Misja

OPOWIADANIE \ FRAGMENT TEKSTU „OSTATNI POCISK” ZE ZBIORU „SPOWIEDŹ PARFENA” SEBASTIANA REŃCY Las daje poczucie bezpieczeństwa. Staje się przyjacielem i ochroną przed ludzkimi spojrzeniami. Romek z Edkiem czuli się w lesie tak samo swobodnie, jak mieszczuchy na ulicy. Do zmroku przeczekali w gęstych krzakach. Na zmianę drzemali. Gdy jeden zamykał oczy, drugi czuwał. Zamiast palić, pogryzali suchary, wódki napili się po łyku na rozgrzanie. Na więcej nie mogli sobie pozwolić przed ważną robotą. Mieli przy sobie pistolety, Romek dodatkowe naboje, a Edek magazynki. Każdy miał też latarkę. Ponadto Romek założył na prawą rękę busolę Adrianowa, a Edek przytroczył do pasa saperkę. Pistoletów i latarek mieli użyć w ostateczności. Żałowali tylko, że nie mają granatów, które nieraz ratowały im życie na granicy, rzucone w sowiecki kordon. Wcześniejszą noc poświęcili na obserwację terenu. O ile w dzień patrole, również z psami, regularnie pojawiały się co dwie, trzy godziny, o tyle w nocy zobaczyli jeden patrol tuż po zmroku i potem do rana była cisza. Mieli nadzieję, że i teraz enkawudzistom nie będzie chciało się łazić w nocy po lesie. Mężczyźni szybko pokonali ogrodzenie i od razu zalegli przy ziemi, nadsłuchując, czy w pobliżu nie słychać czyichś kroków czy rozmów, ale wokół gadał tylko las. Szumiały drzewa, odzywało się nocne ptactwo. Do miejsca, w którym NKWD miało zakopać trupy, doszli boso. Buty włożyli cholewami za pasy. Dzięki temu żaden z nich nie złamał nawet gałązki, uważnie stąpając. W świetle księżyca zauważyli ziemię, która musiała zostać niedawno naruszona. Zamaskować to miały świeżo posadzone drzewa. Edek zaczął kopać. Ostrze saperki łatwo zagłębiało się w piaszczystej glebie. Gdy dół był na tyle głęboki, że mieściła się w nim cała wyciągnięta ręka, poczuli smród, który odrzucił ich do tyłu. – Trupi – rzekł spluwając przez zęby Edek. – Trzeba dalej kopać. Daj, teraz moja kolej. Romek, nim przystąpił do kopania, obwiązał twarz chusteczką. Prowizoryczna maska pomogła tylko przez chwilę. Smród był tak intensywny, że nie dało się przed nim ustrzec. Na pewno w pewien sposób pomogłyby papierosy, ale na to nie mogli sobie pozwolić. Romek nie kopał teraz w dół, tylko wszerz. W ten sposób chciał mieć możliwość przyjrzenia się trupowi. Zaczął odkopywanie od dłoni prawej ręki. Następnie odsłonił drugą dłoń, ręce były związane, potem plecy i głowę, w której widniał otwór. By odwrócić trupa, trzeba było odkopać jego nogi. Edek zastąpił kolegę. Było około godziny pierwszej po północy, gdy odwrócili zwłoki. Ciało rozkładało się, ale nawet w nocnej poświacie widoczne były rysy twarzy. Romek przymknął oczy trupa. Pod nim i obok leżały inne, których fragmenty prześwitywały wśród ziemi i piachu. – Pan podporucznik – stwierdził Edek, odcinając nożem jeden pagon. W kieszeniach bluzy mundurowej znaleźli fotografię zamordowanego w towarzystwie dziewczynki, stali na tle jakiegoś jeziora. Romek uważniej przyjrzał się zdjęciu, wtedy był już pewny, że zrobiono je w Trokach. – Po czym wnioskujesz? – Po zamkowych ruinach. Byłem tam i widziałem je. Romek przeżegnał się i zmówił modlitwę za zmarłych. Zakopywanie poszło już szybciej. Na koniec wsadzili drzewko i cichcem wycofali się z zakazanej strefy. Do świtu przeczekali w swojej kryjówce wśród krzaków. Z masowego grobu Roman zabrał jedynie pagon i zdjęcie, które teraz owinął w gazetę, a następnie schował do metalowego pudełka po paście do butów. Wszystko po to, by zabić smród, który bił z makabrycznych pamiątek. Przed świtem ustalili, że nie wracają już na swoje meliny, tylko od razu idą na stację, gdzie poczekają na najbliższy transport do Lwowa. Wszystkie pozycje wydane przez Stowarzyszenie Pokolenie do nabycia na www.pokolenie.org.pl. Zamówienia telefoniczne 32 2090002. Informacje oraz sprzedaż Michał Szczepański 737568597 e-mail: wydawnictwo@pokolenie.org.pl
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze