fot. Mariusz Głodzik (4)

Pociąg na żądanie

​SRI LANKA \ Koleją przez bazar

numer 2394 - 02.08.2019Podróże

Trudno znaleźć drugą taką kolejkę na świecie. I nie chodzi tu tylko o widoki na okoliczne plantacje herbaty. Chodzi o coś więcej. Nigdzie indziej na świecie nie zobaczymy sytuacji, w której pociąg zwalnia dla starszej pani, która akurat chce doń wsiąść.

Czerniecki.net

 Na peronie na razie pustki. Pod wąskim, długim dachem stoi kilka pojedynczych drewnianych ławek. Na jednej z nich siedzi opalony mężczyzna w niebieskiej bluzie i dżinsach. Z nudów przegląda telefon. 30 metrów dalej dwóch młodych chłopców kopie plastikową butelkę. Dźwięk obijającej się o betonowy peron butelki rozchodzi się echem po całej stacji. Nic się nie dzieje. Kolejny nudny poranek pełen wiszącej w powietrzu duchoty. I tak naprawdę widok ten nie różniłby się za wiele od tego na naszych rodzimych stacjach na polskiej prowincji. Gdyby nie dwa szczegóły.

Pierwszy to widziane w tle stacji rozmazane, zielone tło. A właściwie: plama gęstego lasu. Troszkę odbiegającego barwą od naszej swojskiej zieleni puszczańskiej. Tutaj jest nieco ciemniejsza. Jakby dopiero co oblana wielką dawką wody. Z mieniącymi się liśćmi. To las deszczowy.

Drugim szczegółem jest ta biała tablica zwisająca z dachu peronu z wypisanym na niej czarną czcionką napisem: „Ella” i znajdującymi się ponadto obok kilkoma trudnymi do rozszyfrowania wężykami. Nie dam rady przetłumaczyć. To język tamilski. My zaś znajdujemy się na Sri Lance. A konkretnie w jej środkowo-południowej części.

Parowozy na Cejlonie to zasługa Brytyjczyków. Koloniści zaadaptowali połączenia szynowe, aby przewozić kawę i herbatę z tutejszych plantacji do portów. To dlatego przebieg linii kolejowej wcale nie pokrywa się ściśle z przebiegiem trasy po najbardziej znanych i atrakcyjnych miejscach na całej Sri Lance. Bardzo często kolej biegnie w sporej odległości od miast, miasteczek, wsi czy nawet jakichkolwiek skupisk ludzkich. I tak po prawdzie: dla nas, podróżujących na własną rękę po wyspie, taka trasa stanowi rozwiązanie najlepsze z możliwych. Tylko w ten sposób bowiem zobaczymy Łzę Indii, jak często wyspę nazywają sami Azjaci, bez retuszu. Bez niepotrzebnego makijażu i ulepszeń. Taką, jaka jest naprawdę. Troszkę chaotyczna, troszkę duszna. Z europejskiego punktu widzenia jednak z pewnością na wskroś egzotyczna i niebanalna. Taka też zresztą jest sama przejażdżka kolejką z Kandy do Elli



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się