​Rewitalizacja duszy

numer 1973 - 12.03.2018Opinie

Wieczorne spotkanie na dzielnicy. Twarz skądś kojarzę. Mój rówieśnik, syn milicjanta. Rozmowa o życiu, gość mówi, że jego dorosłe dzieci tłumaczą, iż powinien założyć firmę, a on nie chce. Żarty o upadku Jeżyc, że teraz łatwiej tu dostać hummus niż w mordę. On ostatnio zrezygnował z internetu, bo uważa, że zmienia duszę. Dusza, no właśnie. Zapomniana w III RP, można by rzec – niedoinwestowana. Jak zauważył Klaudiusz Wesołek, komuna była zła, ale ludzie dla siebie nawzajem lepsi. Dusze wymagały rewitalizacji. W ostatnich latach dusze wielu z nas zasiedlili powstańcy warszawscy, „Inka”, Pilecki, Kresy, powieści Józefa Mackiewicza i wiersze Mariana Hemara. To najważniejsze, ale niejedyne, co duszy potrzebne. Te nasze kształtowały kiedyś gra w kapsle, w piłkę, chodzenie po drzewach, bycie ministrantem, kibolstwo, picie piwa na korytarzu w akademiku. Dziś też trzeba, żebyśmy mieli czas, jak nasi rodzice, nauczyć dziecko budować z klocków i grać w szachy. Dusze niezbędne są państwu, bez nich jest słabe. Cały ten wywód miał prowadzić do pochwały wiosny i niedziel wolnych od handlu i pracy, ale zdałem sobie sprawę, że sam piszę to w niedzielę. Hipokryta ze mnie, ale z duszą.



Autor: Piotr Lisiewicz