Sieroty po konkursie

ZAPISKI MELOMANA \ MISTRZOWIE CHOPINA

No i dobrnęliśmy do finału. Z jednej strony mamy za sobą kilkutygodniowy maraton pianistyczny. Z drugiej – doczekaliśmy się wreszcie wyników. Mamy zwycięzcę i zwyciężonych. I wreszcie odpoczynek od wielogodzinnych przesłuchań. Ale i świadomość, że trzeba czekać aż pięć lat na następny konkurs. Obserwuję konkursy od 1955 r., a całkowicie świadomie od 1960 r. Pamiętam, gdzie siedziałem sześćdziesiąt lat temu, pamiętam młodziutkiego Adama Harasiewicza z bujną czupryną i widzianą pierwszy raz w życiu Japonkę w kimonie – Kiyoko Tanakę. Jako uczeń szkoły muzycznej śledziłem, jak gra mazurki Fu T’Sung (tak to się wówczas pisało nazwisko chińskiego pianisty) i Francuza Bernarda Ringeissena (czytanego „Rężęsą). Pollini, Argerich, Olejniczak… Później na moje osobiste wspomnienia nałożyły się
     

12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze