Syndrom KOD-owski

Dodano: 01/02/2017 - numer 1638 - 01.02.2017
„Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów, nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami” – to powiedzenie George’a Orwella w ostatnich dniach robi furorę w internecie. Nic dziwnego, sam ze zdumieniem obserwuję, jak zwolennicy opozycji racjonalizują niegodne zachowania swoich liderów. Mateusz Kijowski w cuglach wygrał wybory w mazowieckim KOD-zie, mimo że oszukał swoich zwolenników i zarabiał na nich dziesiątki tysięcy złotych, biorąc pieniądze za prace wykonywane przez wolontariuszy. Wczoraj z całą pewnością potwierdzono, że przywódca duchowy opozycji Lech Wałęsa był zarejestrowanym tajnym współpracownikiem o pseudonimie Bolek. I w tym wypadku KOD-owcy pewnie sobie wszystko zracjonalizują. Bo przecież z Wałęsy nie mogą zrezygnować. To niedostrzeganie faktów i aprobowanie niegodziwości stanowi fenomen. Oto bowiem się okazuje, że jeżeli już kogoś wyborca opozycji uzna za autorytet, to może on nas swobodnie okłamywać i wykorzystywać. Leming bowiem uzależnia się od autorytetu. To coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego, kiedy ofiara porwania zaczyna odczuwać sympatię do porywaczy i solidarność z nimi. To już jednak materiał dla psychiatrów.
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze