Wielka gra na emocjach

Dodano: 05/05/2020 - numer 2624 - 05.05.2020
Każdy z nas musiał zastosować się do całego spektrum obostrzeń, które w ciągu ostatnich tygodni wprowadzono w związku z pandemią koronawirusa. To fakt, że odizolowani od siebie ludzie stali się nieco bardziej nerwowi, wypatrując z nadzieją momentu powrotu do normalności. Faktem jest jednak również to, że pewnym grupom zależy na podburzaniu zmęczonego kwarantanną społeczeństwa, by celowo wywołać bunt.
W kontekście ogólnoświatowej walki z koronawirusem możemy gorąco dyskutować nad tym, dlaczego jedne państwa szybciej, a drugie wolniej wprowadziły różnego rodzaju restrykcje i środki ostrożności, by zastopować wzrost zachorowań na COVID-19. Wspólnym mianownikiem działań jest jednak to, że społeczeństwo nagle musiało pozostać w swoich domach, wychodząc jedynie w kilku ściśle określonych przypadkach. Wielu z nas, gdy na początku marca zaczęto wprowadzać w Polsce obostrzenia, spodziewało się, że stan ten potrwa dwa, góra trzy tygodnie, a do Wielkanocy wszystko wróci do normy. Tak się jednak nie stało, zarówno w naszym kraju, jak i na całym świecie. Przez zamknięcie i odosobnienie część społeczeństwa stała się nieco bardziej nerwowa, a co za tym idzie – coraz więcej czynników zaczęło doprowadzać ludzi do frustracji.
Spór o plażę
W Stanach Zjednoczonych, gdzie liczba zarażonych zbliża się do 1,2 mln osób, przez co kraj ten lideruje w światowej statystyce koronawirusa, w ostatnich dniach doszło do kilkunastu protestów społecznych. W Kalifornii zorganizowano protest przeciwko zakazowi dostępu do plaż. Kilka dni ciepłej pogody sprawiło, że wielu Amerykanów chciało popływać i poopalać się na słońcu. Problem w tym, że większość z nich nie przestrzegała obostrzeń, związanych m.in. z zachowaniem bezpiecznej odległości. W związku z powyższym gubernator Kalifornii Gavin Newsom zdecydował się na wprowadzenie w czwartek nowych restrykcji w dostępie do tego typu miejsc. W czterech hrabstwach zamknięto całe wybrzeża, a w jedenastu wprowadzono ograniczenia. Na reakcję zwrotną nie trzeba było długo czekać. Już dzień później kilka tysięcy osób zebrało się wokół plaży Huntington w hrabstwie Orange, by zademonstrować swój sprzeciw. Sprawę szybko podchwycili media i politycy. – Trzeba zaufać ludziom, że potrafią odpowiednio zachować się w tego typu miejscach – wskazał republikański senator stanowego parlamentu John Moorlach. – Plażowicze nie nosili masek i nie zachowali odpowiedniego odstępu, przez co umożliwili rozprzestrzenianie się koronawirusa – skontrował Ted Lieu z Partii Demokratycznej.
Co ciekawe, zupełnie odwrotne postulaty mieli protestujący z miasta Tybee Island w stanie Georgia. Mieszkańcom nie spodobało się, że wiele osób notorycznie łamało zakaz i rozkładało koce oraz parasole, by poleżeć na plaży, podczas gdy obecnie można tam jedynie spacerować i uprawiać sport. Po wielu skargach policjanci zaczęli baczniej patrolować plażę i wypisywać więcej mandatów osobom łamiącym zakaz.
Bunt przeciwko kwarantannie
Podczas gdy plażowicze protestowali w Kalifornii, w Nowym Jorku i mieście Albany (stolicy stanu Nowy Jork) zebrali się przeciwnicy dalszego zamrażania amerykańskiej gospodarki. Wśród okrzyków około stu osób, które demonstrowały w piątek przed budynkiem Kapitolu w Albany, dało się słyszeć m.in. wezwania do wypuszczenia ludzi z domów i pozwolenia im na powrót do pracy. Podobnie było na Manhattanie, gdzie demonstranci próbowali udowodnić, że społeczna kwarantanna już nie działa, w związku z czym nie ma potrzeby jej kontynuowania. Innego zdania są jednak miejscowe władze. Gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo przekonuje, że to właśnie izolacja doprowadziła do zmniejszenia w USA liczby zgonów wywołanych koronawirusem. Na polityku spoczywa gigantyczna odpowiedzialność, gdyż jego stan nadal jest epicentrum COVID-19. Dotychczas w regionie zmarło łącznie blisko 25 tys. osób, podczas gdy w całych Stanach Zjednoczonych do wczoraj odnotowano 69 tys. zgonów. Ruchom antyizolacyjnym to jednak nie przeszkadza. Przekonują, że w dalszej perspektywie USA grozi zapaść gospodarcza, z której kraj nie wyjdzie przez wiele lat. Faktem jest jednak, że od połowy marca ponad 30 mln Amerykanów zgłosiło się po zasiłek dla bezrobotnych.
Protesty pielęgniarek
Republika Południowej Afryki to kraj z największą liczbą zarażonych koronawirusem na Czarnym Lądzie. Do wczoraj odnotowano tam ok. 6,8 tys. nosicieli chińskiego patogenu. Co ciekawe, w RPA jest znacznie mniej przypadków śmiertelnych (131) niż w Egipcie (430), choć liczba zarażonych jest podobna (6,5 tys.). Mimo to władze wprowadziły pięciotygodniową społeczną kwarantannę z wieloma obostrzeniami, m.in. zakazem wychodzenia z domu. Wstrzymano też pracę zakładów, które władze uznały za nieistotne w walce z koronawirusem i jego skutkami. Wszystko to doprowadziło do wzrostu społecznej frustracji. Odnotowano m.in. kilkadziesiąt przypadków okradania sklepów z żywnością.
Napięta sytuacja panuje też wśród personelu medycznego miejscowych szpitali. W miniony weekend tamtejsze związki zawodowe pielęgniarek zorganizowały protest, w którym domagały się wsparcia ze strony instytucji państwowych. Wśród głównych postulatów znalazły się m.in. zapewnienie odpowiedniej ilości środków ochronnych dla personelu medycznego, okresowe badania pracowników opieki zdrowotnej pod kątem obecności koronawirusa, a także wprowadzenie dodatkowego zasiłku. Domagano się także zakwaterowania i zapewnienia transportu pracownikom medycznym, którzy dojeżdżają do pracy z innych rejonów kraju. Solidarność z pielęgniarkami wyrazili też przedstawiciele innych związków zawodowych w RPA.
Z kolei za przejaw dezinformacji należy uznać popularny w ostatnich tygodniach film, w którym mieszkańcy RPA mieli rzekomo protestować przeciwko szczepionkom na koronawirusa, doprowadzając do burd z policją. W rzeczywistości materiał przedstawiał zamieszki z 1 sierpnia ub.r., zupełnie niezwiązane z aktualną sytuacją.
Gra na emocjach
Coraz głośniej mówi się o tym, że niezadowolenie społeczne jest napędzane przez różnego rodzaju kampanie dezinformacyjne, prowadzone w internecie. W serwisach społecznościowych tworzą się grupy, które namawiają do społecznego buntu i porzucenia kwarantanny. W ostatnich dniach w sieci pojawiło się mnóstwo artykułów, że koronawirus nie istnieje i jest medialną bronią światowych mocarstw, które nie potrafiły w inny sposób ukryć nadciągającego kryzysu. Inne niebezpieczne inicjatywy to m.in. uderzanie w konkretne grupy osób. Na fora medyczne i serwisy, na które zaglądają przemęczeni wielogodzinnymi dyżurami lekarze, wrzuca się nieprawdziwe informacje związane z badaniami i leczeniem COVID-19, które mają wywołać zdenerwowanie i frustrację medyków.
Coraz częściej w takich wypadkach trop prowadzi do Rosji, która wykorzystuje pandemię do wpływania na społeczeństwa w wielu krajach. Odizolowane społeczeństwo jest bardziej podatne na spreparowane informacje, tworzone z wykorzystaniem różnych sztuczek psychologicznych. Granie na społecznych emocjach od dawna jest nie tylko modne, lecz także i efektywne, gdyż wystarczy wyrachowane działanie w sieci, by wzniecić bunt na drugim końcu świata. Zwłaszcza teraz, gdy wielu z utęsknieniem wypatruje powrotu do normalności. Warto jednak pamiętać o tym, by nie wpaść w sidła tych, którzy w rzeczywistości odciągają nas od niej, karmiąc fałszywymi informacjami wywołującymi skrajne emocje.
 
 
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze