Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Bliski ma raka. I co dalej?

Dodano: 21/11/2016 - numer 1578 - 21.11.2016
fot. Fotolia
fot. Fotolia
Anna (58 l.) o tym, że ma raka, dowiedziała się w obecności córki. Lekarz podał diagnozę i zaproponował plan leczenia. Od razu zgodziła się na operację. Obie wyszły z gabinetu zapłakane, ale Anna od pierwszych sekund wiedziała, że rodzina ją wesprze w walce o zdrowie. Klara (52 l.) nie chciała swoją chorobą martwić męża i dzieci, informację o tym, że musi się poddać operacji onkologicznej, trzymała w tajemnicy do ostatniej chwili. Nie żałuje, ale przyznaje, że te kilka miesięcy sam na sam z rakiem dało jej mocno w kość, psychicznie była wrakiem, choć wydawało się jej, że jest silna
Nie ma gotowego scenariusza na to, jak powinien się zachować człowiek, który dowiaduje się, że ma raka. Mówić bliskim i pozwolić im na wspólne przeżywanie choroby czy zachować informację dla siebie by, ich nie martwić? Pozwolić sobie na smutek, żal, stany depresyjne czy rzucić w wir pracy, nowych zajęć i wyzwań, byle tylko jak najdalej od siebie odsunąć myśl o nowotworze? Na pewno nie wolno się poddać – rak nie musi być wyrokiem. Po usłyszeniu diagnozy typową reakcją jest pytanie „dlaczego ja? ”, „co zrobiłam/zrobiłem źle? ”, niektórzy popadają w stany depresyjne, przestają o siebie dbać, bo przecież „nie warto”, ale bywają i takie sytuacje, gdy chory bardzo wierzy w to, że pokona raka, i walka z chorobą mobilizuje go do tego, by na przekór chorobie i jej możliwemu finałowi nie rezygnować ze swoich nawyków, z przyjemności i zwykłego życia. Bardzo ważne jest więc nastawienie do siebie samego, nadzieja na to, że chorobę można pokonać. Jednak równie istotna jest reakcja otoczenia – najpierw na diagnozę, a potem podczas procesu leczenia.
Psychoonkolog – pomocna dłoń w chorobie
– Rak i tak wywraca życie do góry nogami, postanowiłam, że mu w tym nie będę pomagać. Rodzina dbała o mnie, syn zrezygnował z dodatkowej pracy, by móc mnie wozić na badania, dbać o moją dietę. Świadomość, że jestem chora, mnie dołowała, ale dla rodziny usiłowałam być silna, choć zdarzało mi się popłakać w odosobnieniu, bywałam rozdrażniona, nie miałam apetytu, nie mogłam spać – mówi Anna, pacjentka onkologiczna po operacji usunięcia zaatakowanych przez nowotwór narządów rodnych i kilku sesjach radioterapii. – Dwa dni po operacji na salę, na której leżałam, weszła pani psychoonkolog. Zapytała, czy któraś z chorych chciałaby porozmawiać o swoich lękach związanych z chorobą. Nie byłam wtedy jeszcze gotowa na taką rozmowę, ale starsza pani na sąsiednim łóżku skorzystała. Potem przyznała, że jest jej lżej. Ja zdecydowałam się na ten krok dopiero kilka tygodni po operacji, gdy już wiedziałam, że wszystko się udało, ale byłam jeszcze przed zabiegami radioterapii. To było bardzo oczyszczające doświadczenie, inaczej rozmawiałam o tym, co mnie spotkało, z bliskimi, a inaczej z obcą osobą, która potrafiła spojrzeć na mój problem z innej perspektywy, bez rozczulania się, jak ekspert, ale taki serdeczny. Z pomocy specjalisty skorzystały też moje dorosłe dzieci, które bardzo przeżyły moją chorobę – wspomina Anna. Adrian (30 l.), syn Anny na początku nie wiedział, jak się zachować. Diagnoza spadła na całą rodzinę jak grom z jasnego nieba. – Mama zamknęła się w sobie, widziałem łzy w jej oczach, dużo rozmawialiśmy o chorobie i o tym, jak będzie przebiegała terapia. Wraz z siostrą przeszukiwaliśmy internet, aby zdobyć informację o tym, z jakim przeciwnikiem przyjdzie nam się zmierzyć i jak dbać o lepszy komfort życia mamy po operacji. Podeszliśmy do tego zadaniowo. A rozmowa z psychologiem przydała się, by pewne sprawy sobie lepiej w głowie poukładać i np. by nie starć się mamę we wszystkim wyręczać, nie zdejmować z niej na siłę odpowiedzialności za codzienne sprawy. I najważniejsze, nauczyłem się, że unikanie tematu choroby w obecności mamy nie sprawi, że ona zniknie, trzeba o tym mówić, ale umiejętnie – wspomina syn Anny. O tym, że pomoc specjalisty może pomóc przejść przez chorobę nie tylko pacjentowi, ale i jego najbliższym, nie ma wątpliwości Szymon Chrostowski, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.
