Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Szansa na wyborczy reset

Dodano: 12/05/2020 - numer 2630 - 12.05.2020
Szanujący się komentator tuż po wyborach powinien dysponować trzema wersjami tekstu, zatytułowanymi kolejno: „Jest nadzieja dla Polski”, „Nie ma nadziei dla Polski” i „Czy jest nadzieja dla Polski?”, aby być przygotowanym na każdy wynik. W tym roku wyjątkowe okoliczności sprawiły, że z napisaniem takich artykułów trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Nie znaczy to jednak, że weekend, który finalnie nie stał się weekendem wyborczym, był wolny od emocji.
Chociaż wybory się nie odbyły, być może to z PKW napłynęła najważniejsza wiadomość tygodnia. Nim jednak pojawiło się stanowisko komisji, mieliśmy debatę kandydatów, burzliwe zwroty akcji z udziałem PiS i Porozumienia oraz sobotnie nerwy, gdy zamiast oczekiwanego deszczu zalały nas fake newsy, życzeniowe myślenie dziennikarzy i krzykliwe tytuły, wynikające z szukania sensacji za wszelką cenę.
PKW wkracza na scenę
Na początku tygodnia Onet ogłosił, że Andrzej Duda planuje podać się do dymisji, w weekend o dymisji premiera Morawieckiego i upadku rządowej większości huczało właściwie wszędzie, lecz żadna z tych pogłosek się w najmniejszym stopniu się nie potwierdziła. Ta druga, zwłaszcza po niedawnych ruchach środowiska Jarosława Gowina, była na tyle wiarygodna, że całkiem sporo sympatyków rządu przeżyło większą część dnia w dużym stresie. Czekaliśmy też na wystąpienie marszałek Sejmu Elżbiety Witek, która według wielu źródeł miała ogłosić nowy termin wyborów, i znów się nie doczekaliśmy. Doczekaliśmy się za to w niedzielę bardzo konkretnego stanowiska Państwowej Komisji Wyborczej.
PKW zachowała się dość stanowczo, co w sytuacji wzajemnych oskarżeń i podważania kompetencji przez przedstawicieli klasy politycznej wydaje się dobrą wiadomością. Przede wszystkim stanowisko PKW rozwiązuje problem, czy Sąd Najwyższy ma możliwość nieuznania wyborów za ważne, co było podstawą porozumienia Jarosławów Kaczyńskiego i Gowina, lecz co budziło wiele obaw nie tylko od strony prawnej, lecz także czysto ludzkiej. PKW nie podda ocenie SN ważności wyborów. Na sąd trudno przecież liczyć i opierać kluczowy dla funkcjonowania państwa plan polityczny na domniemaniu wyroku jego sędziów. Zwłaszcza że pojawiły się już sygnały świadczące o możliwości innego ich spojrzenia na kwestię wyborów, rozpoczęła się również batalia o inne wybory, wybory pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.
Manewr Seremet bis w Sądzie Najwyższym?
W październiku 2009 r., po odrzuceniu prezydenckiego weta, Sejm uchwalił ustawę rozdzielającą funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. W myśl nowej ustawy prokuratora wybierał prezydent spośród dwójki kandydatów przedstawionych mu przez Krajową Radę Sądownictwa. Lech Kaczyński nie miał de facto żadnego manewru, gdy decydował się na mającego w swej biografii epizod w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów Andrzeja Seremeta, wybierał jedynie mniejsze, w swoim mniemaniu, zło. Jednak, zwłaszcza po 10 kwietnia, nie przeszkadzało to uciszać krytyków Seremeta argumentem, że to przecież nominat nieżyjącego prezydenta.
Wydaje się, że podobne rozwiązanie chodzi po głowie sabotującym procedurę wyboru nowego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego sędziom ze starego rozdania. Blokowanie głosowania doprowadzić ma do sytuacji, w której nowi sędziowie nie będą w stanie przeforsować własnego kandydata, którego prawdopodobnie później wybrałby Andrzej Duda. Procedura jest tu bowiem podobna do opisanej wyżej. Wciąż jednak istnieje szansa, że sędziom, którzy dołączyli do SN w ostatnim czasie i byli wielokrotnie sekowani przez nieuznających ich i strzegących swego monopolu kolegów, uda się wystawić kandydata. Pojawiła się jednak również koncepcja, by prezydentowi zaproponować kompromis w postaci kandydatury Leszka Boska, sędziego w SN „świeżego”, lecz poglądami bliskiego starej ekipie. Gdyby tak się stało, mielibyśmy Seremeta bis, którego można by było obarczać w pewnym stopniu winą za ewentualne budzące krytykę zachowania lub wypowiedzi.
Uporządkowanie kompetencji i szansa na reset
To wszystko pokazuje, że Sąd Najwyższy, jeden z ostatnich bastionów starego porządku, będzie w najbliższym czasie zajęty sobą. Obrońcom status quo nie można niestety odmówić determinacji, dodatkową zaś motywacją dla nich będzie nie tylko to, że bronią swoich ostatnich szańców, lecz także panujący dookoła chaos. I tu trzeba wrócić do PKW. Komisja w swoim stanowisku, przyjętym jednogłośnie, stwierdza, że jest ono ostateczne i nie podlega odwołaniu do SN. Takie postawienie sprawy daje rządzącym szansę na reset, bardzo przydatny przy takim stopniu skomplikowania spraw. Mamy coraz bardziej napięte terminy konstytucyjne, ustawę, według której nie udało się przeprowadzić wyborów w zarządzonym czasie i nieskorą do współpracy opozycję. Jednym z jej argumentów było odsunięcie od organizacji wyborów prezydenckich PKW.
Teraz komisja wraca do swojej roli, władzom ustawodawczym pozostawiając ich część pracy, przygotowanie nowelizacji ustaw, według których możliwe będzie przeprowadzenie głosowania czy to w formie mieszanej, czy korespondencyjnej. Oczywiście kluczowe dla dalszego rozwoju sytuacji będzie współdziałanie wszystkich partii i obu izb parlamentu. Oczywiście, wiemy też dobrze, że bardziej prawdopodobna jest powtórka z wcześniejszej obstrukcji. Dlatego dobrym rozwiązaniem byłoby przygotowywanie koniecznych zmian, jeśli nie z udziałem opozycji, co jest bardzo mało prawdopodobne, to w stałej łączności z PKW, co pozbawiłoby opozycję argumentów.
Proces wyborczy rusza od nowa
Nowy termin wyborów musi zostać ogłoszony w ciągu dwóch tygodni od publikacji uchwały i wyznaczony na datę nie późniejszą niż 60 dni od publikacji. Oznacza to, że żegnamy się z terminami majowymi, w grę wchodzi jednak czerwiec, najpóźniej zaś lipiec. Niektóre kwestie formalne wymagać będą dopracowania i wyjaśnienia. Według pierwszych informacji proces rejestracji kandydatów musi odbyć się od nowa, nie wiadomo jednak, czy konieczne będzie ponowne zbieranie podpisów. To kwestia o tyle istotna, że już w pierwszej fazie kampanii zbiórka została poważnie utrudniona przez wybuch epidemii.
Oczywiście, najważniejszą kwestią w tej nowej sytuacji wydaje się pytanie o losy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Do tej pory nieracjonalne i destrukcyjne zachowanie Platformy najczęściej tłumaczyć można było chęcią doprowadzenia do takiej sytuacji prawnej, w której możliwa będzie oficjalna wymiana kandydatki na kogoś mniej kłopotliwego. Tymczasem w ostatnich dniach z tej strony padają zupełnie inne sygnały, zarówno Borys Budka, jak Grzegorz Schetyna uważają (oficjalnie), że kandydatki zmieniać nie należy, stoją za nią przecież wygrane partyjne prawybory. Dla reszty osób, które brały udział w telewizyjnej debacie kandydatów, większe zmiany raczej się nie szykują, zapewne tylko postarają się jak najlepiej spożytkować doliczony czas czy to dzięki zbudowaniu większej rozpoznawalności, czy też próbie odrabiania straty do liderów.
Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem uda się dobrze wykorzystać okazję, jaką trochę niespodziewanie dostajemy od prof. Marciniaka i Państwowej Komisji Wyborczej.
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze