Sądy, nerwy i stagnacja

FELIETON \ Obrońcy swojego sądu

numer 1777 - 18.07.2017Publicystyka

Kolejny weekend, który miał przynieść opozycji szansę na nowe otwarcie, nie przynosi tak naprawdę nic nowego. Dla publicysty to kłopotliwa sytuacja. Nie można przecież w nieskończoność powtarzać tych samych konkluzji o słabości i braku pomysłów.

Problem polega na tym, że cały czas jedynym pomysłem sił opozycyjnych jest zwiększanie dawki niedziałających dotąd strategii i przekazów. Coraz mocniejsze słowa, coraz agresywniejsze przemówienia, wygłaszane coraz bardziej zachrypniętymi głosami, nie przyciągają nowych osób na protesty.

Urban, Michnik, Wałęsa

Mnożą się wyzwiska oraz napaści, już nie tylko werbalne, na dziennikarzy Telewizji Polskiej, czasem ze strony zwykłych demonstrantów, czasem również posłów, m.in. ze strony Tomasza Lenza, krzyczącego, że przepytujący go reporter, a wraz z nim Michał Rachoń i inni współpracownicy TVP, skończą „jak Urban”. Sprowokował tym zresztą przypomnienie, że rzecznik rządu stanu wojennego żyje cały czas jak pączek w maśle, a po latach demonstracyjnego i czasem niewygodnego dla dawnych kolegów popierania SLD swoje nadzieje ulokował… w partii posła Lenza. Adam Michnik denerwuje się zapytany przez Ziemowita Kossakowskiego o swojego brata i cała Polska zobaczyć może dawny autorytet moralny, wyzywający młodego człowieka od skur…synów. Michnik zgrywa się tu zresztą z Wałęsą, który podczas rozmowy z Moniką Olejnik również stracił panowanie nad sobą. Dziennikarka, którą trudno przecież posądzać o chęć wyprowadzenia dawnej legendy z równowagi, poczuła się mocno zdezorientowana, gdy Wałęsa zaczął mówić o tym, że SB dawała mu pieniądze. Gdy gwiazda TVN‑u próbowała dopytać o to rozmówcę, usłyszała pytanie „Co też pani p…?”, przy czym, z powodu wypikowania widzowie nie mogą dojść między sobą do zgody, czy padła łagodniejsza, czy bardziej wulgarna wersja określenia, gdy ktoś mówi od rzeczy.

Wałęsy jednak przed Sejmem w niedzielę zabrakło, tak jak zabrakło go tydzień wcześniej, podczas kolejnej miesięcznicy. Nagłe problemy ze zdrowiem i cudowne wyzdrowienie każą się zastanowić, czy nie mieliśmy do czynienia z chorobą dyplomatyczną, choć i teraz przyczyną nieobecności miały być kłopoty z sercem. Nie było również Władysława Kosiniaka-Kamysza, którego reprezentowała aktorka Dorota Stalińska, w ostatnich latach kojarzona głównie z udziału w obronie Romana Polańskiego. Brak samego lidera ludowców najbardziej można było zauważyć, gdy Władysław Frasyniuk na scenę zaprosił trzech partyjnych liderów, a za jego plecami pojawiło się tylko dwóch. PSL najwyraźniej nadal planuje szukać dla siebie miejsca pomiędzy formułą opozycji totalnej a tej bardziej, przynajmniej w sferze deklaracji, merytorycznej. I choć przez całe popołudnie przewijał się postulat utworzenia jednej listy wyborczej opozycji, ludowcy nie planują raczej rezygnacji z własnego szyldu w kolejnej kampanii i wystartują samodzielnie.

Petru razem albo osobno. HGW wcale

W trudnej sytuacji znalazł się natomiast, nie pierwszy zresztą raz, Ryszard Petru. Już w piątek, gdy pojawiły się pierwsze wezwania do gromadzenia się w niedzielę przed Sejmem, na materiałach graficznych, publikowanych m.in. przez Jana Grabca, rzecznika PO, pojawiło się wezwanie do utworzenia wspólnych list wyborczych, lecz również, wcześniej, wspólnego klubu parlamentarnego opozycji. Dla Nowoczesnej, która od wielu miesięcy na scenie politycznej bardziej wegetuje, niż istnieje, byłoby to ostateczne zatracenie własnej tożsamości. Tym bardziej prawdopodobne, że tak mocne, oficjalne związanie się z Platformą utrudniłoby przedstawicielom partii Petru pracę w komisji śledczej ds. Amber Gold i komisji weryfikacyjnej badającej warszawską reprywatyzację



zawartość zablokowana

Autor: ​Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się