fot. arch./d

Zabużanin znad Pruta

​MAGICZNE ZAKĄTKI POLSKI \ Od nadnarwiańskiego grodu biskupów płockich w stronę Puszczy Białej

numer 2416 - 27.08.2019Publicystyka

To ja, dobrowolny wygnaniec ze stolicy, a właściwie praskiego Kamionka, który z nostalgią opisałem w poprzednim tekście. Ale nie znaczy to wcale, że mieszkam dziś na naszych niegdysiejszych Kresach, gdzieś nad huczącym górskim już nurtem Pruta w okolicach Jaremcza na dzisiejszej Ukrainie – od ukochanej, lecz nieznośnej do życia Warszawy dzieli mnie zaledwie 70 km, gdyż nasza skromna posiadłość znajduje się tuż pod Pułtuskiem, więc by tu dotrzeć, trzeba Bug przekroczyć, a pomiędzy moją wsią Topolnicą a neogotyckim wielkim kościołem w pobliskim Pniewie – płynie wesoło rzeczka zwana… Prutem!

Gdyby mieszkańcowi Pułtuska powiedział kto, że są miasta pozbawione rzek, leżące nad wąskimi, błotnistymi strugami lub nawet zmuszone czerpać wodę wyłącznie ze studzien – nie uwierzyłby; uwierzywszy zaś – przeraziłby się. (…) Mieszkańcom Pułtuska nie braknie wody. Narew dwiema odnogami, niby dwojgiem ramion do uścisku wyciągniętych, opasuje i oplata miasteczko. Rzeka obmywa mury starego zamku i miejskie ogrody; wrzyna się w cichą, do przechadzek służącą ulicę, aby utworzyć przystań spokojną dla berlinek; przepływa środkiem miasta przegradzając falą, a łącząc mostami dwie jego dzielnice; obraca koła młyńskie, dźwiga prom, unosi rybackie łodzie i czółenka”.

Tak pisał Wiktor Gomulicki w cudnych „Wspomnieniach niebieskiego mundurka”, niegdyś lekturze szkolnej (komu to wadziło?) i niewiele się zmieniło od jego dzieciństwa spędzonego w XIX-wiecznym Pułtusku. Dziś, równo 100 lat po śmierci autora, gród nad Narwią nadal zachwyca pięknym położeniem i najdłuższym ponoć w Europie – 380 m! – rynkiem z wysoką wieżą gotycko-renesansowego ratusza. Jako świeży obywatel powiatu pułtuskiego, który istniał od 1807 r. aż do wątpliwych reform administracyjnych Gierka, a został przywrócony w 1998 r., miałem okazję w 2007 r. brać udział w hucznych obchodach 750. rocznicy nadania praw miejskich tej liczącej dziś ok. 20 tys. mieszkańców zacnej metropolii!

Zamek biskupów płockich gościł króla Zygmunta

Nad owym długim rynkiem, gdzie właśnie zakończono wymianę rozjeżdżonych przez samochody kocich łbów na wygodny bruk z płaskich kostek kamiennych, góruje położony na skarpie nad Narwią XIV-wieczny spory zamek biskupów płockich, których 800-letnie panowanie przyniosło miasteczku pomyślność i sprzyjało rozwojowi pierwotnego grodu. Jego pierwsze ślady datowane są nawet na VII w., a od X w. miał już jako trzecie mazowieckie miasto po Warszawie i Płocku obronne mury i strażnicę. Dziś zamek, który gościł niegdyś króla Zygmunta III Wazę, pierwotnie gotycki – ma kształt renesansowy, nosi miano Domu Polonii i należy do Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Ta powołana w 1990 r. przez marszałka Senatu Andrzeja Stelmachowskiego prężna organizacja pozarządowa zajmuje się wspieraniem rodaków zamieszkałych za granicą i umacnianiem więzi z macierzą Polaków i osób polskiego pochodzenia, a jej drugim prezesem był Maciej Płażyński aż do śmierci w tragedii smoleńskiej…

Będąc gościem na którymś z kongresów Polonii, organizowanym na zamku, przekonałem się, że tutejsza restauracja słusznie cieszy się dobrą sławą, zwłaszcza potraw z dziczyzny wedle staropolskich receptur, acz ze względu na adekwatne do wysokiej jakości kuchni ceny nie należy do najpopularniejszych lokali miejscowych.

U podnóża zamkowej skarpy, którą okrywa bujny park w stylu angielskim, znajduje się plaża miejska i przystań, gdzie można wynająć łódkę do przejażdżki po Narwi, która stała się od kilkunastu lat jedną z najczystszych rzek w Polsce, gdyż cały położony nad nią przemysł, jak słynna wytwórnia mebli i huta szkła w Wyszkowie, padł wskutek zafundowanej Polsce przez Balcerowicza terapii wstrząsowej i przy okazji przestał zatruwać nurty rzeki. Kąpać się więc można bezpiecznie i z przyjemnością, co potwierdzam! A jak ktoś lubi podziwiać malowniczą okolicę spod żagli, może spłynąć szybkim nurtem Narwi aż do odległego o kilkanaście kilometrów Zalewu Zegrzyńskiego.

Ptasia republika

A co do owej malowniczości, to nie jest to tylko wyrażonko z turystycznych przewodników – gdziekolwiek spojrzę z podwórza mego wiejskiego domu, na horyzoncie zielona ściana drzew, na południowy wschód od Pułtuska znamionująca początek Puszczy Białej, również należącego niegdyś do biskupów płockich potężnego kompleksu leśnego (850 km kw



zawartość zablokowana

Autor: Jerzy Lubach


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się