W Ankarze jest całkiem ciepło

TURCJA \ Pięć lat po zamachu stanu

Startuję z Brukseli samolotem Turkish Airlines – to jedna z najbardziej ekspansywnych linii lotniczych na świecie. Podróż z Zaventem do Konstantynopola, czyli Stambułu (Istambułu), potrwa trochę ponad trzy godziny.

Lecę nad Niemcami, mijam Frankfurt i dalej na południe – nad Bawarią, Monachium, po lewej Austria z Wiedniem, zwanym przez Turków Viyana (myśl o wiktorii Polaków w 1683 r.), po prawej Chorwacja, potem Serbia (mam 10 km pod sobą w linii prostej Belgrad). Potem Bułgaria: najpierw Sofia, następnie Płowdiw, wszystko po prawej, po lewej Wielkie Tyrnowo.

Pode mną karuzela kolejnych bałkańskich krajów, które w czasach świetności imperium osmańskiego stanowiły jego część, a „na własnym” są często dopiero od paru dekad

     

11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze