Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Tak się robi kasę w służbie zdrowia

Dodano: 02/06/2016 - numer 1434 - 02.06.2016
W Polsce bardziej opłaca się operować pacjentów z zawałami, niż leczyć ich bezinwazyjnie. Dlatego jak grzyby po deszczu powstają prywatne kliniki, w których prowadzi się terapie inwazyjne. Szpitalom pozostaje przynoszące straty leczenie zachowawcze. Za rządów PO-PSL Narodowy Fundusz Zdrowia systematycznie podnosił wyceny usług zdrowotnych w dziedzinie kardiologii inwazyjnej. Jednocześnie wydatki na leczenie zachowawcze pozostawały na niskim poziomie. Na problem ten zwróciła uwagę Najwyższa Izba Kontroli. W opublikowanej niedawno informacji po kontroli przeprowadzonej w szpitalach podkreśla, że „stawki wypłacane za leczenie zachowawcze nie pokrywają jego kosztów, natomiast pięcio-, sześciokrotnie wyższe kwoty za leczenie inwazyjne sprawiają, że placówki, zwłaszcza te niepubliczne, koncentrują się na udzielaniu tych świadczeń i chętnie przejmują szpitalne oddziały kardiologii”. NFZ płaci obecnie za leczenie inwazyjne pacjenta przyjętego z ostrym zespołem wieńcowym od 9,5 tys. zł do 16,5 tys. zł. Za leczenie osoby z tym samym schorzeniem natomiast od 1,6 tys. zł do 2,9 tys. zł. Takie rozwiązanie prowadzi do wielu patologii. Tracą na tym placówki publiczne, a korzystają prywatne. Przykładem tego może być Zespół Szpitali Miejskich w Chorzowie. Kierownictwo placówki chciało otworzyć pracownię hemodynamiki, by leczyć m.in. pacjentów z zawałami. Jednak śląski konsultant wojewódzki ds. kardiologii nie wydał pozytywnej rekomendacji w tej sprawie. Twierdził, że w regionie jest już wystarczająco dużo podmiotów realizujących inwazyjne leczenie kardiologiczne. Następnie spółka, w której konsultant był udziałowcem, wynajęła pomieszczenia od chorzowskiej lecznicy i utworzyła niepubliczną placówkę świadczącą tego typu usługi medyczne. Szpital stracił możliwość osiągania dochodów z tego tytułu, a zarobiła na tym spółka, w której udziały miał konsultant. Mało tego, Zespół Szpitali Miejskich został zmuszony do ograniczenia miejsc na oddziałach terapii zachowawczej. Szpitale tracą nie tylko na niepodpisanych kontraktach. Prywatne podmioty działające w wynajmowanych od lecznic pomieszczeniach często nie mają własnych izb przyjęć. Pacjent trafia więc do izby przyjęć szpitala publicznego, tu robi się mu badania, a następnie jest kierowany do komercyjnej placówki. Prywatny oddział kardiologiczny nie płaci szpitalowi za badania i wykonane przy pacjencie czynności. Koncentruje się tylko na wysoko płatnym leczeniu inwazyjnym.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze