„Henryk Sienkiewicz w „Gazecie Polskiej” „Listy z podróży do Ameryki”

190 lat „Gazety Polskiej”

Odkąd Henryk Sienkiewicz zaczął publikować na łamach „Gazety Polskiej”, stała się ona jednym z najlepszych i najpoczytniejszych periodyków. Nie mogło być inaczej, skoro blasku przydawało jej najznakomitsze bodaj pióro przyszłego noblisty, wielkiego pisarza, autora niezapomnianych powieści „ku pokrzepieniu serc”. „Była to najświetniejsza epoka »Gazety« – jak twierdzi ówczesny publicysta i literat Antoni Zaleski – ona to miała szczęście drukować pierwsza »Szkice węglem«, »Przez stepy«, »Hanię«…”. Sienkiewicz zaś stał się jej „ukochanym dzieckiem”. To jego felietonom, listom z podróży, nowelom i powieściom zawdzięczała swój wielki sukces. Rozpoczynając w 1873 r. dziennikarską przygodę w naszym piśmie, „Litwos”, bo taki obrał sobie pseudonim, zabłysnął najpierw swymi przenikliwymi felietonami, by wkrótce podbić serca czytelników „Listami z podróży do Ameryki”. Ten właśnie zbiór czternastu szkiców z kilkuletniej włóczęgi po Nowym Kontynencie (1876–1878) odsłania osobiste przeżycia narratora – gawędziarza, humorysty, malarza przyrody, twórcy wrażliwego na piękno świata i na ludzkie dramaty.

15 lutego 1876 r. grono przyjaciół żegnało Sienkiewicza na dworcu kolei warszawsko-wiedeńskiej. Udawał się on w wielką podróż do Ameryki jako korespondent „Gazety Polskiej”. Przyszło mu pozostawić za sobą nie tylko Warszawę, ale i całą Europę – złowrogi Berlin, sielską Brukselę i pełen kontrastów Londyn – by wsiąść na pokład „Germanicusa” i po tygodniu żeglugi przez Atlantyk dotrzeć do amerykańskiej ziemi obiecanej. Pierwszą jego przystanią stał się Nowy Jork. Spacer po Broadwayu, największej i najruchliwszej ulicy Nowego Jorku, uświadomił mu, że znalazł się w mieście pozbawionym przeszłości. Zupełnie inaczej było w Europie, gdzie każdy naród miał swego ducha, który przemawiał do turysty z miejskich ulic, zaułków, kamienic. „Wiedeń ma swego Stefana – wyliczał »Litwos« – Wenecja – swoje kanały, Rzym – papieża, Kraków – Wawel i Matejkę, wszędzie widzisz historię zakrzepłą w mur i kamień, wszędzie pewną odrębność narodową, wszędzie jakiś wielki ideał, którego początek w mrokach przeszłości”. W Nowym Jorku natomiast zabytki z odległych wieków zastąpiły banki i hotele, a ducha przeszłości – duch nowoczesności, postępu i kupieckiej kalkulacji. Bożyszczem nowojorczyków stał się pieniądz i całe miasto zdawało się oddawać cześć złotemu cielcowi: „Handel, handel i handel – pisze rozgoryczony „Litwos” – business i business, oto, co widzisz od rana do wieczora”. Symbolem miasta czyni Wall Street – najsłynniejszą na świecie ulicę bankierów, której znakiem rozpoznawczym jest „szpital wariatów cierpiących na febris aurea”, jak żartobliwie określił nowojorską giełdę.

Bez żalu żegnał więc Nowy Jork, wsiadając do pociągu Kolei Dwóch Oceanów, którą przenieść się miał wprost na Dziki Zachód. Podróż trwała siedem dni i siedem nocy, podczas których „Litwos” mógł obejrzeć wszystko – rozsiane po wielkich przestrzeniach farmy, słynny wodospad Niagara, wielkie pojezierze Michigan, Chicago „zbudowane przez olbrzymów i dla olbrzymów”, bezgraniczne prerie, dzikie góry Sierra Nevada, dworzec w Sidney z głowami bizonów wbitymi na pale i wreszcie złotą Kalifornię. 

