Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

„Raport BND o Smoleńsku to część większej układanki”

Dodano: 25/11/2016 - numer 1582 - 25.11.2016
fot. Wikipedia
fot. Wikipedia
Denerwowałem się, że niemieccy dziennikarze, którzy pisali na temat katastrofy smoleńskiej, bazowali tylko na oficjalnych raportach rosyjskim i polskim – mówił Jürgen Roth podczas wczorajszego spotkania z klubowiczami „Gazety Polskiej” w warszawskich Hybrydach.
Do Polski przyjechał Jürgen Roth, autor książki „Smoleńsk 2010. Spisek, który zmienił świat”. Temat tragedii z 10 kwietnia 2010 r. nie jest dla niego, jak podkreślił podczas spotkania, najważniejszym wątkiem książki. To jednak sprawa katastrofy smoleńskiej i kwestia szczegółów raportu Bundesnachrichtendienst (niemieckich służb BND) wzbudzają najwięcej kontrowersji.
Podczas spotkania padło pytanie, czy skoro w raporcie BND oraz książce „Smoleńsk 2010” pojawiają się nazwiska m.in. gen. Jurija Desinowa z FSB oraz innych osób, które miały zorganizować zamach w Smoleńsku, są jakieś dowody na to, że którakolwiek z wymienionych osób faktycznie istnieje. Jürgen Roth odpowiedział, że wskazywałyby na to informacje przekazane przez jego kontakt w BND. – Nie mam na to dowodów. Mam raport roboczy funkcjonariusza BND, którego znam od wielu lat i który te źródła znał osobiście. On mówił mi o tym już o wiele wcześniej, zanim ten raport powstał. Z drugiej strony już wtedy było to do udowodnienia, że to źródło, o którym wówczas mówił, istniało – tłumaczył niemiecki dziennikarz.
Roth został też poproszony o wyjaśnienie informacji z treści raportu BND, sugerującej, jakoby jakiś polski polityk miał zlecić rosyjskim służbom zamach na prezydenta RP. – Oczywiście jakiś polski polityk może przekazać innym służbom werbalnie lub niewerbalnie, że ktoś mu przeszkadza... Ja oczywiście nie mówię, że tak musiało być. Czasami ktoś może przeoczyć lub nie chce tego przeczytać... Podkreślam jednak, że ten dokument roboczy urzędnika BND jest tylko jednym z wyjaśnień bardzo wielu rzeczy – powiedział. Jak zaznaczył Roth, nie mówi w swojej książce, że to, co tam zostało napisane, jest absolutną prawdą. – Tego nie wiem. Jeśli taki dokument istnieje, to moim obowiązkiem jest go przedstawić razem z krytycznym odniesieniem się do działania służb. Ten raport był już opublikowany w pierwszej książce. Wtedy sprowokowało to reakcję rzecznika BND. Powiedziano wówczas: „tego nie ma”. Dlatego zdecydowałem się na upublicznienie raportu w całości, żeby czytelnicy sami mogli sobie wyrobić zdanie na ten temat – powiedział.
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze