Islamiści ante portas

Numer 1265 - 09.11.2015Publicystyka


W ostatnich dniach odwiedziłem najbiedniejszy kraj postsowieckiej Azji. Tadżykistan – bo o nim mowa – znajduje się pod koniec pierwszej setki, jeśli chodzi o klasyfikację państw zarówno pod względem liczby ludności (niespełna 8 mln), jak i powierzchni (nieco ponad 140 tys. km kw.). Tadżyckie terytorium ostatnio... zmniejszyło się o około 1000 km kw., bo Duszanbe odstąpiło je Chinom!
Jednak geopolityczne znaczenie kraju Tadżyków jest znacznie większe niż wynikałoby to z aspektów demograficznych i terytorialnych. Państwo, które graniczy i z Chińską Republiką Ludową, i z Afganistanem, musi być ważnym elementem światowej rozgrywki mocarstw. Granica z Afganistanem, licząca ponad 1200 km, jest, jak mówią ci, którzy mieszkają w Tadżykistanie, na poły fikcyjna. Osoba od dwóch lat kierująca pomocą humanitarną na południu kraju powiedziała mi: „Jeśli talibowie naprawdę chcieliby do nas wejść, to wejdą i nie napotkają żadnego oporu”. Brzmi to złowróżbnie.
Rosja skłóca
Jeszcze do niedawna była w tym kraju wojskowa baza amerykańska, ale prezydent Emomali Rahmon (kilka lat temu zmienił nazwisko z rosyjsko brzmiącego Rahmonow na swojskiego Rahmona) dokonał reorientacji i podpisał porozumienie z Moskwą, na podstawie którego Rosja na 49 lat zyskała największą bazę militarną w Azji Środkowej.
Ten niepodległy od niespełna ćwierć wieku (1991 r.) kraj graniczy jeszcze z Kirgistanem i Uzbekistanem. Francuski ambasador w Duszanbe powiedział w rozmowie ze mną, że między Uzbekami a Tadżykami trwa „zimna wojna”. Cóż, nie odkrył Ameryki, skoro w dalszym ciągu między tymi sąsiadami obowiązują wizy, tadżyccy naukowcy wydają gniewne oświadczenia całkowicie kwestionujące dziedzictwo Uzbekistanu (jest faktem, że słynna Samarkanda czy Buchara, które znajdują się na uzbeckim terytorium, to w przeszłości ośrodki tadżyckiej kultury) i mimo ustaleń na spotkaniu prezydentów obu krajów wciąż nie wznowiono połączeń lotniczych. Komu zależy na konflikcie między Taszkientem a Duszanbe? Oczywiście temu samemu państwu, które od wielu lat podgrzewa – a gdy istnieje potrzeba, to gasi – konflikt między Azerbejdżanem a Armenią. Rzecz jasna chodzi o Rosję, która od wieków stosuje także w Azji i na Kaukazie zasadę divide et impera, czyli „dziel i rządź”.
Dyktator Rahmon – i znacznie gorsza alternatywa
Czy można poznać kogoś w czasie dwuipółgodzinnej rozmowy? Na pewno można wiedzieć o nim więcej niż przed takim maratonem. Prezydent Rahmon ma dziewięcioro dzieci (!) i choć blisko dwie dekady temu odbył pielgrzymkę do Mekki, jest na celowniku islamskich terrorystów: na jego życie trzykrotnie organizowano zamachy. Władca niepodzielnie rządzący Tadżykistanem formalnie od 23 lat (prezydentem został jesienią 1994 r. – ale tak naprawdę niemal od samego początku państwowej odrębności pełnił obowiązki głowy państwa, bo w latach 1992–1994 był szefem Rady Najwyższej). Emomali Rahmon może powiedzieć za Ludwikiem XIV, że „państwo to ja”. Praktycznie dla opozycji zostawia margines na obrzeżach krajowej polityki. Jednak obrońcom praw człowieka, którzy go za to poddają medialnej egzekucji, muszę przypomnieć, że „arabska wiosna”, mająca gremialne poparcie szeroko rozumianego Zachodu pod sztandarami demokracji i wolności obywatelskich poniosła całkowitą klęskę (poza Tunezją). Dyktatora Muammara Kaddafiego zastąpili w Libii prawdziwi mordercy, a zamiast Saddama Husseina jest system, który przyniósł nie setki wymordowanych, jak za jego rządów, lecz dziesiątki tysięcy oraz setki tysięcy imigrantów. Jeżeli nie widzi się związku przyczynowo-skutkowego między dzisiejszym zalewem Europy uchodźcami a wcześniejszym obalaniem dyktatorów w tym regionie – to niczego się nie widzi.
Tadżycki władca na moje pytanie o islamskich terrorystów w jego kraju odpowiada wyjątkowo długo, bo jest o czym. Niedawno udaremniono islamistyczny zamach, który pod nosem prezydenta usiłował zrobić wiceminister spraw wewnętrznych. On sam i spiskowcy zapłacili za to głową, ale problem pozostał



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama