Strasburg: w cieniu brexitu

Parlament Europejski \ Na ostatniej prostej przed majowymi wyborami

numer 2233 - 21.01.2019Publicystyka

Pierwsza w 2019 r. sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu była jednocześnie pierwszą z pięciu ostatnich przed majowymi wyborami do PE. Ostatnia w kwietniu, a w marcu wyjątkowo odbędą się dwie sesje.



O przyśpieszeniu prac świadczy fakt, że w zeszłą środę odbyły się aż dwie tury głosowań – południowa i popołudniowa. Nie pamiętam takiej sytuacji w ciągu ostatnich 15 lat (z wyjątkiem poprzedniej sesji w grudniu 2018 r.), a więc funkcjonowania PE w trzech kadencjach (2004–2009, 2009

–2014, 2014–2019).

Polityczna czeluść brexitu

Na pewno najważniejszym wydarzeniem była debata na temat brexitu, która odbyła się kilkanaście godzin po odrzuceniu przez House of Commons „dealu” między Unią Europejską a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Odrzucenie „miękkiego rozwodu” oznaczać może pójście w dwóch skrajnych kierunkach: twardego brexitu bądź ponownego referendum w sprawie pozostania (remain) lub opuszczenia Unii przez Londyn. Jednak myślę, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, który formalnie nie był przewidywany, a nawet jego możliwość odrzucano ze względów taktycznych. Chodzi o porozumienie „rozwodowe”, którego kształt musi się nieco różnić od tego, co wynegocjowała premier (być może ustępujący…) Theresa May. Oficjalnie żadna ze stron nie dopuszczała możliwości takiego alternatywnego porozumienia na wypadek odrzucenia dotychczasowego porozumienia przez Izbę Gmin. Chodziło o to, aby wahający się członkowie izby niższej brytyjskiego parlamentu pogodzili się z koniecznością głosowania za porozumieniem z Unią Europejską. Operacja ta zakończyła się kompletnym fiaskiem, bo 432 posłów Izby Gmin odrzuciło wypracowaną propozycję − to 230 więcej niż zwolenników przedstawionego dokumentu. Jest zatem bardzo możliwe, że polityczna czeluść brexitu pochłonie już drugiego lokatora 10 Downing Street − choć na razie przywódczyni torysów wygrała głosowanie o wotum zaufania w Izbie Gmin. Po Cameronie może przyjść kolej na May, która przez lata była silnym szefem MSW w jego rządzie, ale nie była w stanie zapanować nad pobrexitowym chaosem. Bo to nie Theresa May rządziła Wielką Brytanią w czasie po podjęciu decyzji o brexicie, tak jak nie rządziła nią królowa Elżbieta II – rządził „mister chaos”.

Debata o brexicie w Strasburgu zepchnęła na drugi plan wystąpienie nowego socjalistycznego premiera Hiszpanii Pedro Sancheza Pereza-Castejona na temat przyszłości Europy. Wygłosił mowę w cyklu wystąpień głów państw lub szefów rządów krajów członkowskich UE. Mam wrażenie, że za rok nikt nie będzie pamiętał tego przemówienia.

Krótka pamięć Wiednia…

W Strasburgu debatowano również na temat zakończonej już półrocznej prezydencji Austrii w Radzie Europejskiej. Choć w Wiedniu rządzą partie, które w wymiarze retorycznym są bardzo sceptyczne wobec imigrantów, podobnie jak Warszawa, a gabinet austriacki jest też na pewno dużo bardziej eurorealistyczny niż rządzący poprzednio socjaliści – to z punktu widzenia Polski była to prezydencja nijaka. Rząd Sebastiana Kurza wykazywał pewną nadgorliwość w stawianiu Polski pod pręgierzem i zgadzał się bez zastrzeżeń na debaty na temat naszego kraju na posiedzeniach Rady Europejskiej. Jakby niepomny, że 19 lat temu, w 1999 r. to Austria była bojkotowana przez Unię, gdy wiedeński rząd tworzyły… te same partie co obecnie – w tym partia najmłodszego ministra spraw zagranicznych w Europie, a potem najmłodszego premiera Sebastiana Kurza – Austriacka Partia Ludowa



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




















-->