WARSZAWA 1944. AKADEMIA

Tak, oni mieli szczęście. Wtedy każdy szczeniak rodził się prosto na scenicznych deskach każdy gest mógł się zmienić w kolorowy bąbel a niesprzątane trupy – kamieniały w marmurowe pomniki – Ale sztuka życia to pozostać na scenie gdy uprzątną truchła i zbierać brawa. No cóż: życie nie jest dla chorych i dla ckliwych. Choć ma urok bezsprzeczny miłość, której każdy gest musiał być dobrze odmierzony bo mógł ostatnim być, choć jeszcze wzrusza szara sylwetka chłopca biegnąca naprzeciw czołgów – z butelką zapaloną w ręku, Choć nawet efektownie brzmi to, co on krzyczy na tematy ojczyzny nim padnie na bruk – Te głosy i odgłosy nie mogą zagłuszać dzisiejszej prawdy: świergotu tramwajów hymnów domowych naczyń... Te szeregi zmarłych
66%
pozostało do przeczytania: 34%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze