Anatomia maleńkiej histerii

​FELIETON \ Głos wodza

numer 2477 - 08.11.2019Publicystyka

Utworzenie i rozwój Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) to pomysł wspaniały, nic bowiem nie wyzwala w człowieku takiej determinacji i męstwa, jak ochrona własnego domu czy miejscowości. Teraz powinienem napisać kilka banałów i ogólników o WOT, ich genealogii oraz historii, a następnie sprytnie przywołać niewątpliwe dotychczasowe osiągnięcia jej wzorców – amerykańskiej Gwardii Narodowej lub szwajcarskiej obrony cywilnej – i z miną mędrca stwierdzić, że słuszną linię ma nasza władza. Nie zrobię tego z prostej przyczyny – niniejszy tekst nie jest o terytorialsach, lecz o przemożnej chęci zaistnienia człowieka, zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę i bez względu na koszty. To taka anatomia maleńkiej histerii.

Maleńka histeria ma swoje źródło w jakiejś kompanii WOT. Dowódca jednego z plutonów lub szef pododdziału postawili swoi podwładnym zadanie wykonania marszu w pojeździe z miejsca stałej dyslokacji do rejonu szkolenia.

Smaczne złego początki …

Tyle wojskowego języka. Tłumacząc prościej – kilku żołnierzy miało przejechać ciężarówką z koszar na plac ćwiczeń po ściśle określonej drodze i w ściśle określonym czasie. Owego czasu mieli na tyle, że widocznie niektórzy z nich zgłodnieli i poprosili dowodzącego podoficera, aby się na chwilę zatrzymać i coś zjeść w pierwszej napotkanej knajpce. Dowódca dokonał kalkulacji, uświadomił sobie, że nie ma żadnego zagrożenia ani możliwości przekroczenia narzuconego przez przełożonych reżimu terminów i przychylił się do ich wniosku, nakazując kierowcy zjechać na parking najbliższego lokalu z wyszynkiem. Prowadzący pojazd wykonał polecenie, zatrzymał się w bezpiecznym miejscu, wojsko zjadło, napiło się, odpoczęło chwilę i wszyscy ruszyli bezpiecznie w dalszą drogę. Żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że właśnie dopadł ich pech.

… a koniec wieńczy pech

Pech przybrał postać starannie żującego pokarm w przywołanym zakładzie gastronomicznym mężczyzny, który nagle ujrzał naszych komilitonów oczekujących na swój posiłek. Dodatkowo jedzący przebywał tam ze swoimi dziećmi, a te widok umundurowanych żołnierzy Wojska Polskiego, z bronią przewieszoną przez plecy, przeraził



zawartość zablokowana

Autor: Tȟašúŋke Witkó


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się