Dragi i wojna

numer 2425 - 09.09.2019Kultura

PREMIERA Ukazała się właśnie książka Teresy Kowalik i Przemysława Słowińskiego pt. „Dragi i wojna”. Prowokuje do smutnych refleksji.

Wiadomo od zawsze, że na wojnie prawdziwą wartość mają jedynie wódka, kobiety i papierosy. Niektórzy dodają też cukier oraz narkotyki. Autorzy „Dragów” udowadniają, że rozszerzona definicja jest prawdziwsza. Choć może nie chodzi o cukier. Intencje autorów tej kontrowersyjnej książki wydają mi się czyste. Opisują pewne zjawisko, które istnieje, odkąd człowiek wymyślił wojnę. Nie pochwalają narkotyków. Ich nastawienie do ćpania jest jednoznaczne: po krótkim okresie haju wracamy do świata, który sprawia jeszcze większe cierpienie, a w starciu z rzeczywistością jesteśmy coraz słabsi, bo chemii nie przyjmuje się bezkarnie.

Kowalik i Słowiński w swojej pracy noszącej podtytuł „Narkotyki w działaniach wojennych” sumiennie omawiają wszystkie rodzaje substancji zabronionych: opiaty, psychostymulanty, kokainę i crack, marihuanę i haszysz, halucynogeny, środki lotne oraz substancje legalne: nikotynę, alkohol i leki nasenne, a także uspokajające. Pokazują też, jak i do czego używali ich wojskowi.

Żołnierze ćpali od starożytności. Homer wspomina o „nepenthe”, napoju zapomnienia. Narkotyki pobudzające wolę walki i tłumiące lęk przed śmiercią zażywali Turkowie, Arabowie i Mongołowie. Opium doceniał Aleksander Macedoński, szlak jego niezwyciężonej armii znaczyły pola makowe. Wspomagali się chemicznie i organicznie wikingowie, naziści, Rosjanie i Amerykanie. Nordyccy berserkowie spożywali grzyby, żołnierze Luftwaffe i Wehrmachtu – metamfetaminę. Amerykanie w Wietnamie palili marihuanę i wciągali kokainę, wojska sowieckie w Afganistanie zapijały wódką haszysz i heroinę



zawartość zablokowana

Autor: OkO


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się