Przed nami czas twardej walki

ANALIZA \ Rok 2018 w polityce międzynarodowej

numer 2216 - 31.12.2018Publicystyka

Żegnamy Anno Domini 2018. Był ciekawym rokiem w polityce międzynarodowej. Działo się dużo zarówno w najbliższym otoczeniu Rzeczypospolitej, jak i w Europie oraz na świecie. Wiele wydarzeń było prostą kontynuacją tego, co działo się w latach ubiegłych.

Można dla przykładu wymienić zamachy terrorystów islamskich na Starym Kontynencie, łącznie z tym, który miał miejsce pod koniec roku we francuskim Strasburgu, gdzie mieszczą się siedziby Parlamentu Europejskiego oraz Rady Europy i Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Wywarł on szczególne wrażenie, ponieważ w stolicy Alzacji był to pierwszy poważny atak terrorystyczny (przez francuską telewizję nazywany uparcie przez wiele godzin po zamachu „fussilade”, czyli „strzelanina”, tak jak zamachowiec określany był mianem „tireur” – „strzelec”!). Sześć ofiar śmiertelnych, łącznie z dwiema zmarłymi w szpitalu, w tym kolejny już Polak – to tragiczna pointa roku, w którym liczba ataków terrorystycznych była porównywalna z rokiem poprzednim, choć liczba ofiar śmiertelnych w sumie może być nieco mniejsza (czekamy na oficjalne dane Europolu). Europa A.D. 2018 była też widownią innego terroru – o którym nie wiadomo dlaczego mówi się znacznie mniej – ze strony skrajnej lewicy. Liczba ataków i liczba ofiar w poprzednich latach była porównywalna z zamachami muzułmańskich ekstremistów. Ubiegły rok był również bolesną kontynuacją morderstw dokonywanych na chrześcijanach, zwłaszcza w Afryce i Azji.

Prześladowanie chrześcijan – kontynuacja

Oficjalne statystyki dotyczące tej hańby XXI w. poznamy zapewne dopiero 1 kwietnia, gdy tradycyjnie w Wiedniu OIDAC, czyli Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan, poda dane dotyczące tradycyjnie okresu od późnej jesieni 2017 r. do późnej jesieni następnego roku. Ciekawe, czy znów będziemy świadkami paradoksalnej tendencji, że zwiększa się liczba zamordowanych wyznawców Chrystusa (w poprzednim roku 3000 zamordowanych w stosunku do 1500 rok wcześniej), a jednocześnie spada liczba zamykanych czy niszczonych kościołów (blisko 800 w 2017 r. w porównaniu z ponad 1300 w roku 2016).

Poza tymi dwoma stałymi zjawiskami – zamachami terrorystycznymi (nie tylko przecież w Europie) i prześladowaniami chrześcijan (dotknęły one aż dwóch milionów naszych braci w wierze) – można wyróżnić jeszcze jedno: masową imigrację na Stary Kontynent. W 2018 r. fala imigracyjna do Europy zmniejszyła się, ale wciąż była bardzo pokaźna. Unia Europejska i jej najważniejsze kraje skupiły się głównie na zablokowaniu najazdu uchodźców, co przełożyło się na jego ograniczenie oraz zmniejszenie liczby pozytywnie rozpatrywanych wniosków o azyl (spektakularny przykład Niemiec, ale także Austrii, a od połowy roku również Italii). Zmieniły się też już od pierwszych miesięcy ubiegłego roku zasadnicze destynacje imigracyjne do Europy: nastąpiło przesunięcie fali imigracyjnej w kierunku Europy Południowej, a zwłaszcza Hiszpanii i Grecji. Nowy socjalistyczny rząd w Madrycie jest znacznie bardziej otwarty na przyjmowanie uchodźców niż poprzedni, centroprawicowy Partido Popular, odwołany w trakcie trwania kadencji Kortezów (izby niższej hiszpańskiego parlamentu). Niezależnie od od tego, że liczba uchodźców się zmniejszyła, wciąż jest jednak znacząca i permanentnie wpływa na strukturę społeczno-religijno-kulturową poszczególnych krajów UE, zwłaszcza państw „Piętnastki”, czyli starej Unii, która będzie płacić znaczącą cenę za błędy polityki imigracyjnej ostatnich co najmniej dwóch dekad, a zwłaszcza ostatnich lat.

Trzy wiktorie, czyli: a jednak Trump

Gdy chodzi o „czystą” politykę międzynarodową, warto zwrócić uwagę na dwa wydarzenia polityczno-ekonomiczne o charakterze globalnym, z których jedno dotyczy pośrednio, ale wyraźnie Polski. Chodzi o dwa porozumienia zawarte przez prezydenta Trumpa z Chinami oraz z Unią Europejską. Kończą one – w wypadku Pekinu zapewne czasowo – ostre konflikty gospodarcze, mające jednocześnie w obu przypadkach istotny aspekt polityczny. Do złagodzenia na linii USA–ChRL doszło z inicjatywy strony chińskiej, co przewidywałem zresztą na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, słusznie zakładając, że na dziś ekonomiczna konfrontacja obu mocarstw nie służyłaby przede wszystkim chińskim komunistom. Prawdopodobnie Pekin za dekadę, może dwie zmieni w tej zasadniczej kwestii zdanie, bo w międzyczasie Państwo Środka urośnie jeszcze w siłę. Ale teraz Biały Dom w jakiejś mierze słusznie mógł odtrąbić sukces.

Co do porozumienia euroatlantyckiego latem zeszłego roku, to również odbyło się ono z inicjatywy nie Ameryki, ale jej oponenta, czyli UE



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się