Im dalej na Zachód, tym w pociągu coraz tłoczniej. Dosiadają wciąż nowi pasażerowie, a raczej brodacze z rewolwerami wystającymi z tylnych kieszeni, o twarzach coraz dzikszych. Ich celem są Czarne Góry, gdzie niedawno odkryto złoto. Kraina ta w świetle prawa należała do Siuksów, ale biali zawłaszczali ją siłą, tępili Indian i sami zakładali osady na zdobytych przemocą terenach. Ten sam mechanizm wydzierania ziemi czerwonym działał w całej Ameryce – w Dakocie, Nebrasce, Kansas, w Indian Territory. Sienkiewicz w tej nierównej walce stawał po stronie Indian, mając świadomość, że czeka ich niechybna zagłada. „Dziś czerwoni wojownicy – pisał w listach – wiedzą już, że nie wytrzymają boju z Długimi Nożami, jak nazywają białych, idzie więc im o to, aby nie zginąć bez zemsty i żeby na tamtym świecie złożyć u nóg Wielkiego Ducha jak najwięcej krwawych skalpów zdartych z głów najeźdźców. Krótko mówiąc, rasa ta dzielna, choć dzika, ginie nieubłaganie na całej przestrzeni Stanów. Z cywilizacją […] pogodzić się nie umieją i nie mogą, więc cywilizacja ta ściera ich z powierzchni ziemi równie nieubłaganie, jak brutalnie”.
Miejscem natomiast, które najbardziej urzekło naszego wojażera, okazała się Dolina Anaheimska w południowej Kalifornii. Jest to kraina dojrzewających cytryn, gdzie „każdy dom tuli się pod zielone warkocze drzew pieprzowych, tamarynd, palm i oleandrów”. Powietrze przesyca zapach heliotropów, lilii, róż, kwiatów pomarańczowych, na których kołyszą się motyle i barwne kolibry. Sienkiewicz przemierzał tu kaktusowe lasy kryjące nieprzeliczone ilości zajęcy, ziemnych wiewiórek, kojotów i borsuków.

To rajskie Anaheim nad Oceanem Spokojnym stało się dla naszego podróżnika doskonałym punktem wypadowym w dziewicze rejony Kalifornii. Tę właśnie dziką i pierwotną Amerykę pokochał Sienkiewicz całym sercem. Zapragnął stać się polskim Robinsonem Cruzoe, stanąć oko w oko z niebezpieczeństwami, zasmakować życia pełnego przygód, zmierzyć się z groźnymi żywiołami natury. Jak radził sobie w puszczy, goszcząc w kanionie u skwatera Jacka Harrisona? Czy udało się mu ujarzmić dzikiego mustanga i upolować szarego niedźwiedzia grizzli? Jak wyglądało jego pierwsze spotkanie z Indianami? O tym wszystkim i wielu jeszcze innych przygodach „Litwosa” na Dzikim Zachodzie dowiedzą się Państwo z najbliższego numeru tygodnika „Gazeta Polska”.
W Nowym Jorku zabytki z odległych wieków zastąpiły banki i hotele, a ducha przeszłości – duch nowoczesności, postępu i kupieckiej kalkulacji. Bożyszczem nowojorczyków stał się pieniądz i całe miasto zdawało się oddawać cześć złotemu cielcowi: „Handel, handel i handel – pisze rozgoryczony „Litwos” – business i business, oto, co widzisz od rana do wieczora”.
 
Mecenas projektu PZU Fundacja
190 lat „Gazety Polskiej” \ Sienkiewicz pokochał całym sercem dziką i pierwotną Amerykę. Czy udało się mu ujarzmić dzikiego mustanga i upolować szarego niedźwiedzia grizzli? Jak wyglądało jego pierwsze spotkanie z Indianami? O tym wszystkim i wielu innych przygodach „Litwosa” na Dzikim Zachodzie dowiedzą się Państwo z najbliższego numeru tygodnika „Gazeta Polska”.
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze