Polski klient nie jest gorszy

fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska

​SKLEPY \ Polska i inne kraje naszego regionu mają dość rasizmu produktowego w UE

Mniej orzechów w czekoladzie, nieefektywne proszki do prania albo kwaśna kawa? Badania potwierdzają, że na rynki Europy Wschodniej dostarczane są towary gorsze jakościowo niż te sprzedawane na Zachodzie. Tworzy się koalicja państw naszego regionu sprzeciwiająca się takim praktykom.
Jeszcze kilka lat temu informacje na temat gorszych produktów sprzedawanych w Europie Wschodniej w stosunku do ich odpowiedników oferowanych klientom na Zachodzie traktowane były przez establishment jako teorie spiskowe. Wprawdzie internauci od dawna komentowali na forach, że nabywana przez nich żywność, ubrania czy chemia są niższej jakości niż te same produkty sprzedawane na Zachodzie, a Polacy wracający z Niemiec czy Wielkiej Brytanii twierdzili, że kawa sprzedawana w „naszych” hipermarketach jest kwaśna, proszki do prania piorą zaś gorzej, jednak przedstawiciele zagranicznych koncernów w Polsce twierdzili, że są to mity.
Do czasu, aż nieoczekiwanie Matt Simister, dyrektor Tesco w Wielkiej Brytanii, w wywiadzie dla BBC powiedział, że artykuły pierwszego gatunku trafiają do angielskich sklepów, a drugiego sortu do Europy Środkowej i Wschodniej, czyli m.in. również do Polski. Jego zdaniem nasz klient jest mniej wymagający, dlatego łatwiej sprzedać mu towar niższej jakości niż mieszkańcowi Europy Zachodniej.
Dziś już wiemy, że w Unii Europejskiej istnieją podwójne standardy, jeśli chodzi o sprzedawane produkty. Do Europy Środkowej i Wschodniej trafiają te gorszej jakości, choć ich cena jest podobna, a czasem nawet wyższa. Słowa Simistera potwierdzają badania przeprowadzone przez naukowców z Wyższej Szkoły Chemiczno-Technicznej w Pradze. Wynika z nich np., że taki sam napój sprzedawany w Niemczech słodzony jest cukrem, w Czechach zaś zawiera fruktozę, syrop glukozowy oraz słodziki, takie jak aspartam i acesulfam K.
Zresztą przykłady można mnożyć: czekolada, jogurt, margaryna czy produkty mięsne mają inny skład niż ich odpowiedniki w krajach starej Unii, a wydajność proszków do prania czy płynów do płukania jest znacznie mniejsza, o zapachu nie wspominając. Paluszki rybne mają z kolei 7 proc. mniej ryb niż w tym samym produkcie oferowanym w Niemczech. Podobne wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez Węgierski Urząd Bezpieczeństwa Żywności oraz Państwową Służbę Weterynaryjną i Żywnościową na Słowacji. Ta ostatnia wykazała, że skład połowy przebadanych produktów był różny w zależności od kraju dystrybucji.
Dlatego kraje Grupy Wyszehradzkiej, a także Bułgaria, Chorwacja i Estonia chcą ukrócić takie praktyki. Minister rolnictwa Czech Marian Jureczka stwierdził, że jego kraj będzie dążył do wprowadzenia zakazu sprzedaży we wschodnioeuropejskich krajach Unii artykułów żywnościowych gorszej jakości pod tymi samymi markami co na Zachodzie. – Jeśli chodzi o niektóre produkty, to jesteśmy dla Europy w rzeczywistości koszem na śmieci – dosadnie skomentował Jureczka. – Mamy wspólny rynek, to jest nieetyczne, by tworzyć dwie klasy klientów – stwierdziła z kolei minister rolnictwa Słowacji Gabriela Matecna.
     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze