Odwilż na Wschodzie?

POLITYKA ZAGRANICZNA \ Nowe otwarcie w trójkącie Polska-Ukraina-Litwa

numer 2402 - 12.08.2019Publicystyka

Od razu wyjaśnię, żeby nie było nieporozumień: tytułowy Wschód to nie Rosja, tylko nasi sąsiedzi, których państwa znajdują się między nami a Federacją Rosyjską, czyli Ukraina i Litwa. A termin „odwilż”, który po raz pierwszy w języku politycznym został użyty bodaj w 1956 r. (chodziło w nim o złagodzenie kursu przez Komunistyczną Partię Związku Sowieckiego i w samym ZSRS oraz całym bloku wschodnim), dotyczy nie tyle sytuacji wewnętrznej w Kijowie i Wilnie, ile relacji tych państw z sąsiadami, a konkretnie z Polską.

W drugiej połowie jedynej kadencji prezydenta Petra Poroszenki Ukraina faktycznie postawiła na zbliżenie z Berlinem kosztem dobrych relacji z Polską, tak jakby była to alternatywa, a nie koniunkcja, i nie można było dbać o dobre stosunki i z Berlinem, i z Warszawą.

Zbliżenie Ukrainy z Polską?

Dodatkowo Poroszenko w obawie przed wyborczą porażką zastosował identyczny manewr, jak jeden z jego poprzedników, Wiktor Juszczenko, którego widmo politycznej klęski skłoniło do zwrócenia się ku nacjonalistom. Obaj wyszli na tym, jak Zabłocki na mydle: cnotę stracili, a przysłowiowego rubelka nie zarobili. Choć można złośliwie powiedzieć, że fabryki słodyczy oligarchy Poroszenki nadal funkcjonujące na terenie Federacji Rosyjskiej jednak ruble zarabiają.

Hołdy składane UPA, które stanowiły rdzeń polityki historycznej, w oczywisty sposób musiały zaszkodzić relacjom z Warszawą. Nowy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wykonuje gesty, które tę skrajną wizję historii obustronnych relacji polsko‑ukraińskich mają wyraźnie łagodzić, co ma w rezultacie umożliwić zbliżenie z Polską. Czy jest to suwerenna decyzja nowego pierwszego obywatela Ukrainy, czy efekt nacisku Amerykanów zyskujących w Kijowie coraz większe wpływy – tego nie wiemy. Ale jedno jest pewne – w interesie amerykańskim czy jednak szerzej: Zachodu jako całości, jest zgoda między sojusznikami Waszyngtonu w obszarze postsowieckim, a nie konflikty historyczne czy polityczne, które jednocześnie są prezentami dla Kremla. O ile dla Poroszenki Berlin jawił się jako swoisty door opener – otwierający drzwi do Unii Europejskiej, o tyle ekipa Zełenskiego i jego partii Sługa Narodu może tak samo traktować Warszawę, ale w kontekście relacji transatlantyckich.

Litwa: 100 tys. euro na polskie podręczniki, czyli nowa jakość

W polityce zagranicznej ważne są gesty. Jeżeli nowy gospodarz w Kijowie spotyka się z prezydentem Rzeczypospolitej Andrzejem Dudą jako z pierwszym zagranicznym przywódcą, i to na terenie Stałego Przedstawicielstwa RP przy Unii Europejskiej, czyli w polskiej ambasadzie przy UE, to ma to wymiar symboliczny. Podobnie jak fakt, że to na terytorium naszego kraju ma dojść do spotkania Zełenskiego z prezydentem Donaldem Trumpem (ma to nastąpić 1 lub 2 września tego roku).

Oczywiście trzymilionową Litwę trudno porównywać z przeszło 40-milionową Ukrainą, ale identyczny sygnał, co ukraiński prezydent, dał nowy litewski premier Gitanas Nauseda, który demonstracyjnie z pierwszą wizytą zagraniczną udał się do Warszawy. A że nie był to tylko gest, pokazuje fakt, że w jego nowym gabinecie dwa ministerstwa zarezerwował dla reprezentantów polskiej mniejszości. Taka sytuacja zdarza się w historii Republiki Litwy dopiero po raz drugi



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się