Europa nie jest supermarketem?

​FRANCJA \ Korespondencja znad Sekwany

numer 1758 - 26.06.2017Publicystyka

No i prezydent Francji dał głos i to od razu w kilku europejskich gazetach. W tym gronie znalazła się też „Gazeta Wyborcza”, co więcej mówi o francuskiej polityce zagranicznej niż sam wywiad Emmanuela Macrona. Najważniejsze przesłanie, które wybrzmiało w tym wywiadzie to stwierdzenie, że „Europa nie jest supermarketem”. I jest to prawda, bo tam nie handluje się ludźmi, a czymże innym jest tzw. relokacja i płacenie za przyjęcie bądź nieprzyjęcie migrantów?

Zresztą wymóg europejskiej solidarności w tej materii jest tylko przykrywką do na wskroś ekonomicznych rozrachunków ze środkowo-wschodnią częścią Unii Europejskiej. Emmanuel Macron twierdzi, że kraje naszego regionu prezentują „cyniczne podejście do UE: służy im ona do rozdzielania pieniędzy – bez przestrzegania jej wartości”. Francuski prezydent domaga się bardziej surowych reguł dla pracowników z Europy Wschodniej, obwinia nas o brexit i pyta: „Jak mam wytłumaczyć Francuzom, że we Francji zamykane są zakłady pracy, ponieważ produkcja w Polsce jest tańsza, i że równocześnie nasze firmy budowlane zatrudniają Polaków, ponieważ są tańsi. To się nie może dobrze skończyć”. A jak polscy przywódcy mają tłumaczyć Polakom, że francuskie firmy, przede wszystkim te handlowe, wywożą stąd zyski i nie płacą podatków? Zgodne z ideą „solidarności” europejskiej zdaje się być w Paryżu tylko to, co służy własnemu interesowi. Jeśli korzyści odnoszą inni, trzeba ich karać, zarzucając dodatkowo np. cynizm. Przykłady można mnożyć. Od ograniczeń dla polskiego transportu, po zapowiedzi restrykcji wobec wolnego przepływu handlu i usług.Zatrzymajmy się jednak nad owym „przestrzeganiem wartości”. Zdaje się, że przy próbie tworzenia tzw. konstytucji europejskiej, to właśnie Paryż owe wartości, zwłaszcza te chrześcijańskie, odrzucał. W kraju tym współczesne pojmowanie norm aksjologicznych zaczyna się razem z francuską rewolucją z XVIII w. I rzeczywiście tutaj porozumieć się będzie trudno. Warto przypomnieć tu słowa jednego z czołowych polityków francuskich Vincenta Peillona, autora książki „Rewolucja francuska jeszcze się nie skończyła” i ministra edukacji za czasów prezydentury Francois Hollande’a: „rewolucja francuska jest wydarzeniem, które nie przynależy do chronologii, ale jest absolutnym początkiem; to teraźniejszość i uosobienie sensu jednej generacji, zmazanie winy narodu francuskiego w 1789 r. To bezprecedensowy rok, gwałtowny, historyczny skok, pojawienie się nowego człowieka. Rewolucja jest wydarzeniem metahistorycznym, to znaczy wydarzeniem religijnym. Rewolucja implikuje całkowite zapomnienie tego, co było przed rewolucją



zawartość zablokowana

Autor: Bogdan Dobosz


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama