Zawodnicy Orlen Team zachwycają formą

Mikołaj „Miko” Marczyk |fot. twitter.com/TeamORLEN
Mikołaj „Miko” Marczyk |fot. twitter.com/TeamORLEN

SPORT \ Bite rekordy świata, miejsca na podium, ale też „wypadki przy pracy”

Długi weekend dla wielu ludzi równoznaczny jest z miłym wypoczynkiem, ale nie dla sportowców, bo u nich w ostatnich dniach działo się naprawdę dużo. Mikołaj „Miko” Marczyk wygrał Rajd Żmudzi na Litwie, żużlowiec Bartosz Zmarzlik poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w meczu z aktualnymi mistrzami Polski, a w Suwałkach nasza rodaczka Patrycja Bereznowska pobiła rekord świata w biegach długodystansowych. Również fani Roberta Kubicy nie mogli narzekać, bo Polak wystartował w kolejnej rundzie wyścigów European Le Mans Series.

Zgłodniali wrażeń kibice nie mogli narzekać na nudę w miniony długi i słoneczny weekend. Z jednej strony radość powoduje fakt, że imprezy sportowe w Polsce mogą być organizowane już z udziałem publiczności. Z drugiej strony nasi reprezentanci w licznych dyscyplinach prezentują naprawdę niezłą formę. To natomiast może budzić uzasadnione nadzieje, że do końca roku wielu naszych rodaków zapisze się złotymi zgłoskami na kartach historii polskiego, ale też i światowego sportu. Oczekiwania są spore.

Zmarzlik szlifuje wysoką formę

Niedziela bogata była również w emocje żużlowe – w 8. kolejce ekstraligi doszło do drugiej w tym sezonie konfrontacji aktualnego wicemistrza i mistrza kraju – Stali Gorzów i Unii Leszno. Przypomnijmy, że pierwszą potyczkę wygrali gorzowianie z wynikiem 48:42.

Natomiast niedzielny mecz od samego początku był niezwykle zacięty. Na owalu stadionu im. Edwarda Jancarza jedną z najjaśniejszych gwiazd bez wątpienia był Bartosz Zmarzlik, członek grupy sportowej ORLEN Team. W zdecydowanej większości swoich startów nie dał szans rywalom, a ponadto udało mu się także wykręcić najlepszy czas dnia, który uzyskał w 13. wyścigu – 59,21 sekundy. Ostatecznie Stal pokonała Unię 47:43.

Fani Zmarzlika powinni być zadowoleni z niezłej formy swojego idola. Jednak mamy nadzieję, że uda się ją jeszcze doszlifować, bo już za ponad miesiąc powinny rozpocząć się zawody z cyklu żużlowego Grand Prix, czyli mistrzostwa świata. Nasz reprezentant ma szansę zdobyć w nich już trzeci złoty medal. Będziemy trzymać kciuki.

Mocny start Rajdowych Samochodowych MP

Kolejnym powodem do radości fanów sportów motorowych jest inauguracja Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski, która miała miejsce w piątek… na Litwie. Sezon miał się rozpocząć już w kwietniu Rajdem Świdnickim-Krause. Później w maju planowany był Rajd Nadwiślański w rejonie Puław, ale obie imprezy zostały odwołane z powodu zagrożenia epidemicznego. Kolejny w kalendarzu był Rajd Żmudzi na Litwie. Do startu zgłosiło się w sumie 105 załóg, z tego 41 będzie rywalizowało w mistrzostwach Polski. Co ciekawe, wśród tych zawodników nie było obrońcy tytułu, Fina Jariego Huttunena. Natomiast na starcie podziwiać można było zawodnika ORLEN Teamu Mikołaja „Miko” Marczyka, który w 2019 r. został najmłodszym w historii rajdowym mistrzem Polski w klasyfikacji generalnej. „Miko” nie zawiódł i tym razem – wspólnie z pilotem Szymonem Gospodarczykiem wygrali litewski Rajd Żmudzi. Drugie miejsce zajął Adrian Chwietczuk z pilotem Jarosławem Baranem, którzy do zwycięzców stracili 11,5 sekundy. Z kolei ostatni na podium byli Czesi Erik Cais i Jindriska Zakova – strata 33 sekund do lidera.

