Słowo to słowo

​POLSKI DZIKI ZACHÓD \ Zakapiory bieszczadzkie

numer 2413 - 23.08.2019Podróże

Gdy jedzie się w określone miejsce, dobrze jest znać panujące tam zwyczaje. Wiedzieć, do kogo się w ogóle udajemy. Podobnie jest w wypadku zwyżkującej z roku na rok turystycznej popularności Bieszczadów. Tu też warto poznać historię ludzi, z którymi na pierwszy rzut oka pewnie wcale nie chcielibyśmy zawierać znajomości…

Historie o bieszczadzkich zakapiorach można by mnożyć i mnożyć.

Choćby tę o Julku spod Dębu. Tak przynajmniej tytułują go same zakapiory. Julek swego czasu wybudował nad Zalewem Solińskim samotnię. Wedle wyznawanej przez siebie maksymy nie prosił nikogo o pomoc. Budował z wyłowionych z jeziora mokrych dykt, które następnie osuszał i sobie tylko znaną techniką wydźwigiwał kilka metrów ponad ziemię. Szpary między tak ustawionymi belami uszczelniał mchem. Z czasem znalazł gdzieś pozostawione przez kogoś drzwi, które zamontował jako wejście do swojej chaty. Nad nim powiesił deskę z napisem „Pustelnia”. Gdy do jego chatki ulokowanej w miejscu niegdysiejszej bojkowskiej wsi Horodek przybywał ktoś znajomy z trunkiem, wówczas Julek przekręcał tabliczkę na drugą stronę. Na niej widniał napis „Tawerna”.

I żyje tak sobie Julek spod Dębu w swojej pustelni, zimą pomieszkując w rodzinnym Olsztynie, wczesną wiosną wracając w ukochane Bieszczady nad Solinę. Gdzie znów może pobyć zupełnie sam. Czyta w oryginale Kanta i studiuje filozofię. Z czasem nawet ogłosił się królem. Królem włóczęgów. I samych zakapiorów.

Podobnie tułaczą dolę wybrał sobie nieżyjący już Zdzisław Rados, niezwykły rzeźbiarz. To ten sam, któremu w czasach PRL milicjanci kilkukrotnie podpalali nielegalny w ich mniemaniu szałas postawiony na Połoninie Caryńskiej. Po trzecim podpaleniu niezadowolony zakapior postawił kolejny szałas. Tym razem z kartonikiem, który wystawiał, gdy szedł zbierać jagody. A widniało na nim: „Nie podpalać beze mnie”. Gdy wracał i szedł spać, odwracał kartkę, gdzie było napisane z kolei: „Nie podpalać ze mną”.

Inna jest historia Ryszarda. Tego samego, który wysiłkiem katorżniczej pracy na stacji kolejowej w Ustrzykach Dolnych zakupił wymarzoną ziemię na Strzebowiskach z widokiem na Smerek i obie Połoniny



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się