Jak kamień w rzece

Fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
Fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska

WIETNAM \ Z WIZYTĄ W SAJGONIE

Skutery, motory, motorynki – każdy z czerwoną lampką z tyłu i przednim białym światełkiem. Jadą ulicą, która ma przynajmniej cztery pasy, ale i tak żaden kierowca nie przestrzega tego podziału. Każdy jedzie, jak chce, zapełniając szczelnie przestrzeń asfaltu. Ten widok fascynuje. Hipnotyzuje. Mam wrażenie, że nie wybudziłem się z głębokiego snu. Przespałem większą część podróży, więc wątpliwość, czy to już jawa, czy może nadal sen, jest w pełni uzasadniona. Ostatnie niebudzące wątpliwości wspomnienie to przekraczanie granicy kambodżańsko-wietnamskiej. Gdy przejeżdżaliśmy przez nią, musiałem wyjść z autobusu. – Będzie problem… – trzymający mój paszport pogranicznik przeglądał uważnie wszystkie jego strony. – Coś nie tak? – mruczę, przecierając zaspane oczy. Kierowca autobusu musiał włączyć
     

20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze