Powtórzcie to w Tokio!

​LEKKA ATLETYKA \ Polacy wrócili z mistrzostw świata w Katarze

numer 2452 - 08.10.2019Sport

Sześć medali wywalczyła reprezentacja Polski na zakończonych w niedzielę lekkoatletycznych mistrzostwach świata. To wynik na miarę oczekiwań, bo mniej więcej na taki dorobek liczyliśmy przed rozpoczęciem imprezy. – Mamy dużo materiału do analizy, bo oprócz sukcesów przydarzyło się też trochę wpadek. Trzeba zrobić wszystko, aby w Tokio powodów do radości było jeszcze więcej – powiedział Krzysztof Kęcki, dyrektor sportowy PZLA.

Jedyny złoty medal wywalczył Paweł Fajdek, który nie miał sobie równych w rzucie młotem. Nasz młociarz zademonstrował fantastyczną dyspozycję. W finale prowadził od pierwszej próby i ani przez chwilę jego triumf nie był zagrożony. To był jego czwarty z rzędu tytuł mistrza świata. – Fajnie jest pisać historię, to wielka frajda dzierżyć tytuł najlepszego na świecie przez kolejne dwa lata. Nie zamierzam się zatrzymywać. Chcę rzucać coraz dalej, choć muszę przyznać, że ten medal smakuje mi wyjątkowo dobrze. Sezon był dla mnie trudny, bo późno rozpocząłem przygotowania z powodu kontuzji. Wielkim szokiem okazał się dla mnie fakt, że już w pierwszym starcie pod koniec maja po wyleczeniu urazu uzyskałem wynik na poziomie 80 m. Na najważniejszej imprezie sezonu wszystko zagrało. Eliminacje przeszedłem gładko, a jak patrzyłem na wyniki finału, to cztery z moich sześciu rzutów dawały mi złoty medal. Cieszę się też z tego, że do Polski przywieźliśmy dwa medale w młocie. Byłem trochę wkurzony na Wojtka (Nowickiego – przyp. red.), że zajął czwarte miejsce, ale po protestach przyznano mu brąz. Wprawdzie przed mistrzostwami obiecywaliśmy, że zajmiemy dwa pierwsze miejsca na podium, ale teraz możemy trochę zmodyfikować naszą deklarację i zapewnić, że złoto i srebro wywalczymy w Tokio – powiedział Fajdek, który do Polski wrócił z potężnym przeziębieniem i bolącymi zatokami.

Nowicki: To nie był mój dzień

Fajdek z Nowickim mieli rozstrzygnąć między sobą rywalizację o złoto. Lider światowych list nie zaliczył jednak udanego konkursu. – Byłem mocno przybity, gdy się okazało, że nie ma mnie na podium. To nie był mój dzień, nic nie wychodziło mi w kole. Ani razu nie zbliżyłem się nawet do granicy 80 m. Szczęście w nieszczęściu, że po proteście złożonym przez Tomasza Majewskiego przyznano mi brązowy medal. To była jedyna wesoła chwila, którą przeżyłem w Katarze. Z tych mistrzostw świata wywożę cenną naukę, która powinna zaprocentować w Tokio – uzupełnił Nowicki.

Białostoczanin trenuje na co dzień z Joanną Fiodorow, która w Katarze była druga, poprawiając rekord życiowy. – To w pewnym sensie ukoronowanie moich startów, choć nie zamierzam jeszcze kończyć kariery. Cieszę się, że forma przyszła w odpowiednim momencie i podczas najważniejszej imprezy sezonu pobiłam rekord życiowy. Do tego udało mi się to osiągnąć już w pierwszym rzucie. A to duża sprawa. Później chciałam oddawać jeszcze dalsze rzuty, ale popełniałam w kole błędy techniczne. Nie ma jednak co narzekać. Srebrny medal i życiówka to duże osiągnięcia – cieszyła się Fiodorow.

Srebrna sztafeta

Ze srebrnymi medalami na szyi wróciła też nasza żeńska sztafeta



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Oliwa


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się