Kaczor zjadł Lisa

TOMASZ LIS W SŁUŻBIE PIS-U?

Spięty, wychylony do przodu, jakby chciał swojej ofierze rzucić się do gardła. Tomasz Lis miał za zadanie sprowokować Jarosława Kaczyńskiego do wypowiedzenia słów, które przez ostatnie dni kampanii „Gazeta Wyborcza”, TVN i cała reszta lemingów wałkują na wszystkie możliwe sposoby jako dowody zagrożeń, które stworzy wyborcze zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości. Cała postępowa ludzkość skumulowała się w mrocznym wzroku redaktora Lisa, wbitym w swojego gościa, w jego zaciśniętych szczękach i w drżącym z łowieckiego podniecenia głosie. I ten postawny i ulizany egzekutor stopniowo zastygał przed drobnym, siwym mężczyzną, jakby ogarniał go paraliż. Jakby osadzała go w miejscu jakaś siła, jakby oddzielała ich szklana ściana. Lis odpalał z karteczki kolejne „torpedy”, z rosnącym na twarzy
28%
pozostało do przeczytania: 72%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze