​Ludzie Laska zaczęli sypać

fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
SMOLEŃSK \ „Od pierwszych dni po katastrofie smoleńskiej było wiadomo, że nasze władze dogadały się z Rosją. Pierwszym sygnałem było niedopuszczenie nas do zbadania wraku i blokowanie prowadzenia badań” – mówią nam osoby, które w 2010 r. zasiadały w Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
Polscy eksperci wysłani 11 kwietnia 2010 r. do Smoleńska przybyli, gdy prace prowadzone przez Rosjan były już bardzo zaawansowane, i mogli tylko asystować, nie przeprowadzając żadnych badań – mówi nam jeden z członków komisji.
– Nasi eksperci nie otrzymali możliwości wglądu w podstawowe dokumenty i wyniki badań przeprowadzonych przez Rosjan. Nie zostali dopuszczeni do oblotu miejsca zdarzenia i analizy działania systemu nawigacyjnego, a w szczególności nie otrzymali dostępu do odczytu RSL [radionawigacyjny system lądowania]. Utajnienie przez Rosjan tych danych ma na pewno związek z przyczynami tragedii. Rosjanie chcieli to ukryć, a strona polska im w tym pomagała – mówi nam jeden z ekspertów, który był w Rosji po tragedii smoleńskiej.
– Jeden z naszych ekspertów został zaatakowany przez Edmunda Klicha, ówczesnego szefa KBWLLP wyznaczonego przez Donalda Tuska, gdy złożył wniosek, by zbadać wpływ Rosjan na katastrofę. Chodziło o to, by jak najszybciej sprawdzić poszlaki pod kątem winy obsługi lotniska, ponieważ było jasne, że po opuszczeniu miejsca tragedii dostęp do dowodów będzie niemożliwy. I tak się stało. Trzeba też podkreślić, że zarówno przewodniczący Klich, jak i politycy PO od samego początku chcieli obarczyć winą za katastrofę polskich pilotów – dodaje nasz rozmówca.
 

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl