Posprzątać po mafii

fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

DEBATA \ Śmieci a polityka

W całej Polsce zlokalizowano 400 miejsc, w których zalegają niebezpieczne odpady. Już dziś wiadomo, że ich utylizacja będzie kosztować państwo grube miliardy złotych. Dlatego rząd w najbliższych miesiącach chce ukrócić działalność mafii śmieciowej, która czerpie ogromne przychody z podrzucania odpadów w różnych miejscach w kraju.

Robert Saviano, autor głośnej książki o włoskiej mafii, już w 2006 r. opisał problem nielegalnie utylizowanych odpadów. „Według ustaleń Legambiente, największej organizacji pozarządowej zajmującej się we Włoszech ochroną środowiska naturalnego, gdyby zebrać razem niezarejestrowane odpady, osiągnęłyby one ciężar 14 mln ton i utworzyłyby górę o wysokości 14,6 tys. m, usypaną na powierzchni 3 ha. Mont Blanc mierzy 4810 m, Mount Everest 8848 m. Ta góra śmieci, których śladu nie znajdziesz w żadnym oficjalnym wykazie, byłaby największą górą na kuli ziemskiej” – napisał w książce „Gomorra”, za której opublikowanie włoscy mafiosi wydali na Saviano wyrok śmierci.

Co ciekawe, w książce proceder ma charakter międzynarodowy, a włoskie śmieci są rozwożone do wielu krajów, w tym do Europy Wschodniej, m.in. do Rumunii. To całkiem proste. Firmy odbierały od przedsiębiorstw i innych klientów odpady, a następnie upychały je, gdzie tylko mogły, by pozbyć się problemu.

400 miejsc w Polsce

Trudno zakładać równocześnie, że problem ten nie dotyczył też Polski. – W ostatnich miesiącach skończyliśmy wielką inwentaryzację porzuconych odpadów niebezpiecznych, zalegających w naszym kraju. Zlokalizowaliśmy 400 takich miejsc, gdzie znajdują się szkodliwe substancje. To najlepiej pokazuje, z jakim problemem musimy się mierzyć. Niestety, teraz będziemy musieli nadrobić wieloletnie zaniedbania i ponieść olbrzymie koszty utylizacji tych odpadów – mówi „Codziennej” Jacek Ozdoba, wiceminister środowiska w rządzie Zjednoczonej Prawicy.

W ostatnich dekadach Polska stała się eldorado dla śmieciarzy z Polski i zagranicy. To w naszym kraju łatwo było o składowiska nielegalnych odpadów. Przede wszystkim kulała kontrola, a system prawny był pełny luk. Pozwolenia na ustanowienie składowisk wydawały samorządy, które nie wnikały w to, co jest zwożone do różnych miejsc w Polsce. Zanim się spostrzegliśmy, problem urósł do olbrzymiej skali.

Szemrany biznes

W 2017 r. PiS podjęło pierwszą próbę wyjścia z impasu. Prof. Jan Szyszko, minister środowiska, zaproponował utworzenie Agencji Bezpieczeństwa Ekologicznego, wyspecjalizowanej służby, która miałaby na poważnie zająć się problemami zanieczyszczania środowiska. Ten pomysł jednak spalił na panewce.

Przeciwnicy prof. Szyszki, i to z samego Ministerstwa Środowiska, wynieśli projekt ustawy i ujawnili go dziennikarzom „Gazety Wyborczej”, którzy przedstawili go w karykaturalny sposób. Zdaniem dziennikarzy nie istniał wówczas problem mafii, a funkcjonariusze ABE mieli rzekomo używać broni przeciwko ekologom.

Oburzano się też na to, że nowa „policja Szyszki” będzie mogła wchodzić do zakładów bez uprzedzenia, montować podsłuchy czy urządzenia monitorujące, a także używać dronów. Szczególnie te ostatnie przerażały dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, a za nimi atmosferę strachu budowały witryny internetowe Onet.pl,
naTemat.pl i inne.

Na kilka lat dłużej umożliwiono więc robieniie biznesu na śmieciach. Nadal bowiem obowiązywało prawo, w ramach którego o kontroli przedsiębiorcę należało uprzedzić z tygodniowym wyprzedzeniem.

To był sygnał dla szemranych biznesmenów, którzy zaopatrzyli się w kanistry z benzyną i zaczęli podpalać składowiska odpadów. W ostatnich latach mieliśmy plagę takich przypadków.

Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość przygotowało pierwsze rozwiązania dotyczące organizacji składowisk, na których m.in. miał się znaleźć monitoring. Zakazano też importu śmieci do składowania i do spalania. Teraz rząd chce przygotować kolejne rozwiązania, które ostatecznie mają skończyć z nielegalnym składowaniem odpadów.

Reforma Ozdoby

Walka z patologiami rynku śmieciowego została zintensyfikowana, gdy wiceministrem środowiska został Jacek Ozdoba. Za jego kadencji podjęto wiele działań. Wzmocniono przede wszystkim Inspektorat Ochrony Środowiska. Powołano zespoły analityczne, w skład których wchodzą byli funkcjonariusze ABW i policjanci.

– Gdy przełożymy świat pseudoprzedsiębiorców na kwestie przestępczości środowiskowej, to widzimy przepływ kapitału, pranie brudnych pieniędzy. Bardzo łatwo było wyprać pieniądze w ramach systemu zagospodarowania odpadów, gdyż ten jest wirtualny. Wprowadzona przez nas baza danych uszczelniła nareszcie system. (...) Nasze analizy ujawniły działanie co najmniej kilku grup zorganizowanych na terenie kraju – mówił podczas debaty „Codziennej” Jacek Ozdoba.

Odpady, które przyjeżdżają z zagranicy, będą objęte systemem SENT, który sprawdził się już w walce z mafiami lekową i paliwową. Przygotowywane jest też zaostrzenie przepisów karnych.

– Przestępcy z tytułu orzekanych kar i nawiązek przez 10 lat zapłacili tylko 1 mln zł. W 2014 r. było to… 1500 zł. Chcemy to zmienić, podnosimy dolne i górne wymiary kar za przestępstwa środowiskowe. Podniesienie dolnej granicy uniemożliwi orzekanie kar w zawieszeniu, co może odstraszyć potencjalnych przestępców. Dodajemy też obligatoryjność nawiązki na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, aż do kwoty 10 mln zł. Dotyczy to nielegalnej działalności umyślnej, czyli sytuacji, gdy podmiot prowadzi działalność przestępczą dążącą do osiągania korzyści majątkowych. Gdy więc odpady niebezpieczne zostaną porzucone w lesie, będzie za to groziła olbrzymia kara – ostrzega wiceminister Jacek Ozdoba.

– Oprócz tego wprowadzamy coś, co dziś jeszcze nie funkcjonuje w polskim systemie prawnym, a stanie się olbrzymią rewolucją. Dziękuję w tym miejscu prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu za wsparcie tych działań. Mianowicie w prawie dotyczącym podmiotów zbiorowych dodamy możliwość pociągnięcia ich do odpowiedzialności. To oznacza, że od podmiotu będzie egzekwowana kara w wysokości do 5 mln zł. Osobom zamieszanym w proceder będzie zaś groziła kara przewidziana w Kodeksie karnym. W sprawie przestępstw środowiskowych zmieniamy też Kodeks wykroczeń. Tu również podniesiemy górną i dolną granicę mandatów za zaśmiecanie. Będzie za to groziła grzywna od 500 do 5000 zł – mówi „Codziennej” Jacek Ozdoba.

Jak zmniejszyć koszty?

Aktywne działania rządu i administracji już w ubiegłym roku zaczęły przynosić skutki. Liczba aktów oskarżenia przeciwko śmieciarzom wzrosła z 40 do 700. Pozostaje inny problem – sprzątnięcia dotychczas zalegających odpadów. Koszty z pewnością będą szły w miliardy złotych. Część ma być finansowana z kar nakładanych na przestępców.

Konieczne będzie wybudowanie instalacji do utylizacji niebezpiecznych odpadów. – Niestety, jako państwo pozbyliśmy się technicznych możliwości utylizacji takich odpadów i skazani jesteśmy na prywatny biznes. Najczęściej jest to biznes zagraniczny, który ma praktycznie monopol w Polsce. To sprawia, że koszty są wysokie. Wydaje się, że można je zniwelować. To o tyle potrzebne, że nie dotyczy tylko porzuconych odpadów niebezpiecznych, lecz także szpitali, które podpisują kosztowne umowy na unieszkodliwianie odpadów medycznych. Taka infrastruktura to dzisiaj konieczność – mówi „Codziennej” Jacek Ozdoba.

Partnerem debaty są Lasy Państwowe

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze