Nie zapłaczą po Stonesach

numer 1973 - 12.03.2018Kultura

Kiedy wszystkich elektryzowała informacja o przyjeździe The Rolling Stones do Warszawy, kiedy dla fanów zespołu zaświeciło słońce w środku zimy, miłośnicy jazzu poznali gwiazdy letniego jazzowego święta. Nazwiska bohaterów Warsaw Summer Jazz Days zgodnie z nazwą festiwalu zwiastują gorące swingujące lato. A co zaserwuje w tym roku twórca, jednoosobowa rada artystyczna, organizator i realizator WSJD? – z MARIUSZEM ADAMIAKIEM rozmawia PIOTR IWICKI.

Chyba cieszy Cię reakcja wielu fanów, którzy w internecie wyrażali się wprost, że żal im pieniędzy na brytyjski zespół, skoro za cenę najtańszego biletu na Stonesów będzie można kupić karnet na twój festiwal.

To miłe, ale zdaję sobie sprawę z tego, że równolegle z naszym koncertem będą grały ikony popkultury. Ale nie martwię się, bo nasza publiczność i ci, którzy zasiądą na Stadionie Narodowym w Warszawie, to dwa różne światy.

No, ale tam też będzie jazzowy akcent – Darryl Jones, basista Stonesów, grał u nas w 1983 r. z Milesem Davisem.

John Scofield też grał wówczas z Davisem. Widziałem strach w oczach naszych gitarzystów, bo to gitarzysta z kosmosu.

Festiwal potrwa od 5 do 8 lipca. Wiesz, że to terminy ćwierćfinałów mundialu? Dokładnie 6 i 7 lipca piłkarze wybiegną na murawy w Niżnym Nowogrodzie, Soczi, Kazaniu i Samarze. Oczami wyobraźni widzę te puste ulice i tłumy przed telewizorami, oczywiście jeśli Polacy wyjdą z grupy i przebrną przez 1/8 finałów. Nie boisz się? Stonesi i piłka. Mocna konkurencja.

Nie boję się. Średnio raz na dwa lata nasz festiwal odbywa się w czasie wielkiej imprezy sportowej. Proszę mi wierzyć, po trzech tygodniach piłkarskiego szaleństwa wielu będzie już chciało odetchnąć, a solidna porcja jazzu to znakomita odskocznia.

W czasie mistrzostw w Korei Południowej i Japonii festiwal Jazz Rally w Düsseldorfie w czasie meczu finałowego Brazylia–Niemcy zamarł. Nils Peter Molvær musiał przerwać granie, bo zasłaniał wielki telebim w jednym z pubów.

W takim razie życzę sobie i kibicom takiego zmartwienia, ot, abyśmy grali w ćwierćfinale i mieli dylemat – Brad Mehldau czy piłka. Klub Stodoła jest duży, pewnie jakiś telewizor też tam się znajdzie, będziemy podawali wynik ze sceny w przerwach koncertów.

Powiało wielkim jazowym światem. Powiedziałeś niemal jazzowe zaklęcie: Mehldau. Jeśli masz więcej, to jawisz się jako czarodziej. No i dlaczego klub Stodoła? Znowu przenosiny!

Z racji remontu Sali Kongresowej przenieśliśmy się do Soho Factory. Remont w Kongresowej trwa i pewnie jeszcze potrwa, a w Soho już nie ma gdzie grać. Postawiłem więc na miejsce, które jest trochę legendarne. Nazwa Stodoła kojarzy się z pierwszymi festiwalami Jazz Jamboree – owszem, była wówczas w innym miejscu, ale dochodzi do głosu nostalgia.

Pytałem o kolejne zaklęcia. Zbuduj więc napięcie jak Hitchcock – najpierw trzęsienie ziemi, potem eskalacja emocji.

Podałem już Brada Mehldaua i jego trio. Jestem pewien, że przy jego dzisiejszej popularności i głodzie jego koncertów do Warszawy ściągną pielgrzymki złaknione tego intelektualnego jazzu. On zagra w sobotę 7 lipca. Tego wieczoru posłuchamy dwóch polskich projektów, laureatów konkursu Instytutu Muzyki i Tańca na fonograficzny debiut roku. Startujące zespoły wydają płytę i promują ją na scenie. Tym razem będzie to Raczkowski/Kostka Duo oraz Łukasz Kokoszko i jego kwartet. Czwartą gwiazdą tego dnia będzie Cameron Graves Trio. O muzyce tego pianisty, który również śpiewa, krytycy piszą, że to niewiarygodna kombinacja modalnego jazzu, romantycznej europejskiej muzyki klasycznej i death metalu. Za nim jeżdżą fani jak za gwiazdą rocka czy popu. To luminarz nowego jazzu.

A czym zaczniesz czterodniowe jazzowe szaleństwo?

5 lipca zagra duet Binker & Moses, czyli bębny z saksofonem



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się