Edukacja pod okiem Komunistycznej Partii Chin

numer 1830 - 19.09.2017Wywiad

WYWIAD Z reżyser filmu „W imię Konfucjusza” o Instytutach Konfucjusza DORIS LIU rozmawia HANNA SHEN



Według statutu Instytutu Konfucjusza jego centrala jest zarządzana przez radę, z której ponad 20 członków to albo wiceministrowie chińskiego rządu, albo wysocy rangą urzędnicy w różnych departamentach partii komunistycznej. A przewodniczący rady jest jednym z 25 czołowych członków Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin (KPCh) – mówi Doris Liu.

Dlaczego zrobiła Pani film o Instytutach Konfucjusza (IK)?

Jako chińska imigrantka mieszkająca w Kanadzie w naturalny sposób byłam zainteresowana wszystkim, co dotyczy relacji chińsko-kanadyjskich, i Kanadyjczykami chińskiego pochodzenia.

W Chinach byłam nauczycielką uniwersytecką, a w Kanadzie studiowałam pedagogikę. Rozumiem, jak ważną rolę odgrywa edukacja w każdym społeczeństwie, a zwłaszcza edukacja wyższa. Wolność akademicka i uczciwość to najważniejsze wartości w procesie edukacji. Gdy są one zagrożone, całe społeczeństwo jest zagrożone.

Kiedy przeczytałam artykuł o tym, że Uniwersytet McMaster w Kanadzie zamknął Instytut Konfucjusza, ponieważ IK stosuje dyskryminacyjne praktyki przy zatrudnianiu nauczycieli – co spotkało jedną z chińskich wykładowczyń Sonię Zhano – ten temat od razu mnie zainteresował. Zwłaszcza osobista opowieść Sonii.

Wtedy naprawdę jeszcze nie wiedziałam, czym jest Instytut Konfucjusza, chociaż znałam go z nazwy i myślałam, że chodzi tam o naukę języka i edukację kulturalną. Już po krótkim wyszukiwaniu w Google znalazłam mnóstwo artykułów na temat kontrowersji, jakie wzbudzają IK. To mnie zaskoczyło. Postanowiłam zrobić film dokumentalny, żeby dowiedzieć się, czym są IK.

Dla wielu Polaków to po prostu instytucje nauczające języka chińskiego za rozsądną cenę. A czego Pani się dowiedziała, robiąc swój film? Czym są Instytuty Konfucjusza?

To, co z IK przeszły Uniwersytet McMaster i Sonia Zhao, incydenty w innych miejscach na świecie, a także moje własne badania, przekonały mnie, że program Instytutu nie jest tak „dobroczynny”, jak się wydaje. W parze z nauką chińskiego idą: dyskryminacja członków ruchu Falun Gong i wszystkich osób mających odmienne poglądy niż chiński rząd, naruszanie wolności akademickiej w instytucjach goszczących IK, komunistyczna propaganda, cenzura i autocenzura pewnych tematów, które komunistyczny rząd w Pekinie uważa za zakazane, a nawet działania szpiegowskie.

Jaką rolę w promowaniu IK w innych krajach, m.in. w Polsce, odgrywają komunistyczne władze Chin?

Według statusu IK jego centrala (zwana Hanban) jest zarządzana przez radę, z której ponad 20 członków to albo wiceministrowie chińskiego rządu, albo wysocy rangą urzędnicy w różnych departamentach partii komunistycznej.

A przewodniczący rady jest jednym z 25 czołowych członków Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin. Wszystkie IK są zatwierdzane i nadzorowane przez Hanban, który bezpośrednio podlega chińskiemu ministerstwu edukacji. Tak więc IK są w rzeczywistości kontrolowane przez Komunistyczną Partię Chin.

Aby zachęcić zagraniczne uniwersytety i szkoły do tego, by otworzyły u siebie IK, chiński rząd zapewnia tym uczelniom wsparcie finansowe (zwykle od 100 do 150 tys. dol. rocznie i pieniądze na rozpoczęcie działalności IK), nauczycieli i materiały do nauczania w IK. Władze ChRL‑u wydały ponad 2 mld dol. na IK od 2004 r.

Gdy na zagranicznych uczelniach czy w szkołach powstaną IK, instytucje te wchodzą w bliższe relacje z komunistycznym rządem Chin, który będzie zapraszał władze uczelni, nauczycieli i studentów do Chin, a tam zagraniczni goście będą często podejmowani bardzo wystawnie



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->