Jakoś tak za prosto

ROSTKOWO \ DOM ŚW. STASIA KOSTKI

numer 2249 - 08.02.2019Podróże

O tym świętym mówi się dziś bardzo mało. A przecież do XX w., zanim świat nie dowiedział się o św. Faustynie i św. Janie Pawle II, to właśnie on był najbardziej rozpoznawalnym polskim świętym za granicą.



Jest zimno. Bardzo. Trawę przykrywa cienka warstwa szronu. Białe, chropowate od mrozu listki kładą się po sobie, tworząc mieniące się jasną łuną pole. Wokół pustka. Jedynie proste, ciągnące się za horyzont tory pobliskiej kolejki wąskotorowej zakłócają spokój i harmonię płaskiego niczym stół krajobrazu. Uwięzione na torach trzy wagony towarowe przypominają momentami groźny pejzaż zapomnianych zakątków znanych z ekranizacji ­powieś­ci o Dzikim Zachodzie. Być może decyduje o tym także ten pozostawiony obok nadpalony wrak samochodu.

To rostkowska ziemia. Z daleka widać jej serce. Wysoki kościół z pojedynczą ostrą szpicą na środku. To miejsce, gdzie kiedyś stał jego dom. Tutaj się urodził. Tutaj stoi dziś sanktuarium jego imienia. Święty Stanisław Kostka – jeden z najbardziej zapominanych świętych, jakich wydała polska ziemia.

Zanim ta sama ziemia wyda św. siostrę Faustynę Kowalską, zanim z Wadowic w swoją światową misję ruszy przyszły św. Jan Paweł II, to właśnie nie kto inny, jak umierający w wieku niespełna 18 lat Stasio będzie przez setki lat najpopularniejszym polskim świętym poza granicami naszej ojczyzny. Sława młodziutkiego jezuity, który swoją beatyfikacją wyprzedzi samego założyciela zakonu, Igancego Loylę, będzie się rozchodziła wszędzie tam, gdzie swoje placówki misyjne będą mieli członkowie Towarzystwa Jezusowego. Stając się w ten sposób pośmiertnie niezwykłym ambasadorem polskości. W miejscach, na których jeszcze przez dziesiątki lat nie będzie mógł postawić stopy przeciętny Europejczyk.

A wszystko przez pokorę. I niezwykłą zwyczajność młodego chłopca. Tutaj, wśród okolicznych łąk, pól i stawów dojrzewał jego charakter. Tutaj, pod ulubioną lipą przesiadywał wraz z mamą i wspólnie marzyli. Mama opowiadała wtedy Stasiowi o dziadku Pawle, wojewodzie całego Mazowsza, oraz o wujku Wojciechu. Staś słuchał o dalekim kraju zwanym Italią, gdzie wuj pobierał nauki i gdzie gościł u samego papieża Juliusza



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się