Przekroczyć granice możliwości

numer 1975 - 14.03.2018Publicystyka

Szczyt K2 po raz kolejny nie okazał się łaskawy dla himalaistów z polskiej wyprawy narodowej. Ten drugi co do wysokości najtrudniejszy szczyt Himalajów nadal pozostaje niezdobyty zimą. Tym samym „jeden z największych problemów himalaizmu światowego” wciąż pozostaje nierozwiązany, a słowa Andrzeja Zawady, który kierował wyprawą na tę górę na przełomie lat 1987-1988 nie straciły na aktualności.

Trochę historii. Pierwszy raz na wierzchołku Everestu stanęli Nowozelandczyk Edmund Hillary i jego pomocnik Tenzing Norgay w 1953 r. Pierwsza kobieta Japonka dokonała tego prawie ćwierć wieku później. Kolejną granicę przełamali słynny Reinhold Messner i Peter Habaler, którzy w 1978 r. wspięli się na najwyższy szczyt bez butli tlenowych.

Pierwszym polskim zdobywcą tego szczytu była Wanda Rutkiewicz, która dokonała tego w 1978 r. Kolejnym celem stało się zdobycie

Mount Everestu zimą, co uczynili Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki w 1980 r. W Polsce niemal natychmiast stali się bohaterami narodowymi. List z gratulacjami wysłał im nawet papież Jan Paweł II, który napisał: „Cieszę się i gratuluję sukcesu moim Rodakom, pierwszym zdobywcom najwyższego szczytu świata w historii zimowego himalaizmu”. W 1984 r. kolejną barierę złamał Krzysztof Wielicki, który wszedł na Broad Peak w nieco ponad 22 godziny, co było światowym rekordem wspinaczki na ośmiotysięczniki i zarazem pierwszym wejściem w jeden dzień. W 1986 r. Koronę Himalajów jako pierwszy zdobył Reinhold Messner. Z Polaków dokonali tego Jerzy Kukuczka (jako drugi na świecie) i Krzysztof Wielicki.

Igranie ze śmiercią

Adam Bielecki w 2003 r. zimą zdobył Broad Peak wraz z trzema kolegami, potem jako jeden z dwóch przeżył wyprawę, ale został obarczony przez opinię publiczną odpowiedzialnością za tragedię pozostałych dwóch uczestników – Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego, którzy nie wrócili. W jednym z wywiadów Bielecki stwierdził, że współczesny wyczynowy himalaizm jest igraniem ze śmiercią. Cóż, laikowi trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie, kiedy temperatura dochodzi do minus 60 stopni. Zimą na wysokości powyżej 8 tys. himalaista przed atakiem na szczyt po okresie długiej wędrówki jest „poza granicą” zmęczenia i odwodnienia. Ma problemy z najprostszymi czynnościami, typu ubranie dodatkowego polara, poprawienie czapki. Potrzebna jest głęboka koncentracja. Nie ma mowy o racjonalnym myśleniu. Bielecki nazywa to stanem upośledzenia intelektualnego, co wiąże się z niedoborami tlenu. Człowiek skrajnie zmęczony, który walczy o życie, nie jest w stanie trzeźwo myśleć. A jednak mimo to, a może właśnie ze względu na tę cienką granicę między życiem a śmiercią, wielu decyduje się atakować Himalaje zimą.

Oprócz tych niedogodności fizycznych pozostaje jeszcze świadomość ryzyka śmierci czy ciężkiego urazu. Jak mówi Bielecki: „ze śmiercią nie da się oswoić” i sam przyznaje, że świadomość utraty tylu bliskich osób jest dla niego przytłaczająca. Żona brytyjskiego alpinisty Joe Taskera, który zaginął w wyprawie na Everest, napisała: „W świecie wysokogórskiej wspinaczki granica między bezpieczeństwem i katastrofą jest cienka. Wypadki są czymś powszednim, wskaźnik zgonów jest wysoki. Wytrawni alpiniści wiedzą, co to ból i cierpienie. Wielu z nich widziało przyjaciół zmiecionych w lawinie. Przechodzili obok zamarzniętych zwłok na zboczu wysokiej góry, grzebali potrzaskane ciała w szczelinach. Niektórzy doświadczali poważnych upadków lub odmrożeń”. Yvon Chouinard, jeden z legendarnych amerykańskich wspinaczy, twierdził, że bez zagrożenia dla życia i ciała nie ma przygody



zawartość zablokowana

Autor: Leszek Galarowicz


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się