Stolice planów pięcioletnich

URBANISTYKA \ Idealne metropolie socjalizmu

numer 2276 - 13.03.2019Publicystyka

Do dziś szczęśliwie mieszkają w nich setki tysięcy ludzi, choć teraz są zazwyczaj częścią większych metropolii. Uporządkowane budowle, symetryczny układ ulic, niewysokie bloki ustawione w zamknięte podwórza, mające stanowić samowystarczalne osiedla robotniczych wspólnot – prezentowały się jako idealne socjalistyczne miasta. Istotą ich istnienia był jednak nie tylko przemysł hutniczy, lecz także organizowanie nowej kultury socjalistycznej. Pierwsze udało się na chwilę, a drugie – wręcz przeciwnie.

Gdyby mieszkaniec krakowskiej Nowej Huty poleciał na weekend do oddalonego o 3 tys. kilometrów rosyjskiego miasta Magnitogorska, z dziwną swojskością mógłby się przechadzać ulicami Mendelejewa czy Komsomolską. Może gdyby nie zwrócił uwagi na inny typ samochodów i szyldy sklepowe pisane cyrylicą, pomyślałby, że właśnie spaceruje aleją Jana Pawła II w swojej miejscowości albo trafił na osiedle Willowe we wschodniej części dzielnicy. Bo Nowa Huta – jak wiele innych miast komunistycznych – została zbudowana według szablonu wypracowanego na początku lat 30. w Związku Sowieckim. Podobnie było z miastami Sztálinváros na Węgrzech czy Stalinstadt w Niemieckiej Republice Demokratycznej, kolejnymi córkami sowieckiej urbanistyki.

Gdy wszystko inne nie działa, trzeba zmuszać ludzi do pracy

Zaczęło się od Magnitogorska, stolicy pierwszego planu pięcioletniego ZSRS. To doświadczenie i rozwiązania z tego placu budowy zostały później przeniesione do Europy Wschodniej, gdy Armia Czerwona doszła do Berlina. Zanim jednak pierwsi robotnicy zobaczyli plac budowy pod Magnetyczną Górą (stąd nazwa miasta, wznoszonego blisko złóż magnezytu – Magnitogorsk), w 1928 r. delegacja sowieckich urzędników udała się do amerykańskiego miasta Cleveland w stanie Ohio, w północnej części USA. Tam powitali ich przemysłowcy ze spółki Arthura Glenna McKee, którzy za 2 mln rubli w złocie mieli im sprzedać plany zbudowania miasteczka przemysłowego Gary w stanie Indiana. Sowieci płacili nie tylko za plany architektoniczne – spółka miała wysłać do ZSRS swoich specjalistów, kilkudziesięciu inżynierów, którzy we współpracy z miejscowymi kadrami wznosiliby największą inwestycję pierwszego komunistycznego planu pięcioletniego – hutę i miasto Magnitogorsk.

Ceglane miasteczko przemysłowe nad jeziorem Michigan słabo się nadawało na sowiecki wzór, ale komuniści jego założenia wprowadzali jeszcze przez ponad 20 lat. Liczące 100 tys. mieszkańców Gary leżało kilkanaście kilometrów od granicy wielkiej metropolii USA – Chicago, miało więc dać wielomilionowej społeczności ujście dla bezrobocia, a fabrykantom siłę roboczą dla przemysłowych hut. Powstałe na początku XX w., poprzecinane równoległymi ulicami, pomiędzy którymi w równych rzędach poustawiano domy lub bloki, z przemysłowym ceglanym centrum z większymi gmachami i kompleksem metalurgicznym na północy miasta, odzwierciedlało amerykański styl pracy i życia. Te same założenia przeniesione w zauralskie i syberyjskie pustkowia przynosiły nadludzki wysiłek, fatalne warunki budowy i dramatycznie wysokie koszta inwestycji – spełniały jednak założenia tworzenia nowego człowieka. Wbrew propagandzie założenia jednak nie były nowoczesne – wszak wznoszoną w latach 50. Nową Hutę budowano na założeniach budowlanych z innego kontynentu, opracowanych 40 lat wstecz, a więc o dwa pokolenia myśli inżynierskiej wcześniej…

Ideologiczne podłoże socjalistycznych miast

„Gdy gwiżdżą nad ranem syreny w przedmieściach robotniczych – nie jest to bynajmniej wezwanie do jarzma niewoli. To pieśń Przyszłości” – pisał bolszewicki poeta Aleksiej Gastiew na widok wielkomiejskiego klimatu miast komunistycznej Rosji, w której cały cykl życia był podporządkowany rytmowi fabryk. Ten wiersz stworzył zaraz po rewolucji, jakby praca w wielkich halach fabrycznych różniła się czymkolwiek in plus w porównaniu z czasami sprzed bolszewickiego przewrotu. Ale Gastiew był jednym z ulubieńców ważnego ideologa i teoretyka leninizmu Anatolija Łunaczarskiego, trzymającego tekę ludowego komisarza oświaty. Sowiecki filozof jeszcze w latach 90. XIX w. opracowywał metodę zjednoczenia klasy robotniczej i zmobilizowania jej do pracy, gdy komuniści przejmą władzę. Lenin wpadał w irytację, gdy Łunaczarski wykładał mu swoją koncepcję bogotwórstwa, ale Łunaczarski był uparty. „Religia to entuzjazm, a bez entuzjazmu nie stworzono nic wielkiego” – przekonywał towarzyszy, opowiadając im o tym, że socjalizm jest religią, w której w rolę mesjasza wchodzi robotnik, a bogiem jest praca.

Organizacja pracy była zmorą komunistów przez cały czas trwania systemu. „Co to za rząd, który nie jest w stanie zbudować na czas małego, dwukondygnacyjnego domu oraz doprowadzić do stanu używalności jego dziesięciu pomieszczeń?” – wściekał się Piotr Kapica, fizyk, późniejszy noblista, gdy się zapoznawał z wydajnością pracy w przemyśle sowieckim w 1935 r. Z biernością pracowników też trzeba było sobie radzić: brak maszyn, fachowych kadr, wystarczającej ilości surowca, a nawet rąk do pracy był zmorą gospodarki planowanej. To właśnie w takim klimacie gospodarczym największy na świecie kraj miał być usiany doskonale zorganizowanymi miastami przy hutach stali.

Na przełomie lat 30. w Moskwie dyskutowano trzy metody angażowania robotników w wielkie budowy socjalizmu – przemoc (GUŁAG), współzawodnictwo pracy (ruch stachanowski) oraz kult wielkich komunistycznych przedsięwzięć. Z tej pierwszej zrodziły się np. kanały Wołga–Don, Kanał Białomorski, linie kolejowe na zimnej północy. Ruch stachanowski zdominował przemysł wydobywczy, zaś wiara w idealne miasta zrodziła Magnitogorsk, Stalińsk czy Kemerowo.

Wbrew przyrodzie, geologii, logice

Państwo oczywiście potrzebuje przemysłu, ale Rosjanie budowali go na mistycyzmie marksizmu-leninizmu. Już sama lokalizacja socjalistycznych miast miała podłoże ideowe. Piotr Pałczyński, profesor z Instytutu Górnictwa w Moskwie, twierdził, że nie było naukowych czy gospodarczych przesłanek do budowy wielkich obiektów we wskazanych przez partię miejscach. Ale skąd miałyby być? Przy budowie zapory na Dnieprze nikt nie sporządził nawet map terenu (!), więc nie wiedziano, jaki obszar zostanie dokładnie zalany, przepadły pod wodą żyzne czarnoziemy, które mogły służyć tak zrujnowanemu rosyjskiemu rolnictwu. Lokalizacja Magnitogorska nie była poprzedzona oszacowaniem wielkości złóż rudy, stawiano miasto na pustym polu, a więc od początku trzeba było sprowadzać ludzi, sprzęt, kłaść drogi. Eksperci z Ameryki nie mieli takiego przekonania – specjalnie dla nich zbudowano niewielką, ekskluzywną dzielnicę, w której oprócz dobrze zaopatrzonych sklepów i wygodnych domów mieli nawet korty tenisowe, gdy tymczasem 200 tys. robotników żyło w lepiankach i barakach – nawet podczas syberyjskiej zimy.

Im gorsze były warunki, im większy wysiłek ludzki miał nastąpić, tym lepsze owoce miało przynieść socjalistyczne wyznanie wiary



zawartość zablokowana

Autor: Jakub Augustyn Maciejewski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->