Na litewskich szutrach zobaczyć można było również popisy innych reprezentantów Orlen Teamu – Kacpra Wróblewskiego jadącego z pilotem Jakubem Wróblem. Przypomnijmy, że ta para w zeszłym, skróconym sezonie wywalczyła tytuł wicemistrza Słowacji. Z kolei w ostatni weekend nasz polski duet ostatecznie ukończył rajd na 6. pozycji w klasyfikacji generalnej mistrzostw Polski, zbierając mocne punkty za 4 miejsce w klasyfikacji cyklu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. „Kończymy Rajd Zemaitija, zbierając mocne punkty za 4. miejsce w klasyfikacji Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski (dwie z poprzedzających załóg nie startują w cyklu).
 Jesteśmy zadowoleni ze swojego wyniku, kiedy obyło się bez przygód, trzymaliśmy solidne tempo i zrobiliśmy dobrą robotę przed Rajdem Polski” – napisał Kacper Wróblewski w swoich mediach społecznościowych po wyścigu.

Bieganie do granic wytrzymałości

Wiele napisaliśmy o sportach motorowych, ale w ostatnich dniach w Polsce odbyła się jeszcze jedna impreza warta uwagi. Chodzi o biegi długodystansowe. Od 3 do 6 czerwca w Suwałkach miały miejsce nieoficjalne mistrzostwa świata w biegu 72-godzinnym ORLEN Ultra Challenge Suwałki 2021. Nasza rodaczka i zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN – Patrycja Bereznowska, pokonała dystans 457,190 km i tym samym pobiła rekord świata należący dotąd do Holenderki Rii Buiten i wynoszący 449,177 km. Historyczny wyczyn udało się osiągnąć na 3 godziny przed końcem wyścigu, czyli w niedzielę o godz. 7 rano. Bereznowska dotychczasowy najlepszy wynik na świecie poprawiła o 8 km, a 21-letni rekord kraju Barbary Szlachetki aż o 53 kilometry.

Kubica zachwyca, ale to nie wystarcza

W miniony weekend odbyła się trzecia runda wyścigów długodystansowych z cyklu European Le Mans Series, w których startuje belgijski zespół WRT m.in. z Robertem Kubicą na pokładzie. Dosyć niespodziewanie ten team zajął piąte miejsce na francuskim torze Paul Ricard. Lokata ta jest zaskakująca, ponieważ w dwóch poprzednich rundach (pierwsza miała miejsce w kwietniu w Barcelonie, a druga w maju na austriackim Red Bull Ringu) zespół WRT pewnie zajmował pierwsze lokaty.

Sobotni wyścig rozpoczął Chińczyk Yifei Ye, który na torze spędził nieco ponad 1,5 godziny. Szybko po starcie objął prowadzenie, które w pewnym momencie zwiększył nawet do ponad 10 sekund. Niestety, po wypadku jednego z kierowców na czele stawki zrobiło się tłoczno i przewaga wypracowana przez Ye zmalała do zera. Po pit stopie za kierownicą biało-czerwonego bolidu, z charakterystycznym logo koncernu ORLEN, zasiadł Robert Kubica. Nasz rodak wjechał na tor na czwartej pozycji, po kilku okrążeniach wyprzedził rywali i objął prowadzenie. W końcówce przejazdu Polak musiał wyprzedzać kilku dublowanych rywali, przez co stracił kilka sekund, jednak do serwisu (po kolejnych 50 minutach wyścigu) zjeżdżał z pozycji lidera. Jako ostatni stery maszyny przejął Szwajcar Louis Deletraz, który na torze zameldował się na siódmej pozycji, tracąc do pierwszego samochodu blisko 50 sekund. Szwajcar powoli zaczął odrabiać straty, ale gdy na team została nałożona kara 5 sekund za złamanie procedury startowej, szanse na walkę o miejsce na podium były minimalne. Deletraz przez większość swojej zmiany jechał na piątej pozycji i nie udało mu się zniwelować strat do rywali. Ostatecznie WRT zakończył wyścig na drugiej pozycji za podium.

Gwoli przypomnienia w sezonie 2021 w European Le Mans Series zaplanowano sześć rund, a każda z nich trwa cztery godziny. Kolejne emocje będą czekały na kibiców już 11 lipca na torze Monza.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze