Dyktatura ciemniaków

MOWA NIENAWIŚCI \ NOWA FORMA „DEMOKRACJI”

Numer 218 - 28.05.2012Publicystyka

Czekam, aż ktoś młody, wykształcony, ze światłej części społeczeństwa, na której kompleksach żeruje partia Tuska, nazwie „ciemniakiem” i „pisowskim oszołomem” profesora amerykańskiego uniwersytetu, światowej sławy specjalistę współpracującego m.in. z NASA czy z Boeingiem.

Prof. Wiesław Binienda przyjechał do Polski, aby dyskutować o stanie badań nad katastrofą smoleńską. Jego symulacje, które zakwestionowały praktycznie wszystkie istotne ustalenia raportu Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod przewodnictwem Jerzego Millera, zostały poddane weryfikacji innych światowych profesorów i uzyskały ich aprobatę. W Polsce także nikt nie zakwestionował wyników badań prof. Biniendy, bo... za bardzo nikt nie chciał się z nimi zapoznać (mówię tutaj o członkach komisji Millera, którzy chyba czują, że jak tak dalej pójdzie, to wszyscy prędzej czy później wylądują w więzieniu). Jak wiadomo, w katastrofie lotniczej 10 kwietnia 2010 r. na terenie Rosji zginął polski prezydent oraz 95 osób, w tym pełniące kluczowe funkcje w państwie. Zbadanie przyczyn katastrofy jest racją stanu, a kłamanie lub zacieranie śladów w tej sprawie – poważnym przestępstwem.

Zamiast dyskusji pogarda

Skąd wiemy, że na pewno Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) pod przewodnictwem gen. Tatiany Anodiny i komisja Millera kłamią?

Według MAK-u i Millera brzoza ścięła skrzydło, a następnie samolot cudem „przeniknął” przez kolejne drzewa, nie naruszając ich. Jak wynika z raportu MAK-u, po oderwaniu skrzydła samolot wzniósł się do góry z mocą kilkakrotnie wyższą od technicznych możliwości nie tylko tego, ale i wszystkich innych znanych ludzkości samolotów mających obydwa sprawne skrzydła. Przy podanych przez Rosjan i komisję Millera parametrach lotu samolot w zderzeniu z ziemią powinien był się rozpaść najwyżej na trzy części, a nie na setki tysięcy kawałków. Podbrzusze samolotu – dolna część kadłuba – na zdjęciach po katastrofie jest odkształcona na zewnątrz. Nie można tego inaczej wytłumaczyć, jak tylko wybuchem. To oczywiście nie musiał być wybuch bomby, tylko np. paliwa, ale wybuch musiał być. Nawet z oficjalnych dokumentów MAK-owskich wynika, że komputery pokładowe zarejestrowały dwa wstrząsy. Jak pamiętamy, Anodina nie zaszczyciła swoim komentarzem tych istotnych danych zawartych w dokumentacji.

Prof. Binienda udostępnia wyniki swoich badań. Każdy naukowiec mógłby stanąć w szranki, aby te wyniki zakwestionować na gruncie naukowym, ale jakoś nic takiego się nie dzieje. Mało tego. Coraz więcej ośrodków naukowych w Polsce przyznaje profesorowi rację. Raport prof. Biniendy całkowicie ośmiesza i dyskredytuje zawodowe umiejętności wszystkich członków polskiej komisji Millera. Ale za nimi stoi machina władzy. Ich pogarda i arogancja musi mieć solidne umocowanie. Nie mogąc zaprzeczyć wynikom badań prof. Biniendy, próbują podważać ich wiarygodność lub zdyskredytować samego profesora. Przyciśnięci do muru przyznają, że tych badań w ogóle nie znają, bo... to ich nie interesuje! Wykonali swoją robotę i teraz zajmują się czymś innym dla polskiego lotnictwa. Jeśli z takim samym profesjonalizmem, to raczej nie jest to dobra wiadomość dla polskich pasażerów, którzy chcieliby czuć się bezpiecznie (chyba że u niektórych miłość do Tuska silniejsza jest nad życie).

Ryzykowanie życia

Tak więc nikt ze strony rządowej nie chce rozmawiać z prof



zawartość zablokowana

Autor: Ewa Stankiewicz


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama