w Mauzoleum Lenina jest remont”. Ormiaszka się skrzywił: „Tego się tak nie robi”. Po dwóch tygodniach mówi Gruzinowi: „Właśnie wróciłem z Moskwy. Sprzedałem owoce, zarobiłem mnóstwo pieniędzy. W Teatrze Bolszoj powiedzieli mi, że biletów nie ma, ale dałem kasjerce 100 rubli i bilet się znalazł. W sklepie z futrami powiedziałem ekspedientce, że potrzebuję dwa futra, dla niej i dla żony, i oczywiście futro się znalazło”. Zdumiony Gruzin na to: „I co, może Mauzoleum Lenina też dla ciebie otworzyli?”. Ormianin: „Nie, nie otworzyli, ale dałem 2000 rubli, to mi Lenina do hotelu Rossija przynieśli”.
Radio Erewań to część światowej historii dowcipów politycznych. Każdy, kto pamięta rzeczywistość komunistyczną, zetknął
się z kultowymi pytaniami do Radia Erewań. Ot, na przykład kawał z 1981 r. – pytanie do RE: „Jakie jest wyjście z sytuacji bez wyjścia?”. I odpowiedź: „Sytuacji w Polsce nie komentujemy”... Albo inny, opowiadany mojemu ojcu przez ormiańskiego absolwenta WGiPK, czyli sowieckiej szkoły filmowej w Moskwie, o ormiańskim studencie z uczelni im. Łomonosowa, którego złapano, gdy na pl. Czerwonym przed Mauzoleum Lenina rozrzucał ulotki. Ulotki pozbierali tajniacy, studenta złapano i milicyjnym moskwiczem zawieziono do siedziby KGB. Okazało się jednak, że owe ulotki stanowiły po prostu... kartki niezadrukowanego, białego papieru. KGB pyta Ormiaszkę, po co rozrzucał białe kartki. Odpowiedź: „Po co litery? Przecież i tak wszystko jasne”



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się