Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

„Gazeta Polska” wobec sprawy narodowej u progu powstania styczniowego

Dodano: 25/10/2016 - numer 1557 - 25.10.2016
Pamiętnego roku 1861, który obfitował w dramatyczne dla Polaków wydarzenia, „Gazeta Polska” znajdowała się w rękach wielkiego warszawskiego finansisty – Leopolda Kronenberga i wielkiego pisarza zaangażowanego w życie narodu – Józefa Ignacego Kraszewskiego. W tym trudnym przedpowstaniowym okresie starała się ona aktywnie włączać w nurt życia narodu, co było nie lada wyzwaniem dla naszych publicystów. Szalejąca cenzura zakazywała bowiem podawania wszelkich informacji i komentarzy na temat bieżących wypadków politycznych w kraju. Wtedy jednak, kiedy było to tylko możliwe, „Gazeta Polska” ukazywała rzeczywistą sytuację i patriotyczne nastroje panujące w stolicy oraz wzywała do jedności narodowej.  

Dramatyczne wypadki z 25 lutego 1861 r. do głębi wstrząsnęły redaktorem naczelnym pisma. W tym dniu postanowiono uczcić stoczoną przed 30 laty bitwę na polach Grochowa. Wieczorem po zakończeniu nabożeństwa pasyjnego pod kościół Paulinów zajechał wóz, z którego wydobyto wielką chorągiew z Orłem i Pogonią. Tłum ruszył na Rynek, śpiewając suplikacje. Wykrzykiwano: „Garibaldi! Trzeci Maj! Precz z Moskalami!”. Tymczasem na Rynku pojawił się gen. Fiodor Trepow, wzywając zgromadzonych do rozejścia. Jego rozkazu jednak nie usłuchano, obrzucając go wyzwiskami. Następnego dnia powtarzano w Warszawie, że „przy wodotrysku dostał po pysku”. Manifestujących zaczął rozpędzać nadjeżdżający od Świętojańskiej oddział konnych żandarmów, którzy dobyli szabel i zaczęli energicznie rąbać, tratując końmi ludzi, w tym kobiety i dziewczęta. Aresztowano około 30 osób. To, co najgorsze, miało jednak dopiero nadejść…
27 lutego w kościele Karmelitów na Lesznie odbywało się nabożeństwo żałobne za duszę Artura Zawiszy, partyzanta z oddziałów Zaliwskiego, straconego w listopadzie 1833 r. Akt upamiętnienia bohaterskiego powstańca zrodził kolejną manifestację. Rosnący z minuty na minutę pochód kierował się w stronę Starego Miasta, by tam upomnieć się o niedawno aresztowanych. Na jego czele szedł z krzyżem w ręku szewc Szymon Katyll, a tuż za nim podążał z obrazem Matki Boskiej Leon Frankowski. Nagle na drodze manifestujących wyrosły oddziały piechoty i kozaków. Całą scenę z okna zamku śledził namiestnik Gorczakow. Przed chwilą wydał rozkaz rozproszenia tłumu bez użycia broni. Kozacy sięgnęli więc po nahajki i smagali nimi bez litości. Uszkodzono krzyż i święty obraz Maryi. Zaatakowani zaczęli się cofać na placyk między figurą Matki Boskiej i kolumną Zygmunta. Tam obok wznoszonego właśnie budynku Resursy Kupieckiej piętrzyły się jeszcze stosy cegieł i kamieni. Manifestanci broniąc się dramatycznie z zaimprowizowanych barykad, rzucali kamiennymi pociskami i grudami błota w stronę żołnierzy. Cegłą dostał w plecy gen. Wasyl Zabołocki. Wściekły, wydał rozkaz, by dać ognia w stronę demonstrantów. Padło 55 strzałów. Pięć pocisków okazało się śmiertelnych. Tłum zamarł i natychmiast się rozbiegł. Nikt nie spodziewał się, że wojsko otworzy ogień…



Pogrzeb pięciu poległych stał się bezprecedensowym wydarzeniem w stolicy i przerodził się w wielką patriotyczną manifestację. Był to jeden z tych nielicznych momentów w okresie niewoli, kiedy „Gazeta Polska” mogła wreszcie otwarcie wyrazić nastroje panujące w społeczeństwie, uczcić poległych i zamanifestować jedność całego narodu w żałobie. Dziennik podawał dokładny program ceremonii pogrzebowej i przypominał nazwiska ofiar, które ugodziły śmiercionośne kule. Za jego pośrednictwem przenosimy się do kościoła św. Krzyża, gdzie w wigilię uroczystości wystawiono ciała pięciu poległych. „Całe miasto – relacjonował w „Gazecie Polskiej” Kraszewski – w szatach żałobnych, pochód zgodny całej ludności miejskiej, pierwszy może raz u nas zgromadzeni pod jedną ideą ofiary przedstawiciele wszystkich klas społeczeństwa podający sobie dłonie, na ostatek najmłodsze pokolenie pełne życia i wiary, oto zarys tej wielkiej karty dziejowej”.

Gdy Kraszewski w styczniu 1863 r. znalazł się na emigracji, mógł głośno wypowiedzieć prawdę o Polsce i Polakach, o ich męczeństwie, o krwawej ofierze, którą spełnili w roku 1861. Podczas gdy rodacy bili się o niepodległość w powstaniu styczniowym, on tworzył w Dreźnie powieść „Dziecię Starego Miasta”, ukazując dramat narodu przez pryzmat losów młodzieńca Franka Plewy i jego ukochanej Anny Czapińskiej. Główny bohater jest synem warszawskiej handlarki i powstańca listopadowego, uzdolnionym studentem Szkoły Sztuk Pięknych i przede wszystkim gorącym patriotą. Bierze udział we wszystkich antyrosyjskich manifestacjach i działa w młodzieżowej konspiracji. Wreszcie staje się uczestnikiem masakry ulicznej z 8 kwietnia:
„W tejże chwili, wśród otaczającej wrzawy, która się coraz wzmagała, z krzyżem na czele wyszli księża kapucyni przez Senatorską i z obrazem Zbawiciela jak tarczą stanęli przeciw zbójcom. Franek, postrzegłszy, że wojska mierzą do ludu, podniósł pięść ściśniętą, a mimowolnie oczy jego zwróciły się na okna Anny, w których bladą jej twarz rozpoznał mimo mroku.
W tejże chwili rozległ się dziki wrzask tłuszczy, jakby ryk zwierzęcia, które, długo trzymane w klatce, nareszcie na pastwę się rzuca.
Strzał suchy padł na tłumy, coraz się gęściej skupiające. […] chłopak stał kamieniem w miejscu […]. Lica mu płonęły świętym ogniem, ręka kilka miesięcy bezwładna, pierwszy raz podniosła się, ścisnęła w pięść i pogroziła wrogom… wskazując niebo”.        

O tym, jakie będą dalsze losy młodego patrioty dowiedzą się Państwo z najbliższego numeru „Gazety Polskiej”.
Pogrzeb pięciu poległych stał się bezprecedensowym wydarzeniem w stolicy i przerodził się w wielką patriotyczną manifestację. Był to jeden z tych nielicznych momentów w okresie niewoli, kiedy „Gazeta Polska” mogła wreszcie otwarcie wyrazić nastroje panujące w społeczeństwie, uczcić poległych i zamanifestować jedność całego narodu
w żałobie.

Pogrzeb pięciu poległych stał się bezprecedensowym wydarzeniem w stolicy i przerodził się w wielką patriotyczną manifestację. Był to jeden z tych nielicznych momentów w okresie niewoli, kiedy „Gazeta Polska” mogła wreszcie otwarcie wyrazić nastroje panujące w społeczeństwie, uczcić poległych i zamanifestować jedność całego narodu
w żałobie.

Scena z patriotycznej demonstracji 27 lutego 1861 r.
Kozacy biją nahajkami manifestantów
Artur Grottger, Lud w kościele. Cykl: Warszawa II 1862
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze