Galopem do strefy euro? Nie tak prędko…

FELIETON \ Argumenty na rzecz przyjęcia wspólnej waluty są polityczne

numer 2334 - 23.05.2019Publicystyka

Argumentów czysto ekonomicznych za przyjęciem wspólnej waluty przez nasz kraj jest coraz mniej. Nie oznacza to jednak, że temat euro umarł śmiercią naturalną. W dalszym ciągu wałkuje go totalna opozycja oraz część wpływowych ekonomistów. Zmienia się jedynie uzasadnienie.

Wcześniej opierało się ono na ryzyku kursowym oraz kosztach transakcyjnych. Kolejne analizy ujawniają jednak, że europejski pieniądz mało komu się opłacił. Większość państw zwyczajnie na euro traci. Na tego typu argumentację nikt się już więc nie skusi, pora zatem odwołać się do innego rodzaju wywodu – tym razem o charakterze politycznym.

Argument dla aspirujących do lepszego świata

Odsuńmy na bok skomplikowane ekonomiczne dowody. W zamian posłużmy się logiką politycznego manifestu. Jaką? Na przykład taką: Polacy są prounijni. Chcemy należeć do lepszego, zachodniego świata. Kojarzy się on z dobrobytem i stabilnością. A euro ma być ich gwarantem, swoistym stemplem naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Dodatkowo dzięki akceptacji wspólnej waluty wejdziemy do jądra decyzyjnego wspólnoty, znowu będą nas klepać po plecach, chwalić za proeuropejskość, rozsądek i cokolwiek tam jeszcze. Poza tym uzyskamy wpływ na najważniejsze decyzje, wreszcie będą nas słuchać. Wystarczy tylko powiedzieć „tak” wspólnej walucie, i po sprawie!

Poniżej próbka, fragment listu opublikowanego jakiś czas temu przez grupę znanych ekonomistów na łamach „Rzeczpospolitej”: „Zwracamy się z apelem do premiera RP Mateusza Morawieckiego o wznowienie przygotowań do wejścia Polski do strefy euro. Stają się one sprawą niecierpiącą zwłoki. W Europie trwa właśnie dyskusja o przyszłym kształcie UE i wszystko wskazuje na to, że nie będzie Unii dwóch prędkości. Jedyną przyszłością będzie poszerzona eurostrefa. Polska powinna wziąć udział w tym procesie, jeśli chce mieć realny wpływ na przyszłość kontynentu. A także jeśli chce na trwałe zakotwiczyć w zachodniej Europie. Przy naszym tranzytowym położeniu geograficznym nie mamy wyboru: albo w przyszłości będziemy w strefie euro, albo w strefie wpływów Rosji”.

Być albo nie być – fałszywa alternatywa

Zatem euro to już nie tyle kwestia bycia w grupie państw mniej istotnych, ile przede wszystkim sprawa bycia w Unii w ogóle! Albo euro, albo pozostajemy poza wspólnotą. No i wisienka na torcie – albo euro, albo Rosja. Albo wspólna waluta, albo rosyjski rubel! Strach się bać. Niestety takie myślenie to źródło obecnych problemów Eurolandu



zawartość zablokowana

Autor: Kamil Goral


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się