Wielki przemyt, układy i polityka

HISTORIA \ Z dziejów polskiej przestępczości

numer 2045 - 08.06.2018Publicystyka

Nikt nigdy nie policzy, ile od czasu transformacji ustrojowej Polska straciła przez przemyt najrozmaitszych towarów. Naszym przodkom walka z przemytem szła chyba lepiej. Obrazuje to choćby głośna swego czasu afera, w którą zamieszani byli wysokiej rangi urzędnicy państwowi.

W październiku 1932 r. kierownik egzekutywy II oddziału Komendy Straży Granicznej w Warszawie Aleksander Kuźmiński otrzymał anonimowy list. Ktoś informował go, że „do Warszawy przyjeżdża oficer straży z odcinka granicznego w Poznańskiem i spotyka się w kawiarniach w sprawach przemytniczych”.

Kuźmiński nie zbagatelizował pisma. Przeciwnie, przekazał je swoim przełożonym, a ci zarządzili tajne śledztwo. Jak się szybko okazało, doniesienie było prawdziwe. Tajemniczym „oficerem z poznańskiego” był Jan Siedlecki, inspektor Straży Granicznej w Lesznie. Ubrany po cywilnemu spotykał się regularnie z dwoma warszawskimi kupcami: Józefem Jedwabiem oraz Lejbą Friedem.

Po jakimś czasie został aresztowany na dworcu w Warszawie, w chwili gdy wysiadał z pociągu. Przy sobie miał dziesięć paczek omnadiny, szczepionki antygrypowej, produkowanej w Niemczech i z tego kraju przemyconej. Zatrzymali go inni funkcjonariusze Straży Granicznej.

Zarobić jak najwięcej

Jan Siedlecki zorganizował szajkę przemytników, która przerzucała towary z Niemiec do Polski. Finansował to Leonard Jaroszka, kupiec z Poznania, którego policja od dawna podejrzewała o przemyt towarów z Gdańska. Był właścicielem firmy Jaroszka i Spółka. Miała ona siedzibę przy ul. Strzeleckiej 2 w Poznaniu. Pod tym adresem znajdował się należący do Jaroszki sklep ze sprzętem medycznym i lekami. Dostarczał je szpitalom oraz kasom chorych.

Obu panów w 1932 r. poznał ich wspólny znajomy, dyrektor Kasy Chorych w Rawiczu Kazimierz Roszkiewicz. Kupiec i inspektor zaczęli się zastanawiać, jaki towar mogliby sprowadzić z zagranicy, by na nim jak najwięcej zarobić. Po dwóch tygodniach Siedlecki zadzwonił do Jaroszki, prosząc go o pożyczenie 600 zł (realna wartość ówczesnych pieniędzy była kilkanaście razy większa niż dziś). Ten po powtórnej rekomendacji Roszkiewicza pożyczył inspektorowi 300 zł. Później Roszkiewicz był wielokrotnie łącznikiem między nimi. Tak zaczęła się przemytnicza afera. Po zakupy do Berlina najczęściej jeździli ich wspólnicy: Józef Jedwab oraz Lejb Fried. Ten ostatni zajmował się rozprowadzaniem przemyconych towarów, głównie w Warszawie.

W sierpniu 1932 r. Józef Jedwab nabył w niemieckiej stolicy, jak podano w ówczesnej gazecie, specyfiki. Otrzymał na to 1300 zł od Jaroszki. Wkrótce potem do Niemiec pojechał sam Jaroszka. Najpierw samochodem, który kupił specjalnie po to, by przemycać nim towary. Dojechał do Wrocławia, a tam przesiadł się do pociągu do Berlina. Za 20 tys. zł kupił tam dwieście butelek omnadiny, którą przewiózł koleją do Wrocławia, po czym znów wsiadł do swojego samochodu i ruszył w stronę granicy. Czekał tam na niego Siedlecki. Przesiadł się do auta i sam pojechał nim do Poznania, do domu Jaroszki. Tam wyładował szczepionkę. Później towar, który ważył 113 kg, przewieziono pociągiem do Warszawy. Tam jego sprzedażą zajęli się miejscowi kupcy. Resztę informacji o tej głośnej aferze znamy z sądowych rozpraw.

Dużo w życiu widział

Pierwsza odbyła się w Sądzie Okręgowym w Warszawie 21 kwietnia 1933 r. Przesłuchiwano m.in. głównego komendanta Straży Granicznej pułkownika Jana Jura-Gorzechowskiego. Zeznał on, że już wcześniej docierały do niego anonimy o ogromnych długach i wystawnym życiu Jana Siedleckiego. I że w związku z tym miał o nim jak najgorsze zdanie. Dlatego nakazał prowadzenie dochodzenia, które nie dało jednak żadnych rezultatów. Lecz gdy w październiku 1932 r. nadeszła anonimowa informacja, ta o „oficerze z Poznańskiego”, zlecił wznowienie śledztwa. Od razu wysunięto podejrzenie, że chodzi o Siedleckiego. Kierownik Kuźmiński, który miał wytropić przemytnika, okazał się skuteczny. W Warszawie wśród przesłuchiwanych osób znalazł się miejscowy handlowiec Piotr Szunejko, znajomy Siedleckiego, który również jemu proponował rozprowadzanie omnadiny. Co więcej, pożyczył on inspektorowi tysiąc złotych. Prokurator zapytał Szunejkę, ilu zna oficerów. Odpowiedział, że około stu



zawartość zablokowana

Autor: Damian Szymczak


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




















-->