– Od momentu postawienia diagnozy w stosunku do pacjenta i jego rodziny powinno się uruchomić mechanizmy wsparcia psychoonkologicznego. Obecnie w skład konsyliów, czyli zespołu lekarzy, którzy ogłaszają diagnozę, jest na szczęście psychoonkolog. I ta konstrukcja pozwala na to, by psychoonkolog był obecny przy pacjencie od momentu diagnozy do zakończenia leczenia. Jest to naprawdę z punktu widzenia pacjenta i rodziny bardzo istotne, wiemy przecież, że jak ktoś bliski zachoruje, to rodzina też w pewnym sensie choruje. I mąż, żona, dzieci również powinni zostać objęci taką opieką i otrzymać odpowiednie wsparcie – mówi Chrostowski.
Kiedy bliski traci nadzieję
Bywa czasem i tak, że chory nie chce skorzystać z pomocy psychologicznej, a nawet odmawia samego leczenia. Jak podkreśla Szymon Chrostowski, w tej grupie przeważają mężczyźni. – Mężczyźni bardzo często odmawiają pomocy psychoonkologicznej, mało tego, nawet zrobiono ostatnio badania i 20 proc. pacjentów, którzy dowiadują się, że są chorzy na nowotwór, nie chce podjąć leczenia. Te statystyki uświadamiają nam, jak bardzo potrzebny jest zespół ludzi, który przekona takiego pacjenta, że warto to leczenie jednak podjąć. Sam spotykałem się z sytuacjami, gdy kobieta prosiła mnie, bym nakłonił jej męża do leczenia, Oczywiście nie można zmusić nikogo, by się leczył, każdy ma prawo do własnej decyzji, natomiast jeżeli miałbym poradzić coś rodzinom, których bliscy do tego stopnia nie wierzą w powodzenie terapii, że jej odmawiają, to radziłbym im właśnie włączenie do mediacji psychologa. To jest oczywiście pewien dodatkowy wysiłek, który rodzina musi podjąć, i zamiast skupić się na walce z chorobą, najpierw poświęcić czas na przekonanie chorego, że z rakiem trzeba walczyć, ale czasem nie ma innego wyjścia – tłumaczy Chrostowski. Coś na ten temat może powiedzieć Klara, która po diagnozie najpierw do tego stopnia się zbuntowała, że nawet myślała o odmowie operacji (stwierdzono raka macicy), a potem, gdy już się jednak na leczenie zdecydowała, nie chciała obarczać swoją chorobą bliskich. – Mieliśmy w domu dość problemów, zbliżały się urodziny męża, nie chciałam, by wszystkie rozmowy przy stole kręciły się wokół mojego raka, to by mnie dodatkowo zabolało. Nie chciałam litości, smutnych twarzy i poważnych rozmów, sama dźwigałam ten ciężar. O operacji powiedziałam na trzy dni przed pójściem do szpitala. Nie mogli uwierzyć! Nie w to, że jestem chora, ale tego, że przez ten cały czas mogłam milczeć – mówi Klara. Czy żałuje, że nie podzieliła się swoim lękiem z rodziną? – Nie wiem, na pewno dało mi to w kość, ale udało się, żyję. Rodzina mnie wspiera, ale od czasu tamtej sytuacji bacznie mnie obserwują. Chyba się boją, że gdyby znowu coś by mi dolegało, nie zdradziłabym się ani słowem – dodaje Klara.
 
Artykuł współfinansowany z funduszu prewencyjnego PZU
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze