Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Nękanie, porwanie, strach – dramat matki

Dodano: 30/04/2016 - numer 1408 - 30.04.2016
Fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
Fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
Anna Siedlecka-Van Rumst boi się, że jej dzieci zostaną jej odebrane i wywiezione do Belgii. Były mąż gotów jest bowiem na wszystko. Podejmuje nie tylko kroki zgodne z prawem. Na początku kwietnia br. próbował z pomocą krewnych uprowadzić maluchy. Siłą, w biały dzień. – To przerażające, że odpowiednie instytucje nie chronią skutecznie polskich obywateli przed działaniami cudzoziemców – nie ukrywa irytacji poseł Tadeusz Dziuba, który mocno zaangażował się w pomoc pani Annie. Historia mieszkanki Poznania jest dramatyczna. Niestety, w ostatnich latach podobnych nie brakowało. Dziesiątki Polek walczą z byłymi mężami lub partnerami o prawo do rodzicielskiej opieki. Teoretycznie powinny w tym pomagać zapisy „Konwencji haskiej dotyczącej cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka”. W praktyce mogą one być również wykorzystywane w złych intencjach. Poza tym reakcja urzędników jest nieprzychylna. – Prosiłam o pomoc konsulat w Brukseli. Usłyszałam: „Wyszła pani za Belga, ma pani pecha” – opowiadała trzy dni temu posłom z sejmowej komisji łączności z polakami za granicą kobieta, która błaga o wsparcie. Ucieczka Anna Siedlecka-Van Rumst wyszła za mąż za obywatela Belgii. Zamieszkali w jego ojczyźnie, zostali rodzicami dwójki dzieci, 7-letniego dziś Jana i młodszej o rok Natalii. Niestety, małżeństwo się rozpadło. Kobieta twierdzi, że padła ofiarą przemocy, także fizycznej, była zastraszana i nękana. Przez pewien czas znosiła to w milczeniu, ale w końcu podjęła decyzję o ucieczce do Polski. Oczywiście razem z dziećmi. W lipcu 2015 r. wróciła do rodzinnego Poznania. Od razu też zaczęła szukać pomocy wymiaru sprawiedliwości. W sądzie złożyła wniosek o pozbawienie męża Belga praw rodzicielskich, a w prokuraturze domagała się ścigania za znęcanie. To drugie postępowanie zakończyło się umorzeniem. – Opisane zdarzenia nie nosiły znamion czynu zabronionego – informuje „Codzienną” prokurator Mateusz Pakulski, szef Prokuratury Rejonowej Poznań-Stare Miasto. Postanowienie nie jest prawomocne, już wpłynęło zaskarżenie. Przede wszystkim jednak trwa sądowa batalia. W sierpniu ub.r. sąd rodzinny wydał postanowienie o zabezpieczeniu, ustalając miejsce pobytu dzieci przy matce i zakazując im opuszczania kraju. Belg także nie pozostał bierny. W tym samym miesiącu, korzystając z przepisów konwencji haskiej, zażądał, aby córka z synem wrócili do jego ojczyzny. Zarzucił bowiem byłej żonie, że uprowadziła dzieci. Stosowny wniosek wysłał do polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, a resort przekazał dokument do sądu rodzinnego w Poznaniu. Anna Siedlecka-Van Rumst i poseł Dziuba podkreślają jednak, że dokument został sporządzony w sposób wadliwy (brak w nim podstawowych informacji). Poza tym wszczęta procedura skomplikowała sytuację pani Anny i jej dzieci. Co gorsza, w październiku sąd rodzinny zdjął wcześniejsze zabezpieczenie. „Uważam, że dotychczasowe działania polskiego wymiaru sprawiedliwości ośmieliły obcokrajowca do zorganizowania w Polsce napadu na samotną matkę z dziećmi” – stwierdził w jednym z pism oburzony poseł Dziuba. Próba porwania Dramatyczne sceny rozegrały się środę 6 kwietnia br. Tego dnia Belg przyjechał do Poznania razem ze swoim ojcem i dwoma rodakami. Po południu pojawili się na osiedlu Piątkowo, przed domem rodziców pani Anny. Gdy kobieta wyszła na spacer z dziećmi, została zaatakowana. Siłą wyrwano maluchy z jej objęć, wsadzono do samochodu i próbowano uciec. Zdesperowana matka nie pozwoliła na to. Razem ze swoim ojcem uniemożliwiła ucieczkę kidnaperom. Na szczęście, wezwani policjanci pojawili się błyskawicznie, zatrzymali całą czwórkę. – I to jest jedyna sytuacja, gdy mogę pochwalić instytucję odpowiedzialną za bezpieczeństwo Polaków. Policjanci zareagowali błyskawicznie i stanowczo – podkreśla w rozmowie z „Codzienną” poseł Dziuba. Śledztwo w tej sprawie trwa. Czterem mężczyznom postawiono szereg zarzutów, ale już wrócili do Belgii. Jak nam powiedział prokurator Pakulski, wobec podejrzanych zastosowano poręczenie majątkowe. O dramacie w Sejmie W minioną środę odbyło się posiedzenie sejmowej komisji łączności z polakami za granicą, na którym przedstawiono informacje dotyczące odbierania dzieci polskim rodzicom, m.in. w Norwegii, we Francji, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Z posłami spotkała się również Anna Siedlecka-Van Rumst. – To jest przykład niezrozumiałego, ulgowego traktowania obcokrajowców w sprawach tak czułych, jak kwestia rodziny i dzieci – tłumaczył poseł Dziuba pozostałym parlamentarzystom. Podkreślał, że historia pani Anny pokazuje jak w soczewce niedoskonałości obowiązującego prawa. – Panicznie poszukuję pomocy – zaapelowała sama Siedlecka-Van Rumst. Zwróciła też uwagę na absurdalność sytuacji. – Gdy my podpieramy się prawem europejskim, że nie wolno go naruszać, Belgia wydała wyrok zabierający mi całkowicie prawo do opieki nad dziećmi oraz wyznaczyła karę tysiąca euro za każdy dzień, kiedy nie jesteśmy na terytorium Królestwa Belgii – tłumaczyła, wskazując liczne przykłady, gdy w jej sprawie złamano międzynarodowe przepisy. Opowiedziała również, jak wyglądało postępowanie sądowe w Brukseli, gdy zajęto się m.in. karaniem syna i córki przez ojca za mówienie po polsku. – Sędzia, który decydował o losie dzieci, stwierdził, że dwujęzyczność w połączeniu z językiem polskim nie jest potrzebna, że mówienie po polsku uwstecznia dzieci. Angielski, francuski proszę bardzo, polski nie – wspominała. Wiele Polek z tym samym problemem – Z odbieraniem dzieci w Europie jest bardzo źle, prawo w tym zakresie jest fatalne, praktyka jeszcze gorsza. W większości państw wystarczy byle pretekst, aby odebrać dziecko – przyznał wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, który był obecny na posiedzeniu sejmowej komisji. Obiecał dokładne zbadanie sprawy Anny Siedleckiej-Van Rumst. A o czym mówią zapisy „Konwencji haskiej dotyczącej cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka”, z których skorzystał Belg? Teoretycznie powinny pomagać w sprawach dzieci poniżej 16. roku życia „które zostały bezprawnie uprowadzone (lub zatrzymane) z jednego państwa, będącego stroną Konwencji do innego państwa, również będącego stroną Konwencji”. Według danych publikowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości także Polacy często z nich korzystają. W 2014 r. odnotowano 64 wnioski o interwencję przesłane do Warszawy, a ponad setkę wysłano za granicę. Najwięcej dotyczyło obywateli Wielkiej Brytanii oraz Irlandii, ale sporadycznie także Stanów Zjednoczonych, Australii czy nawet Meksyku.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze