Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

"Zbrodnia, która stała się koniecznością"

Dodano: 04/04/2014 - Numer 780 - 04.04.2014
Nowy Rynek. Godzina dziesiąta. Nieruchomy Jan Paweł II spogląda na zachód. Wstające lutowe słońce oświetla okalający jego ramiona płaszcz. Posąg budzi się do życia. Wieluń też. Apan wie, z czego Wieluń najbardziej słynie? – idący ze mną pan Bogusław aż zatrzymuje się, aby dodać powagi zadawanemu pytaniu. – Z Muzeum Ziemi Wieluńskiej? – strzelam. – A tam, „z muzeum”! – macha z dezaprobatą ręką. – Pan się odwróci. Za ulicą Marszałka Piłsudskiego widać potężny jasnokremowy budynek z czerwoną dachówką. – To szpital – tłumaczy pan Bogusław, by po chwili poprawić się. – Znaczy się: to był kiedyś szpital. Nazywano go Szpitalem Wszystkich Świętych. Dziś mieszczą się tam szkoły i Kolegium Nauczycielskie. Ale kiedyś był szpital. Pierwszy cel hitlerowskiego ataku rozpoczynającego II wojnę światową… – A to nie Westerplatte? – No właśnie nie. Tak się dziś powszechnie sądzi. A wbrew obiegowej opinii pierwszy atak Niemców na Polskę nastąpił właśnie tutaj, w Wieluniu. Naloty zaczęli 1 września o godz. 4:40. Jeszcze bez wypowiedzenia wojny Polsce. Westerplatte było 5 minut po nas. Budynek oznaczony był emblematami Czerwonego Krzyża, czyli zgodnie z międzynarodowymi konwencjami podlegał szczególnej ochronie. Ale Niemców nie obchodziło to ani trochę. Podczas nalotu na szpital zginęły 32 osoby, w tym 26 chorych. To był piątek. Z racji przypadającego na ten dzień kupieckiego dnia targowego do Wielunia na furmankach ciągnęli rolnicy zajmujący się handlem towarami. Piloci myśliwców strzelali także do nich. Strzelali do każdego. Do uciekających z walących się domów starców i kobiet z dziećmi także. – Jeden z biorących udział w nalocie Niemców wychował się w Wieluniu. Mówi się, że to właśnie jego dobra znajomość miasta sprawiła, iż wybór padł na Wieluń. Skurczybyk… – śmiem twierdzić, że panu Bogusławowi cisną się w tej chwili na język nieco ostrzejsze słowa, ale jego dobre wychowanie i kultura nie pozwalają mu ich użyć. Obliczono, że tylko podczas pierwszego nalotu na miasto zrzucono ponad 40 tys. kg bomb. Wojenna zbrodnia się dokonała. Do dziś traktowana przez Niemców jako „wojenna konieczność”. Bo jak inaczej wyjaśnić uzasadnienie wyroku sądu z 1945 r., który umorzenie sprawy tłumaczył następująco: „To, co według ocen polskich prawników jest zbrodnią wojenną, według ocen prawników niemieckich mieści się w ramach działań wojennych, a jeżeli nawet w ich ramach miały miejsce zabójstwa wykraczające poza wojenną konieczność, to czyny te uległy przedawnieniu. Nie mogą być zatem ścigane w RFN”. W wyniku bombardowania zburzone zostało 75 proc. zabudowy miasta. Zginęło 1200 mieszkańców. To im poświęcony jest pamiątkowy kamień stanowiący Pomnik Ofiar Wojny. Miasto pamięta. Podobnie jak pamięta o zabytkowych podwalinach grodu. O obu starowieluńskich bramach: Krakowskiej (zachowanej w całości) i Kaliskiej (będącej w ruinie). O obronnych murach, o podwalinach Baszty Skarbczyk. Czy też wreszcie o pomniczkach świadczących o przebiegającym przez miasto polskim Szlaku Bursztynowym. Nowy Rynek. Godzina dziesiąta. Nieruchomy Jan Paweł II spogląda na zachód. Wstające lutowe słońce oświetla okalający jego ramiona płaszcz. Posąg budzi się do życia. Na ulicach niewiele samochodów. Ludzie pielęgnują swoje wydeptane ścieżki do i z pracy. Są i rowerzyści. Mamy wreszcie piękne słońce tego poranka. Nad rynkiem unosi się głośny męski głos. To jakiś mężczyzna debatujący z właścicielem kiosku Lotto. Poranna dysputa towarzysząca kupowaniu kolejnych losów. Może tym razem się uda? Tak Wieluń wita nowy dzień. A ten dopiero się zaczyna.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze