Spacery wysokiego ryzyka

NASZA AKCJA \ Tak ratowaliśmy Żydów (cz. 96) – list od czytelnika

Gdy ktoś pukał do drzwi wejściowych do mieszkania, a Andrzej akurat był w mieszkaniu, a nie w piwnicy, to zanim ktokolwiek mógł być wpuszczony do środka, Andrzej musiał zdążyć zejść po drabinie do piwnicy, drabina musiała być przez niego na dole odstawiona, właz w podłodze w kuchni zamknięty i zasłonięty wykładziną. Wieczorami, ale przed godziną policyjną, wychodziłam od czasu do czasu z Andrzejem na radomskie ulice. Andrzej, który był moim rówieśnikiem, miał wtedy 22 lata. Mieszkał w piwnicy mieszczącej sie pod kuchnią radomskiego mieszkania Lucyny Kierkowskiej, które znajdowało się w centrum miasta, przy jednej z przecznic ul. Żeromskiego. Do tej piwnicy schodziło się po drabinie, wejście do tego schowka było ukryte w podłodze kuchni i zasłonięte wykładziną. Gdy ktoś pukał do drzwi
     

34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze