Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Początek drogi do Rio

Dodano: 05/01/2016 - Numer 1310 - 05.01.2016
fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
Łatwiej jest zdobyć medal na igrzyskach, niż się na nie zakwalifikować – przyznał niedawno Srećko Lisinac, zawodnik reprezentacji Serbii, która dziś będzie pierwszym rywalem Polaków w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Rio. W słowach Serba jest sporo prawdy. Na zasady kwalifikacji do igrzysk narzeka cały siatkarski świat. Największe i do tego uzasadnione pretensje mają Polacy. Mimo że jesteśmy aktualnymi mistrzami świata, a w Pucharze Świata zajęliśmy trzecie miejsce, to i tak, aby zagrać w najważniejszej imprezie czterolecia, musimy walczyć w kwalifikacjach. I to niezwykle silnie obsadzonych. Do Berlina oprócz Włochów, którzy wyprzedzili nas w Pucharze Świata, zjechała cała europejska czołówka. Osiem zespołów zostało podzielonych na dwie grupy. Do półfinałów awans uzyskają po dwie najlepsze. Do Rio będzie mógł się pakować tylko zwycięzca berlińskich zawodów. Druga i trzecia drużyna poszuka swojej szansy w turnieju interkontynentalnym, który odbędzie się w maju w Japonii. Wszystko przez to, że bezpośredni awans na igrzyska ma zagwarantowany tylko jedna drużyna z Europy (zwycięzca berlińskiego turnieju). Pozostałe reprezentacje ze Starego Kontynentu mogły zakwalifikować się przez zajęcie pierwszego lub drugiego miejsca w Pucharze Świata (jak w wypadku Włochów) lub podczas interkontynentalnego turnieju w Japonii. Stephane Antiga nie zasypia gruszek w popiele i nie narzeka na sposób kwalifikacji. – Zasady były wszystkim znane od dłuższego czasu, więc trzeba wziąć się do roboty i wygrywać. Zdajemy sobie sprawę, że turniej w Berlinie będzie jednym z najtrudniejszych, jakie przyjdzie nam grać. Każdy z nas jest sportowcem i każdy chce pojechać na igrzyska olimpijskie. To będzie piekielnie trudne zadanie, ale w tej chwili nie dopuszczamy myśli, że mogłoby nas zabraknąć w Rio. Oczywiście, że chcemy zapewnić sobie awans już w styczniu, jednak zajęcie drugiego czy trzeciego miejsca i udział w turnieju interkontynentalnym nie będzie dla nas wielką tragedią – podkreśla selekcjoner reprezentacji Polski. Antiga zabrał do Niemiec praktycznie najmocniejszy skład. Na liście kontuzjowanych jest tylko Grzegorz Bociek, w ostatniej chwili do zdrowia wrócił Michał Kubiak. W czternastoosobowej kadrze znalazł się także Mateusz Bieniek, siatkarskie odkrycie Antigi w 2015 r. 21-letni środkowy debiutował w reprezentacji w majowych meczach Ligi Światowej. Od tego czasu ma stałe miejsce w drużynie narodowej. – Faktycznie za mną szalony okres. Pamiętam, jak rok temu przygotowywałem się do sezonu w Kielcach. Teraz minęło dwanaście miesięcy i jestem na zupełnie innym poziomie. Wszystko działo się w wielkim tempie, ale nie narzekam z tego powodu – mówi mierzący 210 cm wzrostu środkowy. Bieniek i spółka muszą wygrać pięć najbliższych spot­kań, by móc się cieszyć z awansu na igrzyska. Początek zabawy zacznie się już dziś. Naszym pierwszym rywalem będą Serbowie. Z tą drużyną graliśmy już w meczu otwarcia mistrzostw świata. W spotkaniu rozgrywanym na Stadionie Narodowym biało-czerwoni pewnie wygrali 3:0. – Serbia to bardzo niebezpieczny rywal. Kiedy mają swój dzień, są groźni dla najlepszych, ale liczymy na powtórkę wyniku z mistrzostw świata – przyznaje Antiga. Następna w kolejce jest Belgia, teoretycznie najsłabsza drużyna turnieju kwalifikacyjnego. Jak Polacy poradzą sobie z rolą faworytów? Do tej pory przeważnie nie było z tym problemów, choć trzeba mieć w pamięci również spektakularne porażki – ze Słowenią podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy czy Australią w czasie igrzysk olimpijskich w Londynie. Na koniec zmagań grupowych zmierzymy się z Niemcami. Gospodarze to trzecia drużyna mistrzostw świata rozgrywanych w Polsce. Do tego podobnie jak biało-czerwoni mają za sobą kompletnie nieudany start w mistrzostwach Europy. Co ważne, będą musieli sobie radzić bez dwóch ważnych zawodników. W ostatniej chwili kontuzji doznali Jochen Shoeps i mierzący 212 cm Robert Kronn. Prawdziwe emocje zaczną się w półfinałach. Do dwóch najlepszych zespołów z „polskiej” grupy dołączą duet z kwartetu: Rosja, Bułgaria, Finlandia i Francja. Zdaniem Fabiana Drzyzgi to właśnie trójkolorowi należą do wąskiego grona faworytów turnieju. – Za nimi świetny sezon. W poprzednim roku wygrali mistrzostwa Europy i Ligę Światową. Na pewno będą bardzo mocni, ale trzeba też dodać, że trafili do niezwykle wyrównanej grupy – zauważa rozgrywający biało-czerwonych. Drzyzga twierdzi też, że zawodnicy będą musieli sobie poradzić z ogromną presją. – Mecz o trzecie miejsce w Berlinie paradoksalnie będzie znacznie ważniejszy niż finał. Po prostu po tym spotkaniu komuś uciekną marzenia o igrzyskach. Coś się skończy i następne lato będzie dla którejś z reprezentacji bardzo puste. Tylko Liga Światowa i tyle. Nie po to trenujemy i cały czas gramy w siatkówkę, by mieć tylko te rozgrywki – przyznaje. Mecze grupowe Polaków Serbia, 5.01, godz. 20.15 Belgia, 7.01, godz. 14.40 Niemcy, 8.01, godz. 19.50 Skład Polaków rozgrywający: F. Drzyzga, G. Łomacz atakujący: D. Konarski, B. Kurek środkowi: M. Bieniek, K. Kłos, A. Wrona, M. Możdżonek przyjmujący: M. Kubiak, M. Mika, R. Buszek, W. Żaliński libero: P. Zatorski, D. Wojtaszek Tylko wygrana w turnieju zapewni Polakom bezpośredni awans na igrzyska olimpijskie w Rio |fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska Artykuł przygotowany przez redakcję we współpracy z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze