Bronię marszałka Terleckiego

LOBBING \ Rozmawiać trzeba z każdym – i lepiej oficjalnie w Sejmie niż przy śmietniku lub przy ośmiorniczkachLOBBING \ Rozmawiać trzeba z każdym – i lepiej oficjalnie w Sejmie niż przy śmietniku lub przy ośmiorniczkach

numer 2371 - 06.07.2019Publicystyka

Marszałek Ryszard Terlecki nie należy do polityków, których najczęściej chwalę, pewnie w paru sprawach mam zupełnie inne zdanie niż on. Co ważniejsze, jestem ideologicznym wrogiem palenia papierosów, więc tym łatwiej zabrać mi głos w sprawie ostatniej awantury wokół spotkania w Sejmie z amerykańskim koncernem tytoniowym.

Spotkanie odbyło się w maju, więc nie wiem, czemu sprawa wybuchła teraz. Jak znam życie, jest to zapewne efekt walki konkurencyjnej albo w biznesie, albo w polityce. To, że Jarosław Kaczyński zareagował na doniesienia o spotkaniu zdecydowanie, można zrozumieć, bo przy wszelkich, nawet nieuzasadnionych zarzutach o związki polityki z biznesem PiS reaguje mocno i wprowadza silne bariery poruszania się dla swoich posłów. Kaczyński nie zamierza ryzykować, by przez jedno lub drugie nieostrożne zachowanie stracić choćby pół procent głosu. Jednak normy wewnątrzpartyjne to jedno, ale nie wolno wylać dziecka z kąpielą w kwestii polskich interesów na rynku tytoniowym.

O co chodzi z tym lobbingiem

W całym cywilizowanym świecie lobbing jest regulowany ustawowo. Szczególnie dotyczy to parlamentów. Lobbing ma na celu załatwienie konkretnej sprawy, np. zmian w ustawie, decyzji urzędowej itd. Lobbyści to zwykle ludzie do wynajęcia, którzy reprezentują raz jedną firmę, innym razem inną.

Za lobbystów trudno jednak uznać przedstawicieli danej firmy, która przychodzi ze swoją sprawą. Wyobraźmy sobie, że zakażemy spotkań z rolnikami albo górnikami. Każda z tych branż ma swoje interesy, które zależą od decyzji Sejmu. Zresztą dotyczy to absolutnie każdej branży.

Posłowie muszą się spotykać zarówno z pracodawcami, jak i z przedstawicielami związków zawodowych. Inaczej źle będą pełnili swoje funkcje, a decyzje zostaną podjęte na ślepo. To, że firma jest prywatna czy ma amerykański kapitał, niewiele tu zmienia. Większość naszego przemysłu spirytusowego jest w rękach rosyjskich. Czy to znaczy, że Sejm trzeba zamknąć na przedstawicieli tego przemysłu? Zresztą gdyby wcześniej ktoś posłuchał polskich przedstawicieli tego przemysłu, to rynek nie wpadłby w ręce Rosjan. Za lobbing nie można uznać każdego spotkania z jakąkolwiek firmą, szczególnie jeżeli nie służy to zmianie ustawy.

Jeżeli posłowie odetną się od biznesu, to odetną się też od milionów wyborców. Lepiej, jeżeli spotkają się oficjalnie w Sejmie niż przy śmietniku lub przy ośmiorniczkach. Najlepiej – jeżeli takie spotkania są po prostu dostępne dla opinii publicznej.

Mimo swojej opinii publicystycznego zakapiora uważam, że rozmawiać trzeba z każdym. Nie z każdym oczywiście wolno się dogadywać, ale to już zupełnie inna sprawa.

Przemytnicy kontra producenci

O przemyśle tytoniowym piszę od początku III RP. W latach 90. były to teksty śledcze, pokazujące gigantyczną skalę przemytu. Państwo polskie traciło miliardy złotych rocznie na bezczelnej kontrabandzie ze wszystkich stron świata.

Twórca policji celnej Witold Marczuk opowiadał mi, że w pewnym momencie cła z importu papierosów do naszego kraju wynosiły zero złotych, mimo że rynek zalany był zagranicznymi papierosami. Nawet w sejmowym kiosku sprzedawano papierosy z przemytu. Skala tego procederu była tak ogromna, że zagroziło to interesom największych koncernów tytoniowych działających na naszym rynku



zawartość zablokowana

Autor: Tomasz Sakiewicz


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się