Lodowiec międzygalaktyczny

ARGENTYNA \ PERITO MORENO

Jest jednym z 49 lodowców spływających z Lądolodu Patagońskiego. Trzeciego największego lądolodu po Antarktydzie i Grenlandii. Tamte jednak nieustannie się kurczą. Argentyńskiemu lodowemu cielsku zaś rokrocznie przybywa. Średnio dwa metry na dzień.

Zaraz się zacznie… – idący na przedzie naszej grupy Argentyńczyk Claudio może dla niektórych wydawać się ciut irytujący. To człowiek z kategorii tych, którym rzadko kiedy zamyka się buzia. Wszystko musi skomentować, ocenić. I, co chyba najważniejsze, być notorycznie w centrum uwagi. Nie inaczej jest teraz. – Nie sądzę, abyście się nie przestraszyli.

– A ty już tu kiedyś byłeś, mądralo? – próbuje dowcipnie okiełznać głośno przemawiającego kolegę Brenda. Dziewczyna spośród wszystkich idących w naszej grupie zna go chyba najlepiej. Może sobie pozwolić.

– Tak.

– A kiedy, jeśli mogę zapytać?

– Jako mały chłopiec…

– Tak też myślałam… – śmieje się dziewczyna.

Jej głośny chichot przerywa naraz głośny huk. Odgłos przypominający grzmot pioruna. Poruszenie niespokojnego nieba. Idący alejkami w luźnych grupkach turyści naraz przystają, aby spojrzeć w niebo. Jednak na nieboskłonie nie widać żadnej chmury. Jest wprost przeciwnie. Od rana na patagońskim niebie słońce mości sobie coraz bardziej dogodną miejscówkę do ogrzania tego wąskiego skrawka ziemi. Ulokowanego tuż przy wysokiej ścianie Andów. I postrzępionego od zachodu urwistymi klifami chilijskiego wybrzeża.

– A nie mówiłem! – wykrzykuje z triumfem Claudio. Przyznam, że nawet z sympatią obserwuje się teraz jego chłopięcą dumę z faktu, że miał rację. – To lodowiec, to lodowiec!

Rzeczywiście. Przeszywający chwilę grzmot wcale nie pochodził z nieba. Raczej spod naszych stóp. Za kilkaset metrów dojdziemy bowiem wreszcie do centralnego punktu widokowego. Tam wszystko stanie się jasne. Pod drewnianym tarasem rozciągać się będzie ciemnogranatowa toń jeziora Perito Moreno. Przed chwilą w taflę zimnej wody uderzyła ogromna bryła lodu, wysoka na ponad 60 metrów.

Śnieżnobiałe cielsko lodowca błyszczy w promieniach słońca. Widok hipnotyzuje. Póki słońce nie znalazło się jeszcze w najwyższym punkcie swojej dzisiejszej wędrówki po niebie, można podziwiać ten spektakl ze względnym spokojem. Później niezbędne będą już okulary przeciwsłoneczne. Oślepiająca biel odbitego albedo będzie nie do wytrzymania. Dobrze więc, że jesteśmy tu o względnie wczesnej porze. Drugi argument za wcześniejszą pobudką był oczywisty. O tej porze nie ma tu jeszcze tłumów. A dziś z całą pewnością będą. Jak zresztą co dzień. Jesteśmy wszak nad największym lodowcem świata. Dla porządku warto dodać: wśród tych wciąż się rozrastających.

To jeden z 49 lodowców spływających z Lądolodu Patagońskiego Południowego. Drugi największy lądolód po tych na Antarktydzie i Grenlandii. Tamte jednak nieustannie się kurczą. Argentyńskiemu lodowemu cielsku zaś rokrocznie przybywa. Średnio 2 metry na dzień. Jak na zwyczajową szybkość zachodzenia zjawisk w przyrodzie to prędkość niemal międzygalaktyczna.

Długi na 30 kilometrów i szeroki na 5 kilometrów zrobi wrażenie na każdym. Zwłaszcza na pasażerach statków podpływających pod lodowe czoło giganta. Dla nich oderwanie się kolejnego bloku lodowego od cielska lądolodu to dodatkowe wrażenia. Począwszy od mocnego rozkołysania ich statku, na pobliskich odgłosach wzmocnionych jeszcze faktem przebywania na wodzie kończąc. A tych odgłosów Perito Moreno wydaje bez liku. I nie chodzi tu tylko o wspomniany grzmot. Ten pojawia się średnio co kwadrans. Prócz niego jednak notorycznie słyszymy kolejne pomruki, szelesty, trzaski. Lodowiec żyje. Przesuwa się, załamuje, tworzy nowe szczeliny, zamyka poprzednie. Posuwając się cały czas miarowo do przodu. By finalnie i tak oddać jezioru to, co prędzej czy później i tak pewnie by do niego wpadło